„Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach” – Filip Springer

Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach, Filip SpringerBardzo lubię słuchać opowieści Filipa Springera o architekturze. Byłam na trzech spotkaniach z tym autorem, ale jakoś do tej pory nie udało mi się sięgnąć po żadną z jego książek. Postanowiłam to nadrobić, dlatego przeczytałam „Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach”. O tej reporterskiej biografii usłyszałam przed dwoma laty podczas festiwalu Literacki Sopot, ale bohaterowie książki nie są postaciami powszechnie znanymi, choć przecież bardzo interesującymi, jak się okazuje nie tylko dla architektów. Czytaj dalej

„Zwierzenia jeżozwierza” – Alain Mabanckou

Zwierzenia jeżozwierza, Alain MabanckouWszystkie powieści Alaina Mabanckou, które czytałam do tej pory mają jedną wspólną cechę: nie posiadają kropek. Najnowsza książkę tego autora – „Zwierzenie jeżozwierza” – nawiązuje do „Kielonka”. Upartego Ślimaka, właściciela baru „Śmierć Kredytom” poznaliśmy za sprawą wymienianej przeze mnie wyżej książki. Właśnie on przekazuje wydawcy rękopis, jako spadkobierca literackiej spuścizny Kielonka.

Zapiski zostały znalezione niedaleko miejsca, z którego wyłowiono ciało autora „Zwierzeń jeżozwierza”, gdzieś w zaroślach nad rzeką Tchinouka. Narratorem tej niezwykłej opowieści jest jeżozwierz. Siedząc w cieniu baobabu opowiada mu historię Kibandiego. Zwierzę jest złośliwym sobowtórem swego mistrza, ale jego pan ma jeszcze inne „alter ego” – bez ust. Choć Kibandi nie żyje, jeżozwierz przetrwał, wyzwolił się od jego mocy, ale czy potrafi być prawdziwie wolny? Czytaj dalej

„Kielonek” – Alain Mabanckou

KielonekCo by się stało, gdyby każdemu bywalcowi obskurnych barów dać zeszyt i kazać pisać co tylko zechce? Historie i o sobie, i o innych klientach baru? Sięgnęłam po książkę „Kielonek” Alaina Mabanckou, o którym już wspominałam przy okazji omawiania „African Psycho”. Tym razem kongijski pisarz przeniósł mnie do spelunki „Śmierć kredytom”, prosto w deliryczny trans pijaka-nieudacznika.

Alkohol w literaturze nie jest niczym nowym. Z prozy współczesnej wystarczy przywołać Pilcha i jego „Pod Mocnym Aniołem”. Oczywiście można też odwrócić temat i zacząć się zastanawiać jacy pisarze sięgali, po jakie gatunki trunków, by wspomagać swoją wenę twórczą. Jednak nie o to mi chodzi. Alain Mabanckou wykorzystuje znany motyw, ale przerabia go po swojemu. Okazuje się, że o przebywaniu w barze można opowiedzieć w sposób oryginalny i pasjonujący. Na dodatek przez całą powieść nie używając żadnej kropki. Czytaj dalej

„Jalo” – Iljas Churi

JaloNa początek przyciągająca wzrok okładka, która świetnie oddaje temat powieści. Równie intrygujący jest autor „Jalo”. Próbuję sobie przypomnieć, ilu znam libańskich pisarzy? Prawdę mówiąc Iljas Churi jest pierwszym autorem z tego kraju, którego książkę miałam okazję przeczytać.

Jalo to tytułowy bohater tej historii.Właściwie nazywa się Daniel Hobel Abjad, a my poznajemy go w momencie, gdy trafia do aresztu. Jest grudzień 1993 oku, a Jalo widzi wszysko na biało. Podczas przesłuchania zamyka powieki i wtedy uświadamia sobie, że pół życia przeżył z zamkniętymi oczami. Otrzymuje nakaz spisania swej przeszłości, ale czy dzięki temu dowiemy się czegoś prawdziwego na jego temat? Oskarża się go o grabieże, gwałty i działanie w gangu terrorystycznym.

Młody Asyryjczyk wychował się w świecie pełnym przemocy. Jego młodość przypadła w czasie libańskiej wojny domowej (1975-1990) i Jalo nie zna niczego innego poza nią. Historia dotyka jednak nie tylko tytułowego bohatera, ale całą jego rodzinę. Jalo został wychowany przez dziadka i matkę. Dziadek – Hobel – jako dziecko ocalał z rzezi, wychowywał go kurdyjski mułła Mustafa. Po jakimś czasie chłopak wraca do chrześcijaństwa, by ostatecznie stać się asyryjskim kapłanem: kohno. Matka Jalo poszukuje miłości, ale jej ukochany ma żonę, której nie chce porzucić. Kobieta po jakimś czasie przestaje widzieć swoje odbicie w lustrze, sama nie wie, kim naprawdę jest.

Główny bohater próbuje uciec od swojej rodziny, która chce go złamać, ale trafia w kolejne miejsce, gdzie traci własną tożsamość – do wojska. Podobnie jest też w więzieniu. Pobyt tam również nie należy do najprzyjemniejszych. W książce opisane są drastyczne sceny tortur, okaleczania i poniżania więźnia. Dlatego do końca nie wiemy, na ile zeznania Jalo są wiarygodne.

Jalo spisuje swoją historię, ale opowiada ją co chwilę od nowa. Z kolejnych jej wariantów wyłania się obraz postaci, która zaznała w życiu wiele zła. Bohater już jako czternastolatek wpadł w wir wojny. Dlatego nie potrafi być dobry. Zło jest dla niego czymś oczywistym, nie robiącym żadnego wrażenia. Dlatego ograbianie innych, gwał jest dla niego czymś łatwym. Zwłaszcza, jeśli ma broń w ręku. Nawet gdy Jalo kocha, używa słownictwa wojennego. Nie zna subtelności, empatii, czy delikatności. Zakochany w Szirin upokarza ją, nie rozumie jednak, dlaczego ona oskarża go o gwałt.

W książce Iljasa Churiego narracja pierwszoosobowa, przeplata się z trzecioosobową. Bohater spisując swoje wspomnienia, pokazuje nam, jakie piętno wycisnęło na nim zło, którego doświadczył w życiu. Czytelnikowi na początku trudno zrozumieć kim jest główny bohater, ponieważ on sam nie widzi niczego złego w tym, co robił. Czuje się zdziwiony tym, że znalazł się w areszcie, choć z jego wspomnień wynika, że gwałcił i rabował. Nie współczujemy więźniowi, widzimy ile zła popełnił, ale też trudno go jednoznacznie odrzucać.

„Jako” jest opowieścią o tym jak okrucieństwo wojny odbiera jednostce człowieczeństwo. Zło powoduje, że stopniowo przekraczamy kolejne granice. Jednocześnie Iljas Churi zdaje się mówić, że nawet w takiej ekstremalnej sytuacji nie można usprawiedliwiać okrucieństwa. W Libanie konflikt polityczno-religijny doprowadził do tego, że strony sięgnęły po broń. Rozpętała się krwawa wojna, która odebrała ludziom wszystko. Historia Jalo pokazuje, że z demonami wojny trzeba będzie się mierzyć przez kilka pokoleń.

Powieść Iljasa Churiego jest niejednoznaczna, poprzez ciągłe powtarzanie i zmienianie tych samych wątków. Dla głównego bohatera pewna stanie się jedynie kartka papieru i atrament, który otrzyma od śledczego. Z jednej strony jest to tortura, a z drugiej coś, co pozwala utrwalić swoje przeżycia. Dzięki słowie pisanemu samotność bohatera jest nieco mniejsza. Jednocześnie, zostajemy wrzuceni siłą do tego niewygodnego świata przemocy, by zadać sobie pytanie – kim właściwie jesteśmy?

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Karakter.

„African Psycho” Alain Mabanckou

African PsychoAlain Mabanckou jest kongijskim pisarzem i poetą, tworzącym w języku francuskim, licznie nagradzanym, a obecnie wykładającym na amerykańskim UCLA. Książka „African Psycho” została wydana w 2003 roku (w Polsce w 2009). Tytuł powieści nawiązuje do książki „American Psycho” Bret Eastona Ellisa, spopularyzowanej przez ekranizację z Christianem Balem w roli głównej.

Tytułowym „African Psycho” jest Grégoire Nakobomayo. Mężczyzna wyróżnia się od reszty społeczeństwa tylko tym, że ma kanciastą głowę. Wszyscy mu oczywiście o tym przypominają, ale główny bohater „sra na społeczeństwo”, podobnie jak jego idol – seryjny morderca Angoualima.

Grégoire od początku musi sobie radzić sam. Nie zna swoich prawdziwych rodziców, a od rodzin zastępczych starał się uciekać  Należy do grupy „znalezionych dzieci”, licznie porzucanych przez matki zaraz po porodzie. Ważniejsze od nauki było dla niego granie w piłkę w dzielnicy Picie-wody-to-idiotyzm. Ostatecznie, jego kanciasty łeb i wielkie ręce przydały się do pracy w warsztacie samochodowym. Przez cały czas marzy o jednym – wielkiej zbrodni, która pozwoliłaby mu na zmazanie wszystkich upokorzeń, jakich zaznał do tej pory.

Dlaczego tak podziwiał Angoualimę? Bohater w pewnym momencie stwierdza: „W pewnym sensie wyprzedzał to, o czym marzyłem w związku z własną przyszłością. By nie ulec rozpaczy, przekonywałem się, że jestem do niego podobny, że jego i mój los mają tę samą krzywą i że z wolna pokonam kolejne stopnie, by w końcu zasłużyć na wieniec laurowy, który zwieńczy moją głowę w kształcie prostokątnej cegły” (s.19).

Główny bohater odbywa nawet pielgrzymki do grobu swego idola (na cmentarz Zmarłych-którzy-nie-mają-prawa-do-snu), traktuje go niemal jak Boga, ale i od Angoualimy otrzyma jedynie stek wyzwisk za swą nieudolność. Bo choć Grégoire planuje, układa szczegóły zbrodni, nic z nich nie wychodzi. Pozostaje tylko zazdrość i frustracja. Pierwsze ze względu na to, że inni są doskonali, a drugie wynika według niego z niesprawiedliwości świata.

Bohater „African Psycho” w niczym nie przypomina Patrika Batemana z powieści Ellisa. Wręcz stanowi jego przeciwieństwo. Alain Mabanckou pokazuje skrajnie biedny świat, zupełnie inny niż ten amerykański. Afrykańska rzeczywistość przeraża skrajnym ubóstwem, czy poczuciem beznadziei. Grégoire Nakobomayo próbuje się wyłamać z tych schematów, ale mu się to nie udaje. Skazany jest na porażkę i choć stara się przełamać normy społeczne, tkwi w nich, staje się coraz większym frustratem.

Książka „African Psycho” wcale nie opowiada o zabijaniu, tylko o niemocy. Główny bohater marzy o tym, by się wyróżnić w jakiś sposób. Jako, że wychował się na ulicy, niewiele dobrego w życiu zaznał, imponuje mu seryjny morderca. Czytelnicy śledząc monolog głównego bohatera stają się świadkami jego nieudolności. A przyznać trzeba, że już pierwsze zdanie zapowiada się obiecująco: „Postanowiłem zabić Germaine dwudziestego dziewiątego grudnia”. A potem dostajemy prztyczka w nos, bo zamiast opisu zbrodni, mamy do czynienia z absurdem i gorzką ironią.

Alain Mabanckou bawi się wieloma stereotypami związanymi z Afryką, ale nie ma zamiaru pisać powiastki dydaktycznej, czy moralizować. W książce pojawia się też sporo nawiązań do literatury – choćby do wspomnianego wcześniej Ellisa. Widzimy też w „African Psycho” sporo z kpiny Rabelais’a, czy humoru wziętego z Céline. Owych intertekstualnych gier znajdziemy znacznie więcej.

Grégoire Nakobomayo nie okaże się kolejnym Raskolnikowem, ale postacią, która nawet swą nieudolnością potrafi wzbudzić w czytelniku sympatię. Ważniejsza od zbrodni staje się motywacja bohatera. Owo pytanie – dlaczego i kogo chce zabić? Choć dowcip i ironia są tu bardzo ważne, co jakiś czas zauważamy, że jest to gorzki rodzaj humoru. Mnie najbardziej urzekło, jak trafnie Mabanckou szydzi z mediów – z dziennikarzy, którzy posługują się niezwykle skomplikowaną techniką: „A zatem? Słowo daję!”. Nic dodać, nic ująć – tylko czytać Alaina Mabanckou („Kielonek” już czeka)…

„Święta noc” – Tahar Ben Jelloun

Święta nocKsiążka „Święta noc” jest kontynuacją „Dziecka piasku”. Autor – Tahar Ben Jelloun – to marokański pisarz tworzący w języku francuskim. W 1987 roku otrzymał za „Świętą noc” Nagrodę Goncourtów i był pierwszym pisarzem pochodzącym z Maghrebu, uhonorowanym tym prestiżowym wyróżnieniem.

Narratorką opowieści jest Zahra, młoda dziewczyna, traktowana przez ojca jak mężczyzna. Po dwudziestym siódmym dniu ramadanu nadchodzi noc przeznaczenia. Czas, kiedy „żadne dziecko nie powinno umrzeć ani cierpieć”. Wtedy też nastaje okres niewinności i można wszystko naprawić. Umierający ojciec Zahry postanawia przyznać się do błędu oraz pozwolić kobiecie być sobą. Wcześniej, pragnąc syna, po narodzinach ósmej córki – kazał wszystkim uznać, że to chłopiec.

Na łożu śmierci ojciec wyzwala ją z roli, którą narzuca płeć męska i prosi o przebaczenie. Dla Zahry było to więzienie, z którego nie mogła się wyzwolić. Ten akt łaski powoduje jednak, że zostaje odrzucona przez całą rodzinę. Nie pozostaje jej nic innego, jak odejść, by móc być w pełni wolną. Aby tak się stało, musi odrzucić swoją przeszłość i zapomnieć o niej. Jednak, czy jest to możliwe?

Kobieta odbywa podróż. Część wędrówki ma charakter baśniowy, metaforyczny. Zahra nie może odnaleźć się w wiosce dzieci, które ją odrzucają, bo posiada jakąś tajemniczą skazę. Wreszcie trafia do domu niewidomego Konsula. Tutaj bohaterowie też żyją w świecie iluzji. Mężczyzna nie jest prawdziwym konsulem, taki tytuł nadała mu siostra, która pragnęła dla niego takiej właśnie kariery. Krępa zatrudnia Zahrę, ale trudno jej będzie zaakceptować to, co zacznie się rodzić między ślepcem, a dziewczyną.

Książka „Święta noc” w niezwykle poetycki sposób opowiada o niespełnionym pragnieniu wolności. Główna bohaterka z jednego więzienia trafia do kolejnego. Początkowo pojawia się nadzieja na wyzwolenie się z narzuconej płci i odkrywanie kobiecości przez Zahrę. Jednak stopniowo zaczyna dopadać ją przeszłość. Ponosi karę z rąk swoich najbliższych, choć nie popełniła żadnej zbrodni. Pragnęła jedynie wolności.

Ben Tahar Jelloun pisze językiem lirycznym. Miesza konwencję baśniową, rodem z „Baśni tysiąca i jednej nocy”, z przypowieścią. Jego opowieść staje się bardzo metaforyczna oraz wieloznaczna. Jednak język jakim się posługuje autor, sprawia czytelnikowi wielką przyjemność, choć sama historia jest bardzo smutna i przejmująca. Książka zmusza czytelnika do refleksji nad istotą wolności. Dotyka też problemu feminizmu w świecie muzułmańskim. Miłość i erotyka są opisane w subtelny sposób. Orient przenika również strefę uczuć, dzięki temu powstaje zmysłowy obraz. Jednak sielanka między bohaterami nie trwa długo. Mrok wyłania się z zakamarków, by dopaść Zahrę. Bohaterowie wolni mogą być jednak w słowach. Dlatego właśnie język jest tak ważny w tej historii.

„Święta noc” może być odbierana jako opowieść o wolności oraz samotności. Świat nie pozwala indywidualności zakwitnąć, a  inność i wrażliwość zostają stłamszone. Dlatego właśnie ta książka jest tak smutna. Jednak wizyjne obrazy rysowane przez autora, poetycki język oraz przesłanie powieści, powodują, że w czytelniku rodzi się wiele pytań o uniwersalne kwestie. A historia na długo pozostaje w pamięci.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Karakter.