Wszystko co trzeba wiedzieć o ciele

Ciało. Obrazkowa encyklopedia dla dzieciSpośród licznych encyklopedii dla dzieci na temat ludzkiego ciała trafiła nam się książka: Ciało. Obrazkowa encyklopedia dla dzieci wg pomysłu Emilie Beaumont. Swoją drogą ciekawe kto jest autorem – pomysłodawca, czy autor tekstu?

Nie jest to może tak interesująca pozycja jak opisywana wcześniej  encyklopedia Larousse’a. Jej plusem jest cena. Można ją nabyć za stosunkowo niewielkie pieniądze (przynajmniej obecnie, bo wcześniej bywało różnie). Jaka jest zasada, wg której skonstruowano tę książkę? Na marginesie po lewej umieszczono informacje np. na temat zębów. Potem są pytania i odpowiedzi. Całość  ubarwiono ilustracjami o charakterze naukowym oraz dla rozładowania natłoku informacji dodano żartobliwe rysunki. Zwykle też autorzy podają jakieś ciekawostki.

Dzieki krótkim tekstom można porcjować wiedzę dzieciakom. Jednak starsze pociechy mogą mieć niedosyt – wtedy potrzebna jest fantazja rodziców. Jak dziecko zaczyna zadawać pytania do pytań, to potem koło już się toczy coraz szybciej. Na ponad 120 stronach pojawia się sporo informacji dotyczących człowieka. Oprócz tego mowa o zagrożeniach dla ludzkiego ciała, takich jak toksyczne rośliny i groźne zwierzęta, czy oparzenia słoneczne. Czasami trzeba przygotowywać dzieci na wizyty u lekarza, wtedy ta pozycja staje się pomocna. Opisano narzędzia lekarzy, są informacje na temat jak wygląda typowe badanie i dlaczego doktor wykonuje takie, a nie inne czynności.

Książki tego typu są przydatne. Dzieciaki zadają mnóstwo pytań, a ta encyklopedia podaje im naukowe informacje – oczywiście na poziomie kilkulatków. Gdybym to ja miała pisać taką książkę, to zamiast pytań podawałabym konkretne informacje, bo i tak nie ma szans, że znajdziemy to pytanie, które akurat zadało nasze dziecko. Tego typu forma jest więc sztucznym tworem. Trudno też powiedzieć do kogo jest adresowana ta encyklopedia. Zdania są krótkie – jak dla cztero, czy pięciolatka. Jednak dziecko w tym wieku nie zrozumie podawanych przez autorów danych liczbowych. Moje dzieciaki mają co jakiś czas ogromny głód wiedzy, wtedy takie encyklopedie są niezastąpione. Najlepiej mieć kilka, żeby każde dziecko mogło oglądać swoją książeczkę.

Sztuka dla dzieci

Moja pierwsza encyklopedia sztukiDla dziecka dziełem sztuki powinna być czasami książka. Lubię, kiedy maluszek nabożnie siada z jakimś tomiskiem i wertuje strona po stronie. Nie umie czytać, ale myślę, że obraz gdzieś tam zostaje w otchłani umysłu. Dlatego warto podsuwać pociechom coś, co może je oswoić ze sztuką, a nawet zainspirować do tworzenia.

Wydawnictwo Papilon wydało Moją pierwszą encyklopedię sztuki autorstwa Rosie Dickins. Książka jest polecana dzieciom w wieku szkolnym, tj. od 6 lat. Argumentem za tym są dosyć trudne wyrazy, które pojawiają sie w encyklopedii. Operuje się terminami typu ciepłe, zimne barwy. Imię i nazwisko autora, czas powstania dzieła – to się pojawia, ale nie jest tu najważniejsze. Książka została pomyślana w taki sposób, że hasło przewodnie – np. pogoda jest prezentowane przez jednego, czy kilku znanych malarzy, a następnie pojawia się propozycja, jak uzyskać podobny efekt – ale bez kopiowania, tylko poprzez podpowiadanie pomysłów i technik potrzebnych do wykonania własnych prac.

Książka ta nie jest typową encyklopedią. Nie pokazuje się w niej reprodukcji w porządku chronologicznym. Ważne dla autorki jest, by dzieci zwracały uwagę na to, co widzą. Po krótkiej informacji o obrazie jest czas na poruszenie wyobraźni dziecka. Oprócz wyjaśniania, książka uczy też dostrzegania, poszukiwania. Czasami trzeba coś znaleźć na obrazie, policzyć, wyobrazić sobie. Wszystko to powoduje, że dziecko lepiej zrozumie sztukę. Nie chodzi o to by zapamiętać autora i dzieło, ale odnajdywać w każdym z tych obrazów czegoś osobliwego, intrygującego.

Moja pierwsza encyklopedia sztuki mimo, że jest dla nieco starszych dzieci, niż moje własne, okazała się być ciekawą lekturą na niejeden wieczór. Czterolatka intrygowały smoki i inne potwory. Podobało mu się, że pewne rzeczy można zrobić samodzielnie, ale na swój sposób. Dla sześciolatki książka jest inspiracją do własnych prac. W encyklopedii jest mnóstwo zakładek jej autorstwa (średnio co 3 kartka), a nawet dołączyła do niej różnego rodzaju materiały, które będą przydatne, gdy któreś dzieło będzie chciała sama wykonać. Książka jest kolorowa, dobrze wydana. Pomysły w niej przedstawione nie są ani zbyt trudne, ani nie wymagają zbyt dużej ilości materiałów. Na koniec można jeszcze rozwiązać zagadki dla utrwalenia wiedzy.

Jak odpowiadać na pytania?

CiałoCo zrobić, kiedy dziecko zadaje mnóstwo pytań? Moim zdaniem należy odpowiadać tak, aby maluchy rozumiały, ale bez zbywania ich. Wtedy rodzic staje przed dylematem, czy to co mówi ma odbicie w rzeczywistości? Albo czy przypadkiem nie mówi za dużo? Na ile z tego dzieci są w stanie zapamiętać? Dlatego warto sięgać do ściąg… I utrwalać, utrwalać, utrwalać.

Do  wyboru mamy sporo pozycji. Wybrałam tę, która najbardziej odpowiada i tym dużym i małym: Ciało. Encyklopedia Larousse’a dla dzieci w wieku 6-9 lat Pascale Borenszteina. Jasno określono kto jest adresatem tej encyklopedii, jednak rodzice mogą też sobie co nieco  przypomnieć na temat ludzkiego organizmu. Żądne wiedzy dzieciaki mają dzięki tej książce ucztę składającą się z wielu dań. Z pewnością zachwycą je dokładne naukowe ilustracje przedstawiające ludzkie narządy. Żeby jednak się tą wiedzą nie zmęczyły, ani nie zraziły, to dostają jeszcze zabawne obrazki. Wiedza jest przedstawiona tak, żeby fascynowała. Oprócz faktów podano sporo ciekawostek, są odpowiedzi na ważne dylematy. Autor nie unika trudnych pytań – skąd się bierze człowiek, jak wygląda poród?

Z encyklopedii dziecko nauczy się również, czego może się spodziewać po wizycie u lekarza, po co są zastrzyki – dokładnie opisano jak dbać o zdrowie. Podobają mi się zdjęcia na końcu książki. Pokazano na nich pierwszą sekundę życia, dziecko w 5 miesiącu ciąży, wirusy. Jest nawet część językowa, w której wyjaśnia się dzieciom trudne wyrażenia frazeologiczne związane z częściami ciała.

Starszaki same będą drążyły temat. Młodsze zafascynują ilustracje. Jeżeli będziemy czytali książkę młodszym dzieciakom, to trzeba się odpowiednio przygotować, wprowadzić jakąś formę autocenzury – nie zrozumieją przecież danych liczbowych. Podoba mi się to, że w encyklopedii nawet pokuszono się o to, by walczyć ze stereotypami. Na końcu słowniczek pozwoli dzieciom poszerzać słownictwo, wyjaśnia te wyrazy, które mogą być trudne dla sześciolatka.

Dzieki tej książce moje dzieci doskonale wiedzą gdzie są płuca, jak nazwać zbiornik na mocz, znają nazwę jelito cienkie, grube, a słowo plemnik, czy komórka jajowa, to dla nich oczywista oczywistość

Naukowa jesień

Nie wiem, czy chodzi o porę roku, czy o to, że dzieci chodzą do przedszkola, teraz domagają się wiedzy. Stąd zaczytujemy się kolejną książeczką o charakterze encyklopedycznym: „Encyklopedia najmłodszych. Czy wiesz…”

No może niekoniecznie książeczka. Format A4, gruba okładka, plus 200 stron tekstu. W cztery dni została przeczytana.

Wszystko czego maluchy potrzebowały dostały – krótkie, ale przystępne informacje zarówno o zwierzętach, jak i człowieku, świecie i wszechświecie w postaci pytań i odpowiedzi. Do tego małe utrwalenie na każdych 2 stronach: trzeba odpowiedzieć, czy podana teza to prawda, czy fałsz.

Jedno musieliśmy czytać bardzo szybko – jak powstaje burza i tornado. Chociaż na trzylatku to nie wywoływało żadnego wzruszenia, sześciolatek na sam widok obrazków minę miał nietęgą.

Co ciekawe zetknęłam się z tą samą książką w wersji angielskiej i ma inny format niż polskie wydanie, jest mniejsza. Ciekawe dlaczego?