Tak niestety już mam, że jak coś zaczynam, to staram się skończyć – chodzi oczywiście o książki. Inne aspekty życia, już nie łapią się na tę regułę. E. L. James napisała trylogię – więc trzeci tom również musiałam poznać.
„Nowe oblicze Greya” nie powinno już nikogo zaskoczyć. Książka stanowi kontynuację losów Anastasii Steel i Christiana Greya. A skoro historia jest romansem, to i zakończenie musi być baśniowe, w stylu – i żyli długo, i szczęśliwie.
Parę poznajemy – w tym tomie rzecz jasna – gdy są już małżeństwem. Dowiadujemy się, jak doszło do ślubu. Młodzi przebywają na jachcie na Morzu Śródziemnym, spędzając tam miesiąc miodowy. Będę się czepiała, ale okazuje się, że Paryż leży nad morzem, bo Greyowie po zejściu z jachtu zwiedzają pobliski pałac w Wersalu. Ale może pominęłam jakiś lot odrzutowcem? Kto wie? Prócz opalania, pływania, dochodzą obowiązki małżeńskie – nie ma niemal żadnych pikantnych dodatków. W końcu Ana wyleczyła Greya ze skłonności sadystycznych… Teraz następuje zabawa – nasz kolejny pierwszy raz. A to w samolocie (koniecznie odrzutowym), może być w samochodzie.
Po powrocie do domu, Anastasia nadal pracuje w wydawnictwie, ma się zastanowić nad tym czy chciałaby nim kierować. Problemem dla męża może być niechęć dziewczyny do ogłoszenia zmiany nazwiska. Dochodzi też do konfrontacji z innymi przeciwnościami losu. Nie bez powodu Christian trzyma armię ochroniarzy. Niestety, niekiedy nawet oni są bezradni, zwłaszcza, że główna bohaterka nie dba o swoje bezpieczeństwo, tak jak chciałby tego mąż.
Młoda para wkrótce dowiaduje się, że pojawi się w ich życiu dziecko. Dziewczyna musi uporać się z gniewem Greya, który nie chciał tak szybko potomka. Potem sprawy się jeszcze trochę pokomplikują. Będzie wypadek, porwanie, zemsta, szpital (kilkakrotnie), konfrontacja z policją – we wszelkich możliwych kombinacjach…
Czy trzeci tom czymś różni się od pozostałych? Znajdziemy tam więcej wątków sensacyjnych, niż w poprzednich tomach. Na zbliżenia miłosne już nie zwracam uwagi – bo w tej powieści zwyczajnie w świecie mnie nużą, nie wywołując rumieńca wstydu na twarzy. Może znalazłam się na takim etapie życia, że trudno wywołać u mnie nutkę ekscytacji podczas lektury. Trochę też się przyzwyczaiłam do prostego i sztucznego języka powieści. Wyeliminowano wprawdzie najbardziej rażące sformułowania. Nie mniej jednak dialogi bohaterów pozostawiają sporo do życzenia – najzwyczajniej w świecie są sztuczne.
Z pewnością miłośnicy powieści rozrywkowych sięgną po tę książkę i będą nią zachwyceni. Ci, którzy przeczytali tom pierwszy szukając sensacji, do trzeciego tomu mogą nie dotrwać, bo w powieści nie znajdą opisów perwersyjnego seksu – o ile kiedykolwiek były. E. L. James widać wyraźnie nastawiła się, by wywołać sensację pierwszym tomem serii, kolejne są jedynie powieleniem schematu, z naciskiem, by historia miała szczęśliwe zakończenie.
