Najnowsza książka Agaty Tuszyńskiej pt. „Czarna torebka” nie bez powodu miała premierę 12 kwietnia tego roku. Tego dnia przypadała osiemdziesiąta rocznica powstania w getcie warszawskim. Autorka, znana mi choćby z takich tytułów jak „Ćwiczenia z utraty” oraz „Tyrmandowie. Romans amerykański” czy „Narzeczona Schulza”, postanowiła tym razem opowiedzieć o swojej babce. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Agata Tuszyńska
„Ćwiczenia z utraty” – Agata Tuszyńska
Pierwsze wydanie książki „Ćwiczenia z utraty” miało miejsce w 2007 roku. Agata Tuszyńska, znana pisarka, poetka i reportażystka, opowiada w niej o chorobie i odchodzeniu swojego męża. W tych zapiskach nazywany jest on H., ale oczywiście łatwo sprawdzić, o kogo chodzi. Wspólne życie w chorobie i ostateczne odejście to trudny proces. Nie tylko dla osoby, która zmaga się ze śmiertelną chorobą, ale również dla tej drugiej strony. Może ona wspierać ze wszystkich sił, ale nie raz zdarzają się chwile w poczuciu bezradności. Agata Tuszyńska pokazuje całe oblicze tej nierównej walki. Czytaj dalej
Ameryka, romans i Tyrmand
Leopold Tyrmand kojarzy się najczęściej jako bikiniarz z lat pięćdziesiątych. Pierwszym skojarzeniem do hasła – Tyrmand, będą jego kolorowe skarpetki. Powszechnie znana jest miłość pisarza do jazzu. Najbardziej zasłynął jako autor „Złego”, czy „Dziennika 1954”. A co potem?
Zupełnie nieznana mi była emigracyjna część życia pisarza. W książce Agaty Tuszyńskiej „Tyrmandowie. Romans amerykański” otrzymujemy obraz autora – zupełnie inny, niż moglibyśmy się spodziewać. Pornograf, rewolucjonista obyczajowy, playboy w komunistycznej Polsce, w USA objawia się jako zatwardziały konserwatysta. Może z jednym, acz istotnym szczegółem.
Jako pięćdziesięciolatek poznaje dwudziestotrzyletnią studentkę mieszkającą na Brooklynie – Mary Ellen Fox. Mary, podobie jak Tyrmand, jest pochodzenia żydowskiego. Ale to nie religia ich łączy, ale poglądy. Młodą kobietę zafascynował ten niezwykły intelektualista z Europy. Zostali parą. Wbrew matce Ellen, różnicy wieku, postanowili być razem szczęśliwi.
Książka mogła powstać dzięki temu, że zachowała się korespondencja pomiędzy Leopoldem a Mary Ellen. Początkowo publikowane są listy między nimi, później tylko to co pisze Tyrmand. Niestety, autor zostawił wszystko co sam stworzył w formie pisanej – resztę wyrzucał, dlatego właśnie nie zachowały się listy jego trzeciej żony.
Gdyby nie korespondencja, nigdy by się nie poznali. Mary postanowiła, że napisze list do Tyrmanda. To dało początek ich znajomości, a potem uczuciu.
Związek tej pary trwał piętnaście lat. Jego owocem była para bliźniąt – Matthew i Rebecca. W 1985 roku, Leopold Tyrmand umiera na zawał, dzieci mają ledwie cztery lata. Mary pisze z odrobiną żalu, że pisarz nie zostawil im nawet polisy ubezpieczeniowej, mimo skrupulatności w innych sprawach.
Jaka osoba wyłania się z tej korespondencji? Prawdziwy czlowiek, z krwi i kości ze swoimi wadami i zaletami. Poznajemy również tło historyczne – interesujący obraz Ameryki lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku.
Mary Ellen mówi o mężu w następujący sposób:
Nie trzeba go święcić. Zależy mi na tym, żeby istnial w świadomości innych, w Polsce bardziej niż gdzie indziej. Ale nie jest święty. Każdy ma swoje słabości, śmieszności i drobne wariactwa. Warto chronić spuściznę Tyrmanda.
Prócz listów, w książce są komentarze żony Leopolda Tyrmanda. Opowiada o nim nie próbując wybielać, ale też nie jest łatwo być żoną pisarza. Autor „Złego” sporo podróżuje, w trosce o byt rodziny – jak sam mówi. W tym czasie żona zostaje z dziecmi, wie jednak, że mąż potrzebuje tych wyjazdów, by mógł być w pełni sobą.
Byłabym niesprawiedliwa pisząc jedynie o Leopoldzie. Z książki „Tyrmandowie” poznamy również Ellen. W końcu to ona opowiada o swojej miłości, życiu, rodzinie. Okaże się, że ma sporo do powiedzenia. A historia, którą przytacza jest warta poznania, tym bardziej że czyta się ją bardzo dobrze. Dodatkowym atutem są zdjęcia – pojawiają się fotografie zupełnie nieznane, prosto z rodzinnego albumu, choć są też te wcześniejsze – jeszcze z polskiego okresu życia Tyrmanda.
Sam tytuł jest dwuznaczny. Myślę, że autorka trafiła nim w samo sedno. Romans nie dotyczy jedynie uczucia Leopolda i Misskeit, ale i jego związku z Ameryką. Książka przecież sporo mówi o „American dream”, właśnie w wersji Tyrmanda. Skoro tyle krytykował i pouczał ten kraj, był z nim mocno związany. Bo przecież, gdyby nie kochał USA, nie miałby ochoty go upominać. Związek burzliwy, acz namiętny.
Dziękuję za biografię wydawnictwu MG.