Recenzja książki: „Najbardziej niebieskie oko” – Toni Morrison

Najbardziej niebieskie okoToni Morrison nie trzeba reklamować. Literacka Nagroda Nobla mówi sama za siebie. Po prostu mamy do czynienia z pisarką z najwyższej półki. Niech to też nikogo nie odstrasza, bo Morrison pisze w sposób przystępny. A forma, którą wybiera jest w dużej mierze klasyczna, choć występują w niej niedopowiedzenia. Czytałam „Dom”, „Miłość”, ale teraz postanowiłam sięgnąć po debiut tej pisarki „Najbardziej niebieskie oko”.

Powieść została wydana w Stanach Zjednoczonych w 1970 roku. Dlaczego o tym wspominam? Otóż, dopiero teraz polscy czytelnicy mogą poznać ten tytuł, za sprawą Świata Książki oraz serii: Mistrzowie Prozy. Powieść przyniosła rozgłos Toni Morrison i (aż się nie chce wierzyć) jest na liście dziesięciu książek, które najczęściej zakazywano w amerykańskich szkołach i bibliotekach w 2013 roku. Jakie jest uzasadnienie? Autorka podejmuje w powieści problem przemocy, zastosowała w niej obraźliwy język, opisuje wulgarny seks.

Książka zatem powinna trafić do dorosłych odbiorców. Jej tematem przewodnim jest rasizm. Nie chodzi tylko o przemoc białych, która jest oczywiście obecna, ale też  nienawiść czarnoskórych wobec samych siebie.

Za sprawą „Najbardziej niebieskiego oka” czytelnik przenosi się do Stanów Zjednoczonych, do lat czterdziestych ubiegłego wieku. Główną bohaterką tej historii jest Pecola Breedlove. Dziewczynka, marząca o niebieskich oczach. Bohaterka w ten sposób pragnie zademonstrować swoje pragnienie akceptacji ze strony innych ludzi oraz odmienić swoje życie. Jak mało kto, doznaje samych złych rzeczy od losu.

Jej rodzina znajduje się na dnie. Czarnoskórzy Amerykanie dokonują podziału samych siebie na „kolorowych” i „czarnuchów”. Ci pierwsi, to ci lepsi, którym należy się szacunek i uznanie. Natomiast u Breedlove’ów nic nie jest takie, jak być powinno, bo członkowie tej rodziny się nienawidzą i nazywani są „czarnuchami”. Dorośli prawdzie współczują małej Pecoli, ale jej rówieśnicy są bezwzględni wobec koleżanki.

Dzieje się tak, gdyż Pecola ma opinię brzydkiej osoby, bo przecież jest „czarnuchem”. Dlatego marzy, żeby mieć coś wspaniałego – niebieskie oczy. Ideał piękna stanowi dla niej Shirley Temple. Społeczność traktuje Pecolę jak kozła ofiarnego. Jedynym pozytywnym uczuciem obdarza ją przez moment ojciec, który zaczyna odczuwać wobec niej miłość i nienawiść jednocześnie, aby po chwili ją zgwałcić. Dziewczynka tak bardzo pragnie odmiany, że modli się o zmianę w kolorze oczu. Wreszcie popada w obłęd i wierzy, że rzeczywiście jej oczy stały się niebieskie.

Tę tragiczną historię poznajemy za sprawą narratorki – Claudii MacTeer, która już jako dorosła kobieta opowiada o wydarzeniach z dzieciństwa. Toni Morrison zastosowała dwa rodzaje narracji. Czasami historia jest przedstawiana w pierwszej osobie. Wtedy mówi do nas dziewięcioletnia Claudia, a tekst wyróżnia się tym, że nie jest wyjustowany. Innym razem mamy do czynienia z narratorem trzecioosobowym.

Tylko Claudia i jej siostra próbują się zbliżyć do Pecoli. Nie gardzą nią, a rozmawiają – życzą jej dobrze. Kiedy dziewczynka opowiada o swoich niebieskich oczach Claudia nie wyprowadza jej z błędu. W ten sposób jako jedyna pozwala jej żyć złudzeniami. Pecola stworzyła sobie świat, by oddzielić się od pogardy, której doznała od reszty społeczności. Szaleństwo stanowi pewną formę ucieczki przed cierpieniem.

Sama Toni Morrison pisze we wstępie, że książka zawiera wątki autobiograficzne. Powieść została osadzona w miejscu, w którym autorka dorastała, w czasach po Wielkim Kryzysie. Książka została podzielona na cztery części, noszące tytuł danej pory roku. Jednak nic nie dzieje się zgodnie z nimi – nie ma wiosennej nadziei, czy letniej beztroski. Życie Pecoli naznaczone jest tylko cierpieniem.  Nawet nazwisko dziewczynki: Breedlove jest ironiczne, bo w tej rodzinie nie ma miłości.

Noblistka zaprezentowała w „Najbardziej niebieskim oku” skomplikowany wizerunek rasizmu. Czarnoskórzy Amerykanie są źle traktowani przez białych, ale sami dla siebie są jeszcze gorsi. Autorka pokazuje jak za pomocą rasizmu można zniszczyć człowieka. Wszystko dlatego, że ideałem jest biel. Możemy się zastanowić, czy autorka nie przesadziła? Myślę, że w naszej części świata jest trudniej zrozumieć ten problem, ale wystarczy sobie przypomnieć operacje plastyczne i wybielanie skóry przez Michaela Jacksona (parę dekad później). Morrison zastosowała ciekawą formę w swej powieści. Podzieliła narrację, pocięła opowieść tak, że sami musimy ją uporządkować chronologicznie. Również język jest wyjątkowy, bo poetycki i nostalgiczny, a jednocześnie oddający charakter opisywanej społeczności. Tonni Morrison już w tej książce dotyka problemów, które pojawią się w jej późniejszym pisarstwie. Historia porusza, bo autorka podejmuje w niej tematy trudne i niewygodne, a debiut stawia ją na równi z największymii prozaikami amerykańskimi.

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za „Najbardziej niebieskie oko”.

  1. Ja jeszcze nie znam prozy Toni Morrison. A ta wzmianka o próbie cenzurowania jej dzieła działa na mnie niczym wabik. Ponadto interesują mnie powieści zahaczające o problem rasizmu. To naprawdę straszne, że jako ludzka cywilizacja liczymy sobie już tyle wieków, uważając się przy tym za najinteligentniejszy gatunek na Ziemi, a w dalszym ciągu postrzegamy się choćby przez kolor skóry właśnie.

    • Czasami zastanawiam się nad pewną sprzecznością – raz chcemy być indywidualistami, ale jednocześnie nie lubimy się wyróżniać i oceniamy innych choćby po kolorze skóry…

  2. Jeśli chodzi o panią Morrison to do tej pory miałam okazję przeczytać jedynie „Miłość” i wspominam ją dosyć pozytywnie. A Twoje wrażenia z „Najbardziej niesamowitego oka” brzmią tak zachęcająco, że nie sposób nie chcieć sięgnąć i po ten tytuł.
    Kiedyś miałam ambitny plan przeczytać choć po jednej powieści każdego z literackich noblistów. Porzuciłam jednak szybko czytanie jedynie ich i teraz od czasu do czasu sięgam sobie po kolejne nazwisko z listy (:

    • Nie jest to łatwe zadanie, ale po cichu mam nadzieję, że poznam twórczość sporej części noblistów. Przynajmniej tych, którzy mnie do siebie przekonają Toni Morrison mi oczywiście odpowiada 🙂

  3. No i proszę – już sobie tę pozycję wyszukałam i zamówiłam w necie 🙂
    Niedługo na parę dni wyjeżdżam nad morze, więc tam ją ze sobą zabiorę 🙂

  4. Pingback: Recenzja książki Toni Morrison – „Umiłowana” | Czytam, bo chcę i już

Skomentuj Dominika Fijał Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *