Kiedy sięgnęłam po zbiór opowiadań Michała Hildebrandta pt. „Przepłynąć wpław szaleństwo”, zorientowałam się, że nie wiem nic o ich autorze. Nie wiedziałam, że ten pochodzący z Brodnicy twórca ma na koncie tomik poezji o intrygującym tytule „Średniego na cienkim papierze z ostrym sosem poproszę”. Łatwo się domyślić, że nie miałam pojęcia, z jakim rodzajem prozy będę miała do czynienia.
Wyobrażamy sobie niekiedy dokąd zaprowadzić może nas przyszłość. Dokąd zmierzamy? Czy na manowce, czy dążymy do doskonałości? W świecie, a raczej w światach wykreowanych przez Michała Hildebrandta oglądamy bohaterów, którzy zmagają się z różnego rodzaju problemami. Niekiedy są one absurdalne i niepozbawione humoru. Nie będę czytelnikom zdradzać, gdzie autor postanowił osadzić akcję opowiadania „Smutny Olbrzym”. Można się poczuć lekko zaskoczonym, w którym miejscu położone jest opisywane przez autora miasto i od czego uzależnione jest jego istnienie.
Wyobraźmy sobie, że klonowanie ludzi byłoby dostępne w kilka chwil. Otrzymana kopia niczym by się od nas nie różniła. Czy wysłalibyście swój duplikat do pracy, a sami spędzalibyście czas na przyjemnościach? Dla wielu zabrzmi to pewnie kusząco. W opowiadaniu pt. „Gdy nieszczęścia chodzą parami” widzimy, że cena jest wysoka, gdyż stworzenie takiego klona, znacznie skraca długość życia oryginału. Czy mimo to byście się zdecydowali? W opowiadaniu widzimy, że mimo wysokich kosztów, człowiek decyduje się na wygodę, nawet za cenę krótszego życia.
Michał Hildebrandt pokazuje wielokrotnie w swoich tekstach dokąd prowadzi wybieranie przez człowieka łatwiejszej do wyboru drogi. Bohaterowie żyją w światach, w których większość chce za wszelką cenę prowadzić życie beztroskie oraz przyjemne. Bez względu na wszystko wokoło. Widoczne jest to szczególnie w opowiadaniach „Kilka krótkich historii ze świata, w którym wynaleziono Żarłoczne Kule”. Autor przedstawia w nich, co mogłoby się stać, gdyby człowiek potrafił swoje emocje odsunąć od siebie i zamknąć je w kuli. Kim byśmy się stali pozbywając się tego co nieprzyjemne? Wszelkich zbędnych, bo niewygodnych emocji. Czy nadal bylibyśmy sobą? A może przestalibyśmy być ludźmi?
Opowiadania Michała Hildebrandta można częściowo odczytywać jako teksty o charakterze dystopijnego science fiction, w innych skupimy się na grotesce. Twórca posługuje się humorem, drwiną oraz ironią chcąc nas zmusić do myślenia na temat ludzkiej kondycji. Obraz, jaki otrzymujemy, nie będzie zbyt optymistyczny, przynajmniej ja tak odebrałam te teksty. Zobaczyłam człowieka skupionego na własnym ja, niezauważającego nic więcej niż przyjemność i wygoda. Żarłoczne kule, gdy przyjrzymy się im bliżej, coś nam przypominają. Wcale nie trzeba daleko szukać, by znaleźć je w naszym świecie. Bohaterowie, którzy próbują coś zmienić, nie mają zbyt wielu szans. Jest ich za mało, by mogli przywrócić równowagę w tej rzeczywistości. To jednak oni dają nam nadzieję, że wciąż jest jakiś sens. Dla nich z pewnością. Ale czy dla nas? Wszystko zależy, co wybierzemy. Hedonizm, czy prawdziwe emocje?