„Ringo” – Michael Seth Starr

Ringo, Michael Seth StarrKiedy czytam książki, umilam sobie dodatkowo czas słuchając muzyki. Tyle, że do pewnego momentu nie wiedziałam zbyt wiele na temat swoich ulubionych zespołów. Zmieniło się to wtedy, gdy odkryłam biografie muzyków oraz ich grup. Z tego powodu zainteresowała mnie książka na temat członków najsłynniejszego zespołu świata. „The Beatles” Huntera Daviesa to jedyna autoryzowana biografia Wielkiej Czwórki. Jakiś czas potem dowiedziałam się więcej o Johnie Lenonie dzięki pracy Tima Rileya pt. „Lennon. Człowiek, mit, muzyka”. Łatwo się domyślić, że nie mogłam przejść obojętnie obok wydanej nie tak dawno temu książki „Ringo” Michaela Setha Starra. Jak podaje autor, zbieżność nazwisk jest całkowicie przypadkowa.

Richarda Starkeya określa się mianem najsłynniejszym bębniarzem świata, ale pewnie niewielu od razu domyśli się, że chodzi o Ringo Starra, człowieka rozpoznawanego niemal przez każdego po samym imieniu. Kim był mały Richard, dorastający w powojennym Liverpoolu? Ot, zwyczajnym dzieckiem, które nie miało kontaktu z biologicznym ojcem, za to zmagało się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Z tego powodu chłopak wcześnie skończył edukację i nic nie zapowiadało przyszłych wielkich sukcesów.

Skąd wzięło się zainteresowanie perkusją? Ponoć właśnie narodziło się w szpitalu, a kiedy młodzieniec postanowił poświęcić się muzyce, trochę trwało, zanim zmienił Pete’a Besta, jako bębniarza. Na początku nie ufano Ringo Starrowi, bo nawet nie pozwolono mu zagrać podczas nagrywania pierwszego singla zespołu The Beatles. Później jednak ten członek grupy okazał się świetnym fachowcem, choć widzimy, że nie zawsze było mu łatwo, jako temu ostatniemu.

Michael Seth Starr opowiada historię Ringo, więc zobaczymy Beatlesów z perspektywy perkusisty. Autor nie tylko skupia się na wydarzeniach związanych z życiem artysty, ale charakteryzuje jego grę. Na czym polegała wyjątkowość stylu Ringo? Okazuje się, że Starr był leworęczny i inaczej niż wielu jego kolegów trzymał pałeczki, a do tego grał na zestawie dla praworęcznych. Utalentowany perkusista nie miał jednak takiego daru w komponowaniu, mimo to napisał i zaśpiewał kilka piosenek, które stały się hitami.

Oczywiście nie mogło zabraknąć opowieści o karierze po tym jak rozpadł się zespół i dlaczego właśnie Ringo próbował odejść z zespołu The Beatles jako pierwszy. Michael Starr pokazuje, jaki wpływ na perkusistę miało to, że należał do Fab Four. Co dała mu sława? Czy więcej na niej skorzystał, czy może stracił? Jak przebiegała dalsza kariera Ringa oraz jakie utwory tworzył, na te pytania odpowie autor. Zobaczymy, że perkusista długo zmagał się z problemem alkoholowym oraz nie stronił od innych, mocnych używek. Miało to także wpływ na życie rodzinne, a w biografii odkrywane są niektóre niewygodne fakty.

Biografię „Ringo” czyta się bardzo dobrze, bo historia została opisana w sposób ciekawy, bez zbędnych dłużyzn. Michael Starr umieścił tu sporo ciekawostek i choć książka nie jest oficjalną biografią muzyka, to widoczne jest, że pisarz wykorzystał wiele informacji źródłowych. Na koniec postanowił wzbogacić książkę wypowiedziami innych muzyków o Ringo. Tacy jak Phil Collins, Max Weinberg przytaczają swoje pierwsze wspomnienia związane ze słynnym perkusistą, czy charakteryzują jego styl gry. Myślę, że nie tylko fani Beatlesów chętnie dowiedzą się czegoś więcej o Ringo. Poprzez tę biografię zobaczymy również, jaki może być koszt sławy. Obserwujemy perkusistę nie tylko jako muzyka, ale dowiadujemy się także, że marzyła mu się kariera aktorska. Niektóre angielskie dzieci pamiętają głos Starra, narratora w bajce o Tomku, słynnej lokomotywie. Przede wszystkim poznajemy zwykłego człowieka, ciężko pracującego nad swym talentem i żyjącego w ciekawych czasach.

  1. Ja także bardzo lubię czytać, kiedy w tle leci muzyka, ale przyznaję, że nie przywiązuję zbyt dużej wagi do personaliów członków poszczególnych zespołów, których twórczości słucham. Warto chyba zmienić to podejście, bowiem oglądając kilka filmów dokumentalnych traktujących o muzykach, przekonałem się, że historia takiego artysty jest nierzadko szalenie interesująca, niczym porządna literatura.

    • Rzeczywiście często tak się dzieje. A dziennikarze piszący biografie znajdują wiele interesujących faktów – bo przecież taki Ringo to nie tylko zestaw do perkusji, ale cała historia, w której równie interesujące jak sama postać, jest tło.

  2. The Beatles, ach, The Beatles. Co prawda nie uczynię dla nich wyjątku w zakresie mojej niechęci względem biografii, ale przyznam, że to jeden z „wiecznych” zespołów. Lubię słuchać przy czytaniu i lubię wyłapywać muzykę z książek. No i jest jeszcze Murakami.

    • Na „Norwegian Wood” jeszcze się nie skusiłam, ale książka czeka na półce, więc mam nadzieję, że wreszcie się dowiem, na czym polega fenomen tej powieści.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *