Czy trzeba przedstawiać Cormaca McCarthy’ego? Myślę, że każdy miłośnik literatury rozpoznaje to nazwisko. Niestety w czerwcu tego roku pożegnaliśmy pisarza, co niemal zbiegło się z premierą dwóch książek tego autora. „Pasażer” i „Stella Maris” są jego najnowszymi dziełami, choć McCarthy kazał nam na nie długo czekać. Warto wziąć pod uwagę, że oba tytuły są zależne od siebie. Zaczęłam od sięgnięcia po „Pasażera”, gdyż nie sugerowałam się żadnymi opiniami, ale najlepiej byłoby czytać obie książki równorzędnie, albo zacząć od „Stelli Maris”. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Cormac McCarthy
„To nie jest kraj dla starych ludzi” Cormac McCarthy
Książka „To nie jest kraj dla starych ludzi” Cormaca McCarthy’ego stała się jeszcze bardziej słynna po ekranizacji. Obraz braci Coen z 2007 roku, otrzymał aż cztery Oscary, w tym za najlepszy film oraz za reżyserię. Przed obejrzeniem ekranizacji lubię mieć za sobą lekturę. Tym razem jednak tak się nie stało, ale przez to, że film widziałam dość dawno temu, nie wpłynęła ona jakoś szczególnie na mój odbiór powieści.
Akcja książki „To nie jest kraj dla starych ludzi” kręci się teoretycznie wokół aktówki z dwoma milionami dolarów. Llewelyn Moss trafia przez przypadek w miejsce, gdzie rozegrała się walka. Gdzieś na pograniczu USA i Meksyku doszło do jatki między handlarzami narkotyków. Giną niemal wszyscy, zostają jedynie pieniądze i narkotyki. Moss – snajper, weteran wojny wietnamskiej, postanawia zabrać dolary. Ta decyzja spowoduje, że z myśliwego staje się zwierzyną łowną, którą ścigać będzie wielu.
Powieść podzielona została na rozdziały, z których każdy zaczyna się od monologu wewnętrznego szeryfa Bella. Czujemy się tak, jakbyśmy obserwowali postać z westernu. Prawy człowiek, stojący mocno na nogach. Jego moralność może być wzorem dla wielu. Kiedy czytałam jego wypowiedzi, niemal słyszałam jego teksaski akcent. Szeryf jest dla czytelnika kwintesencją amerykańskiego bohatera – współczesnym Johnem Waynem. Weteran wojenny z drugiej wojny światowej, szczęśliwie żonaty, żyjący niemal jak mnich. Jednak gdzieś w zanadrzu czujemy, że życie mocno go doświadczyło. Podejmując pracę szeryfa, pragnie odpokutować coś, co wydarzyło się podczas wojny.
W książce mamy do czynienia z kolejnymi scenami, podczas których obserwujemy albo szeryfa, albo Mossa, lub psychopatę Chigurha. Głównie dzięki temu ostatniemu trup ściele się gęsto i wylane zostaje morze krwi. Demoniczny Anton Chigurh również ma swoje zasady, którymi się kieruje. Jednak jego dogmaty przywołują raczej na myśl anioła śmierci, sprowadzającego piekło na ziemię.
Llewelyn Moss, kiedy sięga po teczkę z pieniędzmi, zdaje sobie sprawę ze swego wyboru. Wie, że będzie musiał walczyć, mimo to stawia wszystko na jedną kartę. Bohaterowie tej książki zdają sobie sprawę z nieuchronności losu. Chigurh mówi, że nawet jeśli dokonamy jakiegoś wyboru, nasze życie jest już z góry ustalone. On tylko dopełnia ten los.
Książka „To nie jest kraj dla starych ludzi” Cormaca McCarthy’ego trzyma czytelnika cały czas w napięciu. W końcu twa pościg, a mimo naszej czujności i tak co rusz jesteśmy zaskakiwani. Oprócz tego odbywamy podróż po amerykańskiej ziemi, wręcz możemy zachłysnąć się jej olbrzymią przestrzenią. Największym plusem powieści są jej dialogi. Zastosowano zabieg, który nieco utrudnia odbiór, ponieważ przyzwyczajeni jesteśmy do używania myślników w celu zaznaczenia dialogów. Tutaj tego nie ma. Niekiedy musimy się zastanowić, czy mamy do czynienia z monologiem wewnętrznym bohatera, czy rozmową. Warto jednak podjąć ten trud, ponieważ tłumacz postarał się za pomocą języka oddać charakter bohaterów. Myślę, że nie było to łatwe.
Z powieści płynie ciekawe przesłanie. McCarthy dokonał w niej studium ludzkiej natury. Choć zastosował formę kojarzącą się raczej z rozrywką, a mianowicie posłużył thrillerem, ukazał czytelnikom drugie dno. Podróżując z głównymi bohaterami, razem z nimi zastanawiamy się nad ludzką egzystencją. Dostrzegamy, jak cienka jest granica między dobrem a złem.
„To nie jest kraj dla starych ludzi” posiada dobrze przemyślaną konstrukcję. McCarthy potrafił stworzyć ciekawe postacie. Szeryf Bell jest człowiekiem z krwi i kości, a jednocześnie nie pozbawionym heroiczności. Dzięki niemu zastanawiamy się nad kondycja ludzką, naszą naturą. Powieść porywa nas swą akcją, ale jednocześnie zmusza do myślenia o tym, jacy są ludzie. Nie ma łatwych i prostych odpowiedzi, za to w środku każdej egzystencji dostrzegamy mrok. Nawet dobry bohater posiada jakąś rysę. Problem polega na tym, czy potrafi zapanować nad złem tlącym się w jego wnętrzu?
Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu Literackiemu.