„Moje syberyjskie podróże” Kazimierza Sowy mogłyby być zwykłą książką podróżniczą, gdyby nie to, że zostały napisane przez księdza katolickiego. Nie chodzi o to, by odstraszać ateistów, ale aby zwrócić uwagę na fakt, iż niezbyt często się zdarza, by duchowny pisał o swoich doświadczeniach z dalekich wypraw.
Kazimierz Sowa na początku wyjaśnia skąd wzięła się jego fascynacja Syberią. Najpierw zagłębiał się w dokumenty i historię tamtych terenów, by pisać pracę magisterską. Czytał o obecności Polaków na wschodzie, zastanawiał się nad tym, dlaczego tak wiele osób decydowało się na to, by pozostać w Rosji.
Na wyprawę nadszedł czas w 2009 roku. Pierwsze miejsce na Syberii, które poznał, to przemysłowy Kuzbas – odpowiednik Śląska z lat sześćdziesiątych. Wędrujemy po okolicach, do których nie zajrzelibyśmy z przewodnikiem turystycznym. Przebywamy w „Muzeum pamięci” ofiar NKWD, oglądamy prehistoryczne malowidła naskalne, udajemy się do rosyjskiego Białegostoku – gdzie jeszcze są ślady polskich osadników.
Bezkresna przestrzeń, ale co chwilę można napotkać ślady rodaków. Każdy kościół katolicki nazywany jest polskim. Określenie na stałe weszło do języka rosyjskiego, choć krajanów znajdziemy niekiedy tylko na cmentarzach. Kazimierz Sowa pokazuje piękne cerkwie oraz opisuje ciekawe miejsce kultu buddyjskiego w Buriacji, gdzie żyją tybetańscy mnisi – dzięki pozwoleniu Stalina. Oprócz wyprawy koleją transsyberyjską, poznawania kultury i mentalności miejscowych, podróżnik uda się też na wyprawę w tajgę tzw. rybałkę.
Interesujące jest, jak bardzo ludzie, którzy poznali Syberię są nią zafascynowani. Powstało wiele książek o podobnej tematyce, choć przecież każda jest zupełnie inna. Sam teren jest tak olbrzymi, że trudno się powielać w swych obserwacjach. Kazimierz Sowa starał się nie ograniczać do opisów kościołów katolickich, czy polskich parafii. Pokazał z jakimi problemami muszą się zmagać mieszkańcy Syberii, jak żyją. Zwrócił uwagę na piętno, które pozostawił na społeczności komunizm. Autor nie boi się pisania o swoich doświadczeniach. Wspomina, że na Syberii źle widziane byłoby, gdyby nie napił się wódki z towarzyszami wypraw. Nawet wymienia i opisuje gatunki wysokoprocentowych trunków, które można nabyć w Rosji.
„Moje syberyjskie podróże” spodobają się nie tylko miłośnikom wschodnich rubieży. Książka została wbogacona sporą ilością zdjęć, przybliżających opisane miejsca. Dokumentują one również doświadczenia Kazimierza Sowy – np. w bani, czy podczas próbowania syberyjskich specjałów. Książkę czyta się dobrze, bo nie ma w niej dłużyzn. Autor dostrzega wiele problemów Syberii oraz jej mieszkańców i o nich opowiada. Z pewnością wiele można się dowiedzieć z „Moich syberyjskich podróży”, a ja chętnie poznawałam światy zupełnie mi nieznane. Najbardziej zachwycałam się piękną architekturą, której kolory mogą wywołać zawroty głowy.
Dziękuję Weltbild za egzemplarz książki 🙂