„Niedźwiedź łowca motyli” – Susanna Isern, Marjorie Pourchet

Niedźwiedź łowca motyliCo się stanie, gdy niedźwiedź znajdzie siatkę na motyle? O konsekwencjach pomocy, za pomocą prostych słów i pięknych ilustracji opowiada bajka pt. „Niedźwiedź łowca motyli” do którego tekst napisała Susanna Isern, a wzbogaciła ilustracjami Marjorie Pourchet (znamy ją już dzięki książce „Mama bohatera„). Warto podkreślić, że rysunki są w tej historii równie ważne jak słowa.

Najpierw parę słów na temat bajki. Chodzi mi o gatunek literacki, który charakteryzuje się alegorycznością. Jest zazwyczaj krótki, często wierszowany, zawierający morał. Tak właśnie dzieje się w przypadku książki „Niedźwiedź, łowca motyli”. Główny bohater zbiera różne rupiecie. Kiedy znajdzie siatkę na motyle zastanawia się, co z nią zrobić. Pewnego dnia okazja znajdzie się sama, ponieważ miś zauważa tonącego motyla. Postanawia mu pomóc i wyciąga go z wody za pomocą siatki. Kładzie sobie owada na nosie i czeka, aż się obudzi. Ta przygoda podsuwa niedźwiadkowi pomysł, by wypatrywać  i ratować te motyle, które nierozważnie lądują w wodzie.

Dzięki przygodom niedźwiedź znajduje towarzysza. Ratuje wielkiego motyla, który jako jedyny nie boi się misia. Ale pewnego dnia i olbrzym wpadnie do wody, problem polega na tym, że nie potrafi pływać. Wtedy wszystkie owady, które kiedyś uratował, wyławiają go z wody i niosą na szczyt góry.Niedźwiedź 1

Książka Susanna Isern służy do oglądania. Idealnymi odbiorcami są kilkulatki, które chętnie będą przeglądały ilustracje Marjorie Pourchet, zwłaszcza po to, by podziwiać piękne motyle, czy inne detale. Historia zawiera piękne przesłanie, z którego wynika, że warto bezinteresownie pomagać. I nie w takim celu, by inni nam potem się odwdzięczali, ale tak po prostu. Miś wprawdzie sam doczeka się ratunku, ale też zdobędzie prawdziwego przyjaciela. Łowca motyli w alegoryczny sposób pokaże maluszkom na czym polega empatia.Niedźwiedź

Moje dzieciaki były zainteresowane tą historią, głównie ze względu na formę książki. Według nich niedźwiedź jednak mógłby być bardziej wesoły. Zauważyły też pewne żartobliwe szczegóły – np. fakt, że miś czyta książkę do góry nogami. Olbrzymim plusem jest spokojna narracja tej opowieści. Lektura nadaje się do czytania przed snem, ponieważ wycisza nawet najbardziej żywe maluchy. Dzięki rewelacyjnym ilustracjom, stonowanym kolorom, pobudzona zostaje dziecięca wyobraźnia. Ośmiolatkę ta książka inspirowała do tworzenia swoich rysunków w podobnym stylu. A ile było zastanawiania się, jaką techniką są wykonane ilustracje…

Mama bohatera

Mama bohateraPrzy wyborze książek dla dzieci niekiedy mam problem. Czy skupić się na pozycjach, w których ważniejsza jest treść, czy strona wizualna? Staram się stosować złoty środek – szukam historii, gdzie ciekawa jest opowieść oraz zastosowano niebanalne ilustracje.

Tym razem sięgnęliśmy po „Mamę bohatera”. Jest to książka z kolekcji OQO Tako. Kto już miał do czynienia z tym wydawnictwem, wie doskonale, jak istotne są tu ilustracje. Jednak w książce Roberta Malo i Francisco Javier Mateosa historia opowiedziana za pomocą słów jest równie ważna, jak ta przekazana za pomocą obrazów. Każda strona, to małe dzieło sztuki. Jak by tego było mało – dla dociekliwego i spostrzegawczego odbiorcy znajdą się dodatkowe smaczki. Ilustracje Marjorie Pourchet żyją swoim życiem. Nie tylko obrazują historię, ale i dodają coś od siebie. Takie małe dodatki, a kilkuletni odbiorca potrafi na nich skupić wiele długich minut. No i pada kilkanaście pytań na minutę…

Początek historii może odrobinę przerazić młodszego czytelnika. Umiera król, a następca tronu dzidziczy po ojcu zamek, królestwo oraz długi. Siedmiolatka jakoś przełknęła problem przemijania, nawet niezwykle wrażliwy na te sprawy czterolatek, dał sie namówić do przejścia dalej. Uratowało nas słowo – dług. Jakieś takie tajemnicze i bliżej dzieciom nieznane. Szybko przeszły od śmierci po pytania, co oznacza ten dziwny wyraz.

Młody król doszedł do wniosku, że królestwo może uratować tylko bohater – utalentowany szermierz Dick van Dyke. Ten waleczny rycerz ma matkę. Ona to właśnie wyrasta na głównego bohatera tej opowieści.

Dzięki rodzicielce Dick ratuje królestwo. Kiedy szermierz ma walczyć z najokrutniejszym Czarnym Kawalerem, życie ratuje mu matka. I to czym – torebką…

Mama bohatera 1

Historia „Mama bohatera” jest raczej przewrotną opowieścią dla dzieci. Nie mamy tu postaci dziecięcych, bohater okazuje się fajtłapą, królowi też można sporo zarzucić, nikt nawet nie zdąży zastosować czarów. Osobą z krwi i kości, pełną życia i temperamentu jest mama. Na jednej z ilustracji widać, jak bohatersko ratuje synalka, używająć parasola. Dziś jak budziłam córkę do szkoły, to mi jeszcze przez sen opowiadała o parasolu. Widać historia mocno na nią wpłynęła. Nie każdy potrafi przecież huśtać się na żyrandolu przy użyciu parasola (a kto by nie chciał?). Za to wieczorem,  przed snem, czterolatek prosił o „Mamę bohatera” do łóżka. Z taką mamą, żadne koszmary nocne już mu przecież nie grożą.

Można podziwiać książkę ze względu na jej walory artystyczne, a jednocześnie wcale do niej nie zaglądać. „Mama bohatera” jest taką książką, która przemawia do wszystkich. Podobała się nie tylko mi jako rodzicowi – jako matka też przecież się utożsamiam z główną bohaterką (czuję się niesamowicie doceniona), ale i dzieciom. Ich reakcja  mówi sama za siebie. Opowieść niesamowicie zabawna – bo mamusia jest raczej nadopiekuńcza, a syn wstydzi się być pod jej pantoflem. Stąd się bierze większość zabawnych sytuacji. Dla dzieci przesłaniem będzie, że matka to niezła bohaterka, dla rodzicielki, że może dobrze by było dać dzieciom odrobinę wolnej ręki w życiu. Niby ten sam tekst, a każda grupa wiekowa odbierze go po swojemu. Dzieło rewelacyjne i … uniwersalne.