I tak zginiesz…

Nawałnica mieczy. Krew i złotoPo pierwsze: nie przyzwyczajaj się! Tak powinno brzmieć motto dla miłośników książek Martina. Jeżeli do tej pory nie przyzwyczaiłam sie do usmiercania głównych bohaterów, to teraz może wyjść na jaw prawdziwe oblicze kolejnych.

Intryga rozwija się. Coś, co uznałam za oczywiste i wyjaśnione, nadal może zaskoczyć. Czasami wydawało mi się, że wyprzedzam ze swoją wiedzą niektórych bohaterów. W innym momencie to oni byli świadkami czegoś, o czym dopiero za jakiś się dowiem – o ile się dowiem…

Ważnym bohaterem staje się Jon Snow. No tak, wcześniej też nim był, ale w tym tomie będzie czekało na niego wiele wyzwań. Kiedy wydaje się, że losy naszych ulubionych bohaterów biegną po właściwym torze, wychodzą na prostą – nic bardziej błednego. Dochodzą kolejne postacie, które będą jeszcze bardziej komplikować fabułę, ale też ciągnąć ją do przodu. Większe znaczenie nabiera magia – tu nie odkryję żadnej tajemnicy, jeśli napiszę, że dzieje się tak po wykluciu smoków. No i okazuje się, że to co jest za murem coraz bardziej będzie zagrażać nie tylko jego obrońcom, ale całemu Westeros. Pojawią się fantastyczne postacie – chociaż nadal nie są pokazane z bliska i wprost.

Trudno napisać coś sensownego nie odkrywając tajemnic kolejnych postaci. Może najlepiej będzie, jeśli zabiorę się do Uczty dla wron? Cieszę się, że dopiero od niedawna czytam Pieśń Lodu i Ognia, bo trudno byłoby mi czekać po kilka lat na kolejny tom.