Święta prawie unplugged

StroikWigilijny wieczór nie przyniósł żadnej nieprzyjemnej niespodzianki. Dzieciaki cieszyły się z prezentów. Wszędzie unosiły się strzępy papieru, który dorośli skrzętnie sprzątali. Tylko ta pogoda: deszcz i wiatr. Nie wróżyło to niczego dobrego, ale jakoś się udało. Następnego dnia zaczęły się prawdziwe Święta. Tak sypało śniegiem, że w krótkim czasie zrobiło się biało. Później okazało się, że nasza okolica została najbardziej obdarzona śniegiem (w skali całej Polski).

Do wieczora nic nie wróżyło niespodzianek. Jednak jak tylko zasiedliśmy do świątecznej kolacji, stało się to, czego wyczekiwaliśmy od kilku dni – zniknął prąd. Nie na minutę, czy dwie – a na ładnych kilka godzin. Prawdziwa tragedia dla każdego mola książkowego. O świetle świeczek nie dało się czytać, bo wzrok się za szybko męczy. Latarki są, ale nie wystarczą na tyle, na ile by się chciało, trzeba oszczędzać, przecież nie wiadomo, czy prąd wróci za godzinę, czy też za dwa dni. Jeśli ktoś posiada podświetlany czytnik książek, może nazwać się dzieckiem szczęścia w takiej chwili – niestety, ja nim nie jestem. Zresztą gdybyśmy mieli jeden, trzeba by zrobić losowanie, kto ma czytać. Już nawet dziewięcioletniej córce marzy się taka zabawka.

Cóż, potrzeba jest matką wynalazków. Mąż czytał książkę używając latarki – czołówki. Sama z kolei znalazłam w swoim odtwarzaczu audiobooka. Wysłuchałam go do połowy, w innej sytuacji pewnie bym za szybko do tego folderu nie zajrzała, ponieważ czytam szybciej, niż słucham. Uznałam, że od czasu do czasu warto przestawić się na inne zmysły. Zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia z superprodukcją, a nie zwyczajnym lektorem. Jak widać, nie udało mi się obyć bez elektroniki.

Mam nadzieję, że tylko u nas Święta były z przygodami. Na szczęście rano za oknem pojawił się całkiem miły widok, jakby na pocieszenie: Widok z okna

  1. Trudno do przewidzenia sytuacje zawsze wyzwalają ukryte w nas pokłady kreatywności 🙂 Ja także, trochę z przypadku, słuchałem niedawno audiobooka. Odsłuchiwałem powieść, którą już czytałem („Szelest złotolitego brokatu”), ale interpretacja lektorki na tyle mi się spodobała, że dotarłem do jakichś 40 % utworu.

    • W Wigilię można czytać – choćby Biblię przed wieczerzą. A bez prądu trudno ugotować barszcz – bo mamy kuchenki elektryczne…

Skomentuj Dominika Fijał Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *