Wydawnictwo Literackie postanowiło wznowić jedno z arcydzieł literatury dwudziestego wieku – „Sztukmistrza z Lublina”. Isaac Bashevis Singer w 1978 roku został nagrodzony za swoją twórczość Literacką Nagrodą Nobla. Pisarz urodził się na początku XX wieku w Polsce. Spędził swoją młodość w okolicy Lublina, a w 1935 roku wyjechał na stałe do Stanów Zjednoczonych. Tworzył w jidysz, ale jego teksty tłumaczono na inne języki z angielskiego. Singerowi udało się odnieść wielki sukces. W naszym kraju jedną z najbardziej popularnych jego książek jest właśnie „Sztukmistrz z Lublina”. Sama pamiętam, gdy jeszcze jako nastolatka odkryłam tę powieść w bibliotece, wielkie wrażenie jakie na mnie wywarła.
Akcja książki rozgrywa się w drugiej połowie XIX wieku, na terenie Królestwa Polskiego. Główny bohater jest Żydem, wędrownym magikiem, akrobatą i hipnotyzerem. Jego dom znajduje się w Lublinie. Jasza Mazur nie przestrzega zasad i tradycji swojej religii. Należy raczej do osób wątpiących. Na każde pytanie o Boga, odpowiada, że przecież nikt go nigdy nie widział. Tytułowy bohater cierpi na głód wiedzy. Zamiast, tak jak ludzie ze swojego środowiska studiować Torę, woli książki filozoficzne i popularnonaukowe.
Jasza Mazur prócz swojej pracy, kocha kobiety. Wprawdzie jego żona jak wierna Penelopa czeka zawsze na męża, ten zdradza ją bez najmniejszych skrupułów i wyrzutów sumienia. Kiedy wraca z tournée, zachowuje się jak nowożeniec, szybko jednak tęskni za innymi kobietami. Ma romans ze swoją asystentką, a oprócz tego posiada liczne kochanki, w miastach, do których się udaje. Żadna kobieta nie potrafi mu się oprzeć. Sztukmistrz posiada wielki urok osobisty, stąd jego powodzenie. Lubią go wszyscy. Dodatkowo wydaje mu się, że może liczyć na swoje hipnotyzerskie umiejętności, one jeszcze dodają mu pewności siebie. W pewnym momencie zakochuje się w kobiecie z wyższych sfer. Wdowa Emilia wydaje mu się tak nieziemsko piękna, że gotowy jest wyrzec się dla niej wszystkiego. Chce porzucić swoją żonę, ale też religię, w której został wychowany. Ma zamiar wyjechać z ukochaną do Włoch, jednak do tego potrzeba sporej sumki pieniędzy. Bohater postanawia je ukraść.
Trzecioosobowy narrator pokazuje nam rozterki tytułowej postaci. Jasze musi podjąć ważną decyzję, ale czy jest w stanie odciąć się od swojej wiary i tradycji? Czy to, co na niego czeka jest tego warte? Bohatera bowiem spotyka kara za jego postępowanie. W pewnym sensie mamy do czynienia z moralitetem, ale w znaczeniu uniwersalnym. Noblista pokazuje, co może stracić człowiek, który pozbawia się tego źródła, z jakiego bierze swój początek. Ważna jest zarówno religia, ale istotne jest też miejsce i społeczność, z której się wywodzi. Nie można zapomnieć o swojej tradycji, inaczej traci się swoją tożsamość.
Isaac Bashevis Singer w niezwykle obrazowy sposób przedstawił realia epoki, w której została osadzona akcja „Sztukmistrza z Lublina”. Jasza sporo czasu przebywa w Warszawie, a czytelnicy mają okazję przenieść się do niezwykle barwnego miejsca. Widzimy tygiel kultur, obserwujemy ludzi z różnych grup społecznych. Pisarz opisuje biedotę, żydowską społeczność oraz ludzi uważających się za wyższą warstwę. Cały ten świat odbieramy wszystkimi zmysłami. Urzekają zwłaszcza opisy, które wprowadzają nas w klimat: „Przed Szmulem stał kufel piwa; on sam oparty o ścianę, jedno oko przymrużył, drugim przyglądał się napojowi, jak gdyby zastanawiał się, czy ma pić czy nie. Na stole leżała bułka a na bułce siedziała wielka złoto-zielona mucha, która również wydawała się niezdecydowana: odlecieć czy nie?” (s.13)
Na szczególną uwagę zasługuje warstwa psychologiczna powieści. Autor nie tylko skonstruował ciekawą historię, ale sprawił, że bohaterowie są bardzo wiarygodni. Jasza Mazur dopóki czuje się pewny siebie, odnosi sukces. W pewnym momencie rodzą się w nim wątpliwości, związane z tym, kim jest. Wtedy wszystko runie, jak domek z kart. Człowiek, który do tej pory potrafił otworzyć wszystkie zamki, nie będzie potrafił uporać się z najprostszym. Ten, który oczarował kobiety, nie potrafi zdobyć tej, na której najbardziej mu zależy. Okazuje się, że jego rozterki i błędy doprowadzą do jednego miejsca. Isaac Bashevis Singer pokaże, że warto zadawać sobie pytania, nawet jeśli zdarzy się nam czasem pobłądzić. Tylko wtedy możemy odnaleźć siebie.
Książka już od lat u mnie czeka na półce i jeszcze inne jego powieści, ale najpierw chcę przeczytać jego wspomnienia, które też mam.
Dobrze znać biografię tego pisarza, ponieważ w swojej twórczości często odwoływał się do wątków dobrze mu znanych z własnego życia.
Jak na noblistę, to zaskoczyło mnie u Singera posługiwanie się stereotypami – źli Polacy i źli katolicy i to widać także w jego innych książkach. Przede mną jeszcze „Szatan w Goraju” i „Rodzina Muszkatów” mam nadzieję, że będzie trochę lepiej.
Rzeczywiście obraz Polaków i katolików nie jest pozytywny i mocno stereotypowy. Czytałam inne powieści tego autora tak dawno temu, że niewiele już pamiętam. Obawiam się jednak, że może być podobnie. Nie jestem pewna jednak, czy są to myśli samego Singera, czy stereotypy samych Żydów, którzy żyli w tamtych czasach i właśnie taki posiadali obraz Polaków.
Książkę pisał Singer a nie Żydzi 🙂 Obraz Polaków i katolików, nie bójmy się tego słowa, jest negatywny, nie dam głowy, czy znajdzie się tam jedna pozytywna postać niebędąca Żydem. Inna sprawa, że również świat żydowski nie jest wzorem cnót ale to on w ostateczności jest tą ostoją gdzie zawsze można wrócić i znaleźć zrozumienie.
Opisywana przez Singera rzeczywistość jest odzwierciedleniem jego doświadczeń i wrażeń, więc nic w tym obrazie dziwnego, zważywszy na realia epoki.
Ciekawe, jak wygląda postrzeganie Polaków w innych powieściach pisanych w jidysz. A u Singera najbardziej zaskoczyła mnie wdowa Emilia (katoliczka) – przypominała mi starszą wersję Izabeli Łęckiej.
Singer to jeden z tych pisarzy, którzy siedzą mi gdzieś z tyłu głowy od dawna, ale jakoś okoliczności nie sprzyjają lekturze. Bardzo, bardzo chciałabym przeczytać cokolwiek Singera, ale myślę, że ta powieść byłaby dobra na początek 🙂
„Sztukmistrz z Lublina” jest dobry na początek – na jeden, maksymalnie dwa wieczory. Sama też mam nadzieję, że wkrótce uda mi się sięgnąć po kolejne jego książki.
Ha, u mnie podobnie jak i u Marty – Isaac Bashevis Singer to nazwisko, po które obiecuję sobie sięgnąć już od pewnego czasu, ale jak dotąd nie mogę tego uczynić. Podoba mi się inicjatywa WL by wznawiać tego typu dzieła, ale przyznaję, że jeśli chodzi o wydanie, to o wiele bardziej przemawia do mniej okładka PIW-owska, która pojawiła się w ramach Współczesnej Prozy Światowej 🙂
Właśnie to PIWowskie wydanie darzę największym sentymentem, bo w tej wersji czytałam tę powieść po raz pierwszy.
Pingback: „Dwór” – Isaac Bashevis Singer | Czytam, bo chcę i już