Trudno nie sięgnąć po dzieło literackie, w którym współczesny izraelski pisarz, wpada na niezwykły pomysł, by z Brunona Schulza uczynić jednego z bohaterów swej powieści. Dawid Grosman stał się popularnym twórcą, po wydaniu książki „Patrz pod: Miłość”. Ukazała się ona w 1984 roku, w Polsce wydano ją w 2008 roku, a teraz możemy sięgnąć po jej wznowienie. Do tej pory literatura izraelską poznawałam poprzez twórczość Amosa Oza.
Powieść „Patrz pod: Miłość” Dawida Grosmana podzielona została na cztery części. Pierwsza opowiada o dziewięcioletnim chłopcu Momiku. Akcja tej historii rozgrywa się w Izraelu w 1959 roku. Rodzice dziecka przeżyli Holocaust i chcieliby oszczędzić Momikowi tego, co sami przeszli, więc ukrywają ten temat. Dziecko jednak zbiera strzępki podsłuchanych historii dorosłych i tworzy sobie własny obraz wydarzeń. Wie, że rodzice żyli w pięknym kraju „TAM”, w którym tata był władcą. Jednak przyszła „nazistowska bestia” i wszystko się zmieniło. Momik pragnie ją wyczarować w swojej piwnicy i zmusić wszystkich starych Żydów z ulicy, by podjęli z nią walkę. Niestety, jego działania wywołują jedynie lęk w starcach.
Ta część książki pokazuje, że izraelskie dzieci urodzone po wojnie, nie mogły uciec od doświadczenia Holocaustu. Ich rodzice, którzy przeżyli Zagładę chcieli ochronić przed tym doświadczeniem swoje pociechy, dlatego często traktowali ten temat jako tabu. Tyle, że Grosman pokazuje, jak wielki był to błąd. Dzieciaki zdawały sobie sprawę z istnienia tajemnicy, ale nie do końca rozumiały jej sens. Przez to, że nikt nie chciał rozmawiać Momikiem o doświadczeniach bliskich z czasów wojny, dowiadywał się o Holocauście w sposób niewłaściwy. W konsekwencji syn przejmuje lęki rodziców. Ich traumy przenoszą się na kolejne pokolenie.
W drugiej części książki „Patrz pod: Miłość” Grosmana, bohaterem staje się Bruno Schulz. Narrator ma zamiar napisać o nim powieść, więc przyjeżdża do Polski w okresie „Solidarności”. Ma nadzieję, że uda mu się odnaleźć zaginione dzieło mistrza pt. „Mesjasz”. Tutaj Dawid Grosman zaskakuje tworzeniem surrealistycznej historii. Bruno Schulz nie ginie w Drohobyczu, a udaje mu się uciec do Gdańska, by tam wskoczyć do morza i ostatecznie przeistoczyć się w rybę. Autor tworzy fikcyjną opowieść, rozpoczynając od faktów historycznych, by ostatecznie dać popis wyobraźni. Nawiązuje do prozy Schulza, oddając jej w ten sposób pewien hołd. Tak jak w „Sklepach cynamonowych” ojciec zamienia się w ptaka, tak Bruno w „Patrz pod: Miłość” staje się rybą. Jednak w Biblii woda jest symbolem zagłady, bo taki właśnie był potop. Z drugiej strony jednak oznacza również oczyszczenie.
Dwie kolejne części powieści dotyczą Anszela Wassermanna, nazywanego przez Momika dziadkiem, który w jakiś sposób przeżył obóz koncentracyjny (niewyjaśniony w pierwszej części). Autor przenosi nas do czasów drugiej wojny światowej. Brat babci Momika – Anszel pisał przed wojną popularne historie dla dzieci. W obozie trafia na jednego z dowódców, który rozpoznaje w nim swojego ulubionego twórcę z dzieciństwa. I choć wcześniej Wasserman chciał umrzeć, ale mu się nie udawało – jako jedyny przeżył zatrucie gazem, teraz podejmuje z Neigelem grę literacką. Jak Szeherezada snuje opowieść przed komendantem obozu, ale tak by pobudzić sumienie bezdusznego ss-mana. Kiedy mu się to udaje, Neigel popełnia samobójstwo.
Czwarta część jest czymś w rodzaju encyklopedii. Opowieścią o życiu Kazika – wytworze wyobraźni Anszela. Historia, którą Wasserman opowiada naziście, dotyczy starych już Dzieci Serca. Otrzymują one niemowlę, które w ciągu 24 godzin przeżyje swój los aż do starości. Bohaterowie chcą mu oszczędzić wiedzy o Zagładzie. Mówią: „Niech na świecie będzie jeden człowiek, który przeżyje życie od początku do końca, nie wiedząc nic o wojnie” (s. 688). Jak się okaże, bohater czuje grozę otaczającą go wokół, a przez to nie potrafi być szczęśliwy i podobnie jak Neigel, popełnia samobójstwo.
Dawid Grosman pisząc powieść „Patrz pod: Miłość” próbuje odnaleźć swój własny sposób opowiadania o Holocauście. Podejmuje dyskusję ze słynnym zdaniem Adorno, że: „Pisanie wierszy po Oświęcimiu jest barbarzyństwem.” Grosman podąża własną drogę, gdyż wskazuje, że unikanie tematu Zagłady również jest złem. Tworząc fikcję literacką umyka w krainę wyobraźni, wciąż szukając odpowiedzi na pytanie, którędy mamy podążać po Holocauście. Niestety, ostatnie zdanie powieści o tym, czy znajdzie się człowiek, który nic nie będzie wiedział o wojnie, nabrało nowego znaczenia w 2006 roku, kiedy podczas działań wojennych w Libanie zginął syn Dawida Grosmana.
Autor wskazuje, że ważna jest każda jednostka ludzka. Pokazuje też możliwość ucieczki do świata wyobraźni, mimo że życie po Holocauście obdarte jest ze wszelkich złudzeń. Kreatywność Grosmana jest niesamowita, a dzieło można postawić na półce obok „Blaszanego bębenka” G. Grassa. Literatura w ten symboliczny sposób daje możliwość pojednania.
Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za powieść.