Na początek przyciągająca wzrok okładka, która świetnie oddaje temat powieści. Równie intrygujący jest autor „Jalo”. Próbuję sobie przypomnieć, ilu znam libańskich pisarzy? Prawdę mówiąc Iljas Churi jest pierwszym autorem z tego kraju, którego książkę miałam okazję przeczytać.
Jalo to tytułowy bohater tej historii.Właściwie nazywa się Daniel Hobel Abjad, a my poznajemy go w momencie, gdy trafia do aresztu. Jest grudzień 1993 oku, a Jalo widzi wszysko na biało. Podczas przesłuchania zamyka powieki i wtedy uświadamia sobie, że pół życia przeżył z zamkniętymi oczami. Otrzymuje nakaz spisania swej przeszłości, ale czy dzięki temu dowiemy się czegoś prawdziwego na jego temat? Oskarża się go o grabieże, gwałty i działanie w gangu terrorystycznym.
Młody Asyryjczyk wychował się w świecie pełnym przemocy. Jego młodość przypadła w czasie libańskiej wojny domowej (1975-1990) i Jalo nie zna niczego innego poza nią. Historia dotyka jednak nie tylko tytułowego bohatera, ale całą jego rodzinę. Jalo został wychowany przez dziadka i matkę. Dziadek – Hobel – jako dziecko ocalał z rzezi, wychowywał go kurdyjski mułła Mustafa. Po jakimś czasie chłopak wraca do chrześcijaństwa, by ostatecznie stać się asyryjskim kapłanem: kohno. Matka Jalo poszukuje miłości, ale jej ukochany ma żonę, której nie chce porzucić. Kobieta po jakimś czasie przestaje widzieć swoje odbicie w lustrze, sama nie wie, kim naprawdę jest.
Główny bohater próbuje uciec od swojej rodziny, która chce go złamać, ale trafia w kolejne miejsce, gdzie traci własną tożsamość – do wojska. Podobnie jest też w więzieniu. Pobyt tam również nie należy do najprzyjemniejszych. W książce opisane są drastyczne sceny tortur, okaleczania i poniżania więźnia. Dlatego do końca nie wiemy, na ile zeznania Jalo są wiarygodne.
Jalo spisuje swoją historię, ale opowiada ją co chwilę od nowa. Z kolejnych jej wariantów wyłania się obraz postaci, która zaznała w życiu wiele zła. Bohater już jako czternastolatek wpadł w wir wojny. Dlatego nie potrafi być dobry. Zło jest dla niego czymś oczywistym, nie robiącym żadnego wrażenia. Dlatego ograbianie innych, gwał jest dla niego czymś łatwym. Zwłaszcza, jeśli ma broń w ręku. Nawet gdy Jalo kocha, używa słownictwa wojennego. Nie zna subtelności, empatii, czy delikatności. Zakochany w Szirin upokarza ją, nie rozumie jednak, dlaczego ona oskarża go o gwałt.
W książce Iljasa Churiego narracja pierwszoosobowa, przeplata się z trzecioosobową. Bohater spisując swoje wspomnienia, pokazuje nam, jakie piętno wycisnęło na nim zło, którego doświadczył w życiu. Czytelnikowi na początku trudno zrozumieć kim jest główny bohater, ponieważ on sam nie widzi niczego złego w tym, co robił. Czuje się zdziwiony tym, że znalazł się w areszcie, choć z jego wspomnień wynika, że gwałcił i rabował. Nie współczujemy więźniowi, widzimy ile zła popełnił, ale też trudno go jednoznacznie odrzucać.
„Jako” jest opowieścią o tym jak okrucieństwo wojny odbiera jednostce człowieczeństwo. Zło powoduje, że stopniowo przekraczamy kolejne granice. Jednocześnie Iljas Churi zdaje się mówić, że nawet w takiej ekstremalnej sytuacji nie można usprawiedliwiać okrucieństwa. W Libanie konflikt polityczno-religijny doprowadził do tego, że strony sięgnęły po broń. Rozpętała się krwawa wojna, która odebrała ludziom wszystko. Historia Jalo pokazuje, że z demonami wojny trzeba będzie się mierzyć przez kilka pokoleń.
Powieść Iljasa Churiego jest niejednoznaczna, poprzez ciągłe powtarzanie i zmienianie tych samych wątków. Dla głównego bohatera pewna stanie się jedynie kartka papieru i atrament, który otrzyma od śledczego. Z jednej strony jest to tortura, a z drugiej coś, co pozwala utrwalić swoje przeżycia. Dzięki słowie pisanemu samotność bohatera jest nieco mniejsza. Jednocześnie, zostajemy wrzuceni siłą do tego niewygodnego świata przemocy, by zadać sobie pytanie – kim właściwie jesteśmy?
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Karakter.