Komiks: „Wilq Superbohater. Syfon i papierosy” – Bartosz Minkiewicz & Tomasz Minkiewicz

Wilq Superbohater. Syfon i papierosyJeśli chodzi o komiksy mam spore zaległości. Jednak coraz częściej zauważam, że czas byłoby to zmienić. Przecież jest to istotny element naszej kultury. Jeśli chodzi o recenzje komiksów, najczęściej podczytuję te autorstwa Oisaja oraz Agnes.

Bracia Bartosz i Tomasz Minkiewiczowie wydali właśnie dwudziesty, jubileuszowy numer komiksu: „Wilq Superbohater”. Zaskakujące jest, że na Facebooku „Wilq” ma aż 50 000 fanów. Jak to się stało, że stał się takim fenomenem? Po raz pierwszy można było zetknąć się z „Wilqiem” dwanaście lat temu. Od tego momentu stopniowo podbijał serca czytelników. Wbił się nawet do reklamy, a w czerwcu tego roku premierę będzie miał film animowany z tym superbohaterem. Uprzedzam jednak, że komiks przeznaczony jest tylko i wyłącznie dla dorosłych odbiorców.

Nie cierpię wulgaryzmów, nie używam ich. Jestem w tym jednak mocno osamotniona. A „Wilq” stanowi moje całkowite przeciwieństwo. Nigdy bym jednak nie odważyła się wykreślić bluzgów bohaterów komiksu z prostej przyczyny – wiele by na tym straciła ta historia. Wypowiedzi postaci są niezwykle wyszukane – to nie jest język angielski, który posługuje się ograniczoną liczbą przekleństw. Bohaterowie „Wilqua” mogą pochwalić się wielce rozbudowanym zakresem wulgarnego słownictwa, dzięki czemu nie rażą, a bawią swymi wypowiedziami.

„Wilq” powinien trafić do wszystkich, którzy cenią sobie autoironię. Już na samym wstępie tytułowa postać zwraca się do czytelników: „Większość z was ma albo kota, albo nadwagę, albo okulary! To jest ostatni, darmowy, polifoniczny dzwonek, żeby się ogarnąć, bo nawet się nie zorientujecie, kiedy skończycie przebrani za wiedźmina, czekając na klientów w jakiejś agencji towarzyskiej dla fanów fantasy w Mysłowicach!”. Jednak czy odbiorcy posłuchają tego ostrzeżenia? A skąd… Zaprezentowany cytat, to tylko próbka wyrafinowanego oraz abstrakcyjnego poczucia humoru, którego dostajemy na pęczki w tym komiksie.

Bracia Minkiewiczowie zaprezentowali w jubileuszowym zeszycie kilka historii. Oprócz losów tytułowego superbohatera i jego trudnym życiu w rodzinnym mieście Opolu, poznamy początki historii Gondora. Ta kryminalna opowieść rozgrywa się w Opolu w 1982 roku. Nieograniczona niczym wyobraźnia autorów wprowadziła do tamtych czasów restaurację McDonald’s. A jako, że mamy czasy PRL-u, to co można tam nabyć? Nic, ewentualnie ocet…

Superbohaterowie ratują świat. Nie inaczej czyni Wilq. Tyle, że na swój, niepowtarzalny sposób. Ciągle wściekły, ze skwaszoną miną, wciąż trzeba go nakłaniać, by pomagał. Kiedy w finale dojdzie do walki z kosmitami, na pomoc stawią się inni bohaterowie. Tacy bardzo rodzimi: Alc-Man, Człowiek-Zwątpienie, Kobieta-Rozczarowanie i Człowiek-Wulgaryzm z Wielunia.  Jak namówić taką ekipę do działania? Wydaje się to niemożliwe. Trzeba zmotywować bohaterów po polsku, czyli stosując odpowiednią przemowę. Taką, która złamie zarówno zwątpienia, jak i rozczarowanie bohaterów. Jako, że mowę wygłosi Człowiek-Wulgaryzm z Wielunia nie będzie można jej powtórzyć własnym dzieciom. Dodam tylko, że będzie skuteczna…

Najbardziej spodobała mi się w tym komiksie umiejętność opisywania polskiego społeczeństwa. Jaki kraj, tacy bohaterowie chciałoby się dodać. Przecież Wilq składa się z tego, czym nigdy nie chcielibyśmy się stać. Oprócz tego żyje w na opolskim blokowisku, które cechuje beznadzieja oraz banalność. Z tego negatywnego zestawienia powstało coś niezwykle ciekawego. Z jednej strony świetnie się bawimy podczas czytania komiksu, a jednocześnie mamy świadomość tego, że autorzy opisują naszą rzeczywistość i nas samych.

Chociaż zwykle skupiam się na słowie pisanym, w komiksie 'Wilq Superbohater” zauważyć można, że zarówno historia, jak i rysunek świetnie się uzupełniają. Pozornie prosta kreska i niewyrafinowana opowieść. Warto jednak się w nią zagłębić, by zrozumieć, co się za tym kryje. Mam nadzieję, że bracia Minkiewiczowie jeszcze nie raz zaskoczą mnie swoim absurdalnym poczuciem humoru i stylem.

Dziękuję za komiks „Wilq Superbohater. Syfon i papierosy” Bartoszowi i Tomaszowi Minkiewiczom.

„Niezwykła historia Marvel Comics” – Sean Howe

Niezwykła historia Marvel ComicsDlaczego komiksy są tak popularne? Jak to się stało, że coś czego kiedyś nie traktowano poważnie, dziś uznawane jest za sztukę? Wiele pokoleń miało do czynienia z komiksami, ale dopiero teraz te dzieła popkultury zaczynają się cieszyć uznaniem.

Sean Howe podjął się trudnego zadania. W książce „Niezwykła historia Marvel Comics” opowiedział o tym, jak narodziły się kolejne postacie superbohaterów, których wszyscy znają: Spider-Mana, Hulka, Iron-Mana, Kapitana Ameryki i wielu innych. Nawet jeśli nie zetknęliśmy się z tymi komiksami, to przecież doskonale znamy te postacie, czy z filmów, czy ubrań, a nawet pościeli, które kupujemy własnym dzieciom. Dzięki kompendium wiedzy o Marvelu, które otrzymujemy dzięki książce Howe’a, uświadomiłam sobie, że właściwie tylko Batman i Superman pochodzą z innej firmy – DC Comics.

Aby prześledzić tę kilkudziesięcioletnią historię, autor przeprowadził wywiady z setką osób, które przyczyniły się do narodzin kolejnych popularnych komiksów. Najbardziej zaskoczyła mnie przypadkowość powstawania kolejnych bohaterów komiksów. Sam proces twórczy trudno mi było sobie wcześniej wyobrazić. Traktowanie pracowników przez zarządzających Marvelem przypominało niemal obóz pracy, w której liczy się tylko i wyłącznie zysk. Nie było mowy o żadnych prawach autorskich, a twórcy komiksów zmieniali się niemal jak w kalejdoskopie. Tylko kilka osób było opoką Marvela, inni nie mogli sobie pozwolić na grymaszenie. Największe wydawnictwo komiksowe świata uważało, że właśnie ono jest właścicielem wszystkich praw do superbohaterów, którzy w nim powstawali.

Ci, którzy tworzyli komiksy, pracowali za marne pieniądze. Czas ciągle gonił, bo trzeba było zamknąć numer w terminie. O ośmiogodzinnym trybie pracy nikt nie słyszał, więc ci którzy nie wytrzymywali tempa, albo musieli sami odejść, albo byli wyrzucani z wydawnictwa. Sean Howe przywołuje tak ogromną ilość osób, które tworzyły kolejne komiksy, że nie sposób ich nawet zapamiętać. Najważniejsi z nich zostali jednak opisani bardziej dokładnie, choćby: Stan Lee, Frank Miller, Todd McFarlane, Jim Shooter i Jack Kirby.

Kiedy czytałam „Niezwykłą historię Marvel Comics” początkowo czułam się jakbym przeniosła się prosto do serialu Mad Men. W tym filmie pokazano również prężnie działającą amerykańską firmę, ale zajmującą się reklamami. W wydawnictwie komiksowym panował podobny klimat. Intrygi, układy, knucie za plecami, zdrady były na porządku dziennym. A jednocześnie kwitła wspaniała praca twórcza, która dała niespotykane wcześniej Uniwersum. Oczywiście historie nie były oderwane od ziemskiej rzeczywistości, bo to co się działo w komiksach nawiązywało do realnych wydarzeń, czy odzwierciedlało poglądy, filozofię ich twórców.

Sean Howe opisując historię firmy wydawniczej pokazuje również, jakie przemiany społeczne, kulturowe, światopoglądowe miały miejsce w Ameryce. Wszystko to odbijało się w komiksach. Mitologia, która powstała w Marvelu, nie była oderwana od tej rzeczywistości. Dlatego właśnie sięgnęłam po taką książkę, by dowiedzieć się jakie czynniki miały wpływ na powstawanie kolejnych komiksów. Historia mnie zaskoczyła, ponieważ było mi zupełnie obca. W czasie kiedy sięgałam po komiksy w sposób naturalny, czyli jako nastolatka, mogłam sobie poczytać „Tytusa”, „Kajko i Kokosza”, ewentualnie „Kapitana Klossa”. Dziś mogę przyjrzeć się Spider-Manowi, czy Fantastycznej Czwórce jako ikonom popkultury, ale przez zupełnie nowy pryzmat.

Dziękuję Wydawnictwu SQN za książkę.