Książka Jarosława Klonowskiego pt. „Miriam” zaskoczyła mnie całkowicie. Niby wiedziałam, że będzie historyczna, ale wątków kryminalno-fantastycznych w okolicy XVI-wiecznej Bydgoszczy, zupełnie się nie spodziewałam.
Powieść zaczyna się jak kryminał. Po chwili pojawiają się wątki sensacyjne, a nawet szpiegowskie. I to na zaledwie 237 stronach powieści. Zaraz oczywiście trzeba będzie sprostować pewne uogólnienia. Fantastyka o której mowa, w moim odbiorze istnieje tylko z punktu widzenia XVI-wiecznego mieszkańca kujawszczyzny.
Miriam jest młodą i piękną Żydówka. Żyje niby w okresie renesansu, ale mentalnie ludzie tkwią przekonaniami w średniowieczu, a może nawet i pogaństwie. Wierzą w opętanie, sukkuby i inne demony. Kobieta ukrywa się w przebraniu mnicha w Kruszwicy. Do tej pory miejsce to było raczej tłem wydarzeń w opowieściach legendarnych o Popielu. A tu proszę, są chrześcijańscy mnisi, którzy prowadzą szpital.
Kobieta wplątuje się w szereg wydarzeń, o charakterze kryminalno-fantastycznym. Spotyka na swej drodze Bartłomieja Chodynę – janczara, szpiegującego dla sułtana. Ma za zadanie odnaleźć pewną tajemniczą księgę. Trafia jednak na Miriam. Los tych dwojga bohaterów się splata i doprowadza do wielu ciekawych wydarzeń.
Tytułowa bohaterka jest poszukiwana przez starostę, ze względu na jej tajemnicze umiejętności. Tu wchodzimy w fantastykę, o której wspominałam wcześniej. XVI-wieczni mieszkańcy Bydgoszczy są przesądni, więc łatwo ich zastraszyć za pomocą pewnych sztuczek. Jedni będą w zachowaniu Miriam widzieli magię, okultyzm, inni tylko tani trick.
By się ratować, Miriam musi się chwytać wszelkich możliwych środków. Nie wie komu ufać. Nie ma też oczywistych odpowiedzi. Do samego niemal końca nie wiemy, czy Chodyna nie zdradzi, a może to Miriam okaże się czarnym charakterem?
W powieści – Miriam i Bartek Chodyna są najbardziej wyrazistymi postaciami. Trochę trudno mi było uwierzyć w tak silną osobowość, jak przedstawiono tytułową bohaterkę. Chociaż również i w XVI wieku istniały kobiety pewne siebie. Jarosław Klonowski miejscami stosował stylizacje językowe, by uwiarygodnić fabułę. Według mnie było to raczej delikatne. Nie spowodowało najmniejszych trudności w rozumieniu tekstu.
Myślę, że książka spodoba się nie tylko wielbicielom powieści historycznych i lokalnym patriotom. Warto wkroczyć w realia sprzed pół tysiąca lat. Łatwo wtedy wpaść w rynsztok… Powieść, choć jej akcja dzieje się w czasach historycznych, jak dla mnie jest absolutnie współczesna. Klonowski nie jest pruderyjny. Jego bohaterowie – inaczej niż sienkiewiczowscy – współżyją ze soba, a nie tylko wzdychają do siebie. Przemoc też jest wszechobecna. Wrażliwego czytelnika może ona zrazić. Widzę tu również pewne podobieństwa do książek fantastycznych w stylu „Gra o tron”.
Interesujące w „Miriam” jest to, że nie jest ona oczywista. Coś, co może się wydawać na początku kryminałem, potem staje się nagle fantastyką, a za chwilę przecieramy oczy i mamy coś zupełnie innego. Klonowski daje czytelnikowi szansę na pewną interpretację w odbiorze. Dobrze by było, gdyby powstały kolejne części…
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa MG

