Jako, że nabrałam ochoty na coś z literatury polskiej, postanowiłam sięgnąć po książkę Joanny M. Chmielewskiej (nie mylić ze znaną pisarką bez M. przed nazwiskiem) pt. „Karminowy szal”. Tak, miewam co jakiś czas zachcianki czytelnicze. Na szczęście te nie prowadzą do żadnych zgubnych skutków. Z twóczością Joanny M. Chmielewskiej zetknęłam się przy okazji sięgania po powieści obyczajowe i książki dla młodszych czytelników.
W „Karminowym szalu” mamy trzy główne bohaterki: Magdę, Marię i Martę – takie 3 razy M. Przyznam, że na początku musiałam mocno uważać, by nie pomieszać postaci. Co łączy te osoby? Otóż, wspólna przeszłość. W dzieciństwie przez jakiś czas mieszkały w jednym uzdrowisku.
Po wielu latach postanawiają odnowić znajomość. Umawiają się w klimatycznej knajpce, w Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem. Przy grzanym winie, sącząc świetną kawę poznają swoje historie. Podczas tego spotkania wypływa na jaw pewien sekret, któremu wspólnie chcą stawić czoła. Przypominają sobie nawet zawołanie w stylu muszkieterów – „Magiat”.
Każda kobieta jest inna. Ich charaktery są jak trzy żywioły. Jednak w tej opowieści nie tylko przeszłość jest ważna, ale też metamorfoza bohaterek. Spotkanie zapoczątkuje olbrzymie zmiany w ich życiu. Stanie się punktem, od którego wezmą sprawy w swe ręce, by przypomnieć sobie o własnych pragnieniach i marzeniach. Muszą też stawić czoła pewnym demonom, które towarzyszą ich egzystencji.
Bohaterki co jakiś czas spotykają się w kafejce, a my przy okazji poznajemy je lepiej. Maria okazuje się być marzącą o uczuciu nauczycielką matematyki, która boi się zaangażować w związek. Poznaje jednak Rajmunda, pisarza – ale czy pozwoli sobie na miłość? Jako dziewczynka żyła w cieniu despotycznego ojca. Aby od niego uciec, wstąpiła na jakiś czas do zakonu. I – choć tego nie robi – mogłaby pozazdrościć Marcie. Właśnie ona jako jedyna żyje od wielu lat w związku z jednym mężczyzną, ma córkę i synka. Jednak nie jest szczęśliwa. Do małżeństwa wdarła się rutyna, a Marta zapomniała zupełnie o swoich potrzebach. Zaczęła zamieniać się w perfekcyjną panią domu.
Trzecia bohaterka – Magda – ma najwięcej energii życiowej. Spala ją w pracy w agencji reklamowej, co chwilę zmienia mężczyzn. W pewnym momencie zaczyna dostrzegać, że coś ją w życiu omija. Na szczęście nie skupia się tylko na sobie, bo spotkanie po latach z przyjaciółkami, uświadamia jej jak ważne jest, by pamiętać o innych.
O tajemnicy, jaka połączyła te trzy kobiety nie będę za dużo wspominać, gdyż na niej skupiona jest fabuła powieści. Czy bohaterkom uda się odnaleźć to czego szukały? Bo owe poszukiwania są na dwóch poziomach – tym dosłownym oraz przenośnym. Pragnienia, które mają kobiety symbolizuje ów karminowy szal. Wprawdzie marzy o nim Marta, ale chodzi tu o bardziej o poszukiwanie szczęścia, niż o strój.
Joanna M. Chmielewska napisała powieść idealną na jeden dłuższy wieczór, kiedy czytelnikowi potrzeba jakiegoś pozytywnego ładunku energii. Dużym plusem jest owa tajemnica, która łączy trzy kobiety. Dzięki temu, prócz historii obyczajowej, mamy do czynienia z książką zawierającą elementy powieści detektywistycznej. Przeszłość, z którą bohaterki chcą sie uporać, rozładowuje atmosferę. Taki zabieg powoduje, że powieść nie została przesłodzona, ani nie stała się zbyt sentymentalna. Nie dopatrzyłam się też literówek – zmory naszych czasów. Czytelnikowi udziela się klimat „Karminowego szala”, prosto z Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem. Aż się nabiera ochoty na grzane wino, czy dobrą kawę.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu MG.