„Upalne lato Gabrieli” – Katarzyna Zyskowska-Ignaciak

Upalne lato Gabrieli, Katarzyna Zyskowska-IgnaciakZaczęło się od „Upalnego lata Marianny”, potem był drugi tom – „Upalne lato Kaliny”. Katarzyna Zyskowska-Ignaciak postanowiła zamknąć trylogię „Upalnym latem Gabrieli”. Dlaczego te powieści wydawane są w maju? Łatwo się domyślić. Czytelnik otrzymuje książkę, która doskonale nadaje się na wakacje, albo dla odprężenia po ciężkim dniu pracy.

„Upalne lato Gabrieli” nawiązuje do poprzednich części – Gaba jest córką Kaliny, a wnuczką Marianny. Wydaje mi się jednak, że można czytać książki oddzielnie, choć sama niezbyt często tak robię. Za sprawą Marianny przeniosłam się do pierwszej połowy wieku, natomiast historia Kaliny rozgrywa się w czasach PRL-u. Gabriela Kern – tytułowa bohaterka trzeciej części – żyje w czasach nam współczesnych. Czytaj dalej

„Ucieczka znad rozlewiska” – przekorna Katarzyna Zyskowska-Ignaciak

Ucieczka znad rozlewiskaMarzycie o tym, by wyrwać się z miasta i zaszyć gdzieś głęboko w głuszy? W takim razie, to nie jest książka dla Was. Katarzyna Zyskowska-Ignaciak w „Ucieczce znad rozlewiska” dowodzi, że brać nogi za pas można nawet z raju, byle tylko stać się sobą i złapać los we własne ręce. Przyznam, że sama mieszkam w środku niczego i lubię co jakiś czas wyjechać do dużego miasta…

Główna bohaterki książki Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak mieszka w Kazimierzu nad Wisłą (jak dla mnie to całkiem spora mieścina). Wiedzie tam spokojny żywot. Żadnych ekscytacji, błędów życiowych. Najpierw nauka w liceum, następnie studia, wreszcie praca. Franciszce Melzer brakuje jednak wzlotów, ale też nie ryzykuje bolesnych upadków. Robi wszystko pod dyktando matki, dyrektorki średniej szkoły. Ta apodyktyczna osoba podporządkowuje sobie nie tylko uczniów, również męża i córkę.

Jedyne miejsce, w którym Franka czuje się swobodnie, to kuchnia i zdrowe gotowanie. Właściwie Frania posiada już wszystko. Teraz pozostaje oczekiwanie na ślub z Kubą. Przygotowania idą pełną parą, trzeba przecież wybrać sukienkę, kwiaty, fryzurę. Kiedy nadejdzie wieczór panieński, siostra Frani zaprasza… Nie striptizera, ale chiromantę – czyli osobę, zajmującą się przepowiadaniem przyszłości na podstawie linii na dłoni.

Krótko przed ślubem Franciszka zastanawia się nad swoim przeznaczeniem. Kocha Kubę, jednak czuje się niespełniona. Coś ją dławi i nie pozwala rozkwitnąć. Czy chodzi o uczucie, czy o coś innego? Nie będę zdradzała zbyt wielu szczegółów…

Główna bohaterka „Ucieczki znad rozlewiska” pragnie udowodnić, że w każdej chwili można odmienić swój los. Frania, kiedy znajdzie się w wielkim mieście, odżyje za sprawą pracy. Z osoby niepewnej i niewierzącej we własne możliwości, stanie się swoim przeciwieństwem. Odnajdzie siebie, ale czy równie łatwo będzie z miłością?

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak napisała baśń dla kobiet, które chciałyby jakiejś odmiany w swoim życiu. Pokazuje na przykładzie głównej bohaterki, ale również postaci drugoplanowych, że warto w każdej chwili decydować o własnym losie, bo tylko wtedy możemy być szczęśliwi. Jej bohaterom wszystko się udaje, ponieważ są bardzo zdeterminowani. Kiedy uświadomią sobie, czego chcą, starają się dążyć do upragnionego celu. Autorka pragnie nam udowodnić, że poczujemy się dobrze w każdym miejscu, pod warunkiem, że będzie to przemyślana decyzja.

Oczywiście, powieść „Ucieczka znad rozlewiska”, należy do lekkiej prozy. Idealnie pasuje do serii „Babie lato”. Książkę czyta się z przyjemnością, bo autorka ma lekkie pióro i potrafi wciągnąć czytelnika w fabułę. Dzięki pierwszoosobowej narracji, można doskonale poznać bohaterkę i polubić ją. Katarzyna Zyskowska-Ignaciak posłużyła się humorem oraz ironią, by książka bawiła i stanowiła odskocznię od szarej rzeczywistości. Można dostarczać rozrywki, a jednocześnie stawiać gdzieś między wierszami trudne pytania. Bo przecież chyba warto się zastanowić, czy podążamy ścieżką, którą sami wybraliśmy, czy taką, na którą wepchnięto nas siłą?

Dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia za książkę.

Kolejne upalne lato, tym razem Kaliny (Katarzyna Zyskowska-Ignaciak)

Upalne lato KalinyPrzeczytałam książkę Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak „Upalne lato Marianny”, ponieważ historia osadzona została tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. Znając już tę lekturę, ciekawa byłam, co takiego autorka przedstawi czytelnikom w drugim tomie sagi – „Upalnym lecie Kaliny”? Łatwo przecież o pewnego rodzaju powtórzenia i schematy. Czy pisarka się ich ustrzegła?

Opowieść rozgrywa się w 1969 roku. Nadal szaleje komunizm, a po latach świetności przedwojennej nic już nie pozostało potomkom z mazowieckiego dworku. Minęło wiele lat, ale Kamieńczyk nadal tkwi w pamięci bohaterów, tylko że każdy z nich traktuje to miejsce inaczej.

Niektórych bohaterów poznałam w pierwszym tomie sagi. K. Zyskowska-Ignaciak powtórzyła styl i sposób w jaki odsłania bohaterów. Tym razem świat przedstawiony został z punktu widzenia Kaliny, córki Marianny (znanej nam z poprzedniej powieści). Autorka podzieliła książkę na rozdziały, z których każdy opowiada istotną część historii kolejnych postaci.

Poznamy wojenną historię Marianny. Dowiemy się, jak potoczyły się jej losy. Dlaczego tak wiele tajemnic nadal dzieli członków tej rodziny? I rzeczywiście, książka została tak napisana, że nie trzeba znać „Upalnego lata Marianny”, by zrozumieć tę opowieść.

Główna bohaterka – Kalina – jest dorosłą kobietą, tuż po studiach. Ma o wiele starszego od siebie męża, dziecko, ale nie potrafi ich obdarzyć uczuciem. Dzięki wyjazdowi w góry z przyjaciółmi i towarzyszem życia Jurkiem, ma zamiar odpocząć, a przede wszystkim nie chce zająć się rocznym dzieckiem, którym opiekuje się jej dawna niania Gabrysia. Właśnie ona, pisząc list do Kaliny, spowoduje, że młoda kobieta zrozumie swoją matkę i jej wybory.

Pojawi się też wątek miłosny. Kalina, wbrew sobie i wewnętrznemu rozsądkowi, zaczyna coś czuć do Maćka – znajomego jej najbliższej przyjaciółki. Bohaterka będzie musiała zmierzyć się z przeszłością, ale i podjąć decyzje związane z przyszłością. Jakiego dokona wyboru?

Katarzyna Zyskowska postarała się tym razem, by zrekonstruować czytelnikom czasy PRLu. Przeniosłam się do Zakopanego, znanego z czarno-białych fotografii rodziców i dziadków. Poczułam się, jakbym odbyła podróż w przeszlość. Nieco sentymentalną, choćby dzięki szlagierom z tamtych lat.  Pisarka po raz kolejny stworzyła bohaterkę, która wywołuje skrajne uczucia. Czasem trudno darzyć ją choćby odrobiną sympatii. Kiedy jednak poznałam całą historię Kaliny, potrafiłam ją zrozumieć. Natomiast dzięki temu, że główna bohaterka jest już dojrzałą osobą, autorka ustrzegła się przed schematem, którego mogliby obawiać się czytelnicy „Upalnego lata Marianny”.

„Upalne lato Kaliny” będzie doskonałą lekturą dla osób, które chciałyby mieć do czynienia z powieścią obyczajową. Wbrew pozorom nie chodzi o romans, a rekonstrukcję psychologiczną głównej bohaterki. Nawet jeśli będzie wywoływała skrajne emocje… Przyznam, że tytuł może być mylący. Upalne lato kojarzy się zmysłowo, romantycznie. I tym razem autorka nas zwodzi. W pięknych górskich sceneriach, poznajemy skomplikowane i smutne losy bohaterów. Widoczne jest w powieści jak olbrzymi wpływ ma historia na postaci. Jeden mały błąd może nieść za sobą olbrzymie skutki. O tych właśnie konsekwencjach i próbach przełamania złego losu opowiada ta książka.

Dziękuję Wydawnictwu MG za powieść.

Upalne lato Marianny: Katarzyna Zyskowska-Ignaciak

Upalne lato MariannyZa kilka dni premiera książki Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak „Upalne lato Kaliny”. Postanowiłam przeczytać  najpierw „Upalne lato Marianny”, czyli powieści rozpoczynającą tę sagę rodzinną. Choć książki można czytać niezależnie, oczywiście wolę zaczynać od początku.

Już sam tytuł – „Upalne lato Marianny” – zobowiazuje i nadaje książce odpowiedni nastrój. Przenosimy się w czasie do 1939 roku i ostatniego takiego lata. Po nim wszystko będzie już inne. Główna bohaterka –  Marianna Borucka – jest najstarszą córką ziemianina. Mieszka z ojcem i młodszym bratem w ślicznym mazowieckim dworku.

Osiemnastoletnia dziewczyna właśnie zdała maturę i dostała się na studia prawnicze w Warszawie. Nie może się doczekać wyjazdu, gdyż marzy o tym, by wyrwać się ze wsi. Głowę napełnioną ma feministycznymi teoriami, prosto z najnowszych magazynów literackich. Boi się, że na wsi nie mają one racji bytu, więc liczy na możliwość realizacji swoich poglądów w stolicy.

W czasie wakacji marzy o miłości. Tym bardziej, że do miejscowego proboszcza przybywa młody siostrzeniec z urodziwym kolegą. Zenona już zna od dawna, podkochuje się w nim jej przyjaciółka Krysia. Marianna jednak zwraca uwagę na Zygmunta, który prawdopodobie będzie jej wykładowcą, ponieważ doktoryzuje się w naukach prawniczych. Młodzi mieli okazję spotkać się przypadkowo w stolicy.

Marianna stojąc na progu dorosłości, oczywiście uważa się za osobę w pełni dojrzałą. Różni się od koleżanek, gdyż postępuje niezgodnie z konwenansami. Uważa, że może realizować swoje pragnienia bez konsekwencji. Mimo, że przeczytała sporo książek, niewiele wie o życiu. Wychowywana przez gosposię, bez matki, może tylko domyślać się pewnych rzeczy, uczyć poprzez obserwacje innych. A konsekwencje miłości mogą być różne. Marianna gniewa się na świat, gdy widzi, jak kobiety muszą radzić sobie choćby z niechcianymi ciążami. Nie rozumie, dlaczego mężczyźni nie ponoszą żadnej kary za znęcanie się nad żonami, czy za to że mają nieślubne dziecko.

Bohaterka, podczas leniwego i upalnego lata, będzie miała okazję przeżyć pierwszą miłość. Czy uda jej się przełamać konwenanse? Czego się nauczy? Otóż dowie się, jak trudne może być uczucie oraz tego, że nie wolno nim się bawić. Tego ostatniego beztroskiego lata stanie się wreszcie dorosła.

Historia Marianny jest pokazana z perspektywy głównej bohaterki, dojrzewającej dziewczyny. Osoby, w której rodzą się po raz pierwszy uczucia i namiętności. Dzięki ukazaniu świata oczyma niepokornej osiemnastolatki, autorka wtłoczyła niejako czytelnika  w trudny okres dojrzewania. Włącznie z jego naiwnością. Właśnie to drażni w młodej bohaterce. Wciąż wierzy, że świat może być dobry, nie docierają do niej mroczne chmury zwisające nisko nad światem. Przecież w młodości liczy się tylko „ja”. Tylko, że kiedy Marianna zauważy, że nie jest jedyna na świecie, może być za późno.

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak odtworzyła ziemiański świat dwudziestolecia międzywojennego. Skupiła się na ukazaniu go oczyma naiwnej jeszcze osiemnastolatki, która dopiero uczy się życia. Dla dziewczyny, która burzy się nad losem kobiet, niewidoczne jeszcze jest, że sama niewiele musi robić, kiedy inni dla niej ciężko pracują. Dworek Marianny może być nieco wyidealizowany, choć wszysto co spotka tego lata dziewczynę, będzie już naznaczone nadchodzącymi zmianami. Powieść świetnie oddaje nastrój miejsca, w którym się znaleźliśmy. Powolne, nieśpieszne odkrywanie tajemnic bohaterów powieści nie nuży, gdyż autorka stara się trzymać czytelnika w napięciu. Podobał mi się opis miejsc, świata, którego już nie ma. Najlepszy jest jednak nastrój tej książki. Upalny, zmysłowy, nostalgiczny, ale nie ciężki.

 Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MG 🙂