Powiedziało się A, teraz czas na B. Po przeczytaniu pierwszej części powieśći E. L. James, pora na kolejną. Nie licząc na zbyt wiele, postanowiłam spędzić wolną chwilę na tzw. czytadle. Miało być łatwo i miło…
Fabuła „Ciemniejszej strony Greya” to kontynuacja i rozwinięcie wcześniej poznanych wątków. Anstasia Steel po zerwaniu z milionerem, cierpi i rozpacza. Nie mija jednak zbyt dużo czasu, by para ponownie się zeszła. Christian postanawia skończyć z mrocznymi skłonnościami. Wszystko po to, by ukochana dała mu szansę oraz by jej zbytnio nie skrzywdzić, bo przecież główna bohaterka jest niezwykle krucha. Poznajemy kolejne tajemnice z przeszłości Christiana.
Żeby nie było zbyt łatwo, Anastasia musi stawić czoło zbyt natrętnemu szefowi w nowej pracy. Wiecznie kontrolujący Grey z kolei stara się robić wszystko, by pociagać za sznurki – nawet postanawia wykupić wydawnictwo, w którym została zatrudniona jego najdroższa. Dają o sobie znać dawne kochanki milionera – tu nie zdradzę wszystkiego, ale pojawiają się wątki rodem z thrillera.
Jeśli ktoś kupi powieść dla opisów erotycznych, to może się nieco zawieść. W tej części sceny łóżkowe jak najbardziej mają miejsce, ale tym razem Christian stara się być przewodnikiem seksualnym dziewczynu podczas poznawania tzw. waniliowego seksu – no, lekki pieprzyk też będzie. Pojawią się klapsy, gadżety, ale za sprawą panny Steel, Christian Grey może czuć się uleczonym ze swoich skłonności sadystycznych. I to niespełna w kilka tygodni. Same opisy zbliżeń kochanków nie wywołały u mnie rumieńców zawstydzenia, muszę przyznać, że raczej nudziły…
Dlaczego książki James tak bardzo denerwują feministki? Wprawdzie nie należę do tej grupy, ale niejednokrotnie mierziły mnie scenki, w których kochanka bez mrugnięcia okiem aprobuje klapsy i gotuje Christianowi obiadki. Naiwność panny Steel denerwuje, bo uważa, że w imię miłości nawet najgorszy mężczyzna potrafi się zmienić… Również coraz łatwiej przychodziło bohaterce przyjmowanie najdroższych z możliwych prezentów. Ale czego się nie robi dla kochanego Greya?
Christian nadal nie potrafi przełamać chęci kontrolowania wszystkiego i wszystkich. Jednak jako ten najbystrzejszy na świecie, nie myli się. Od razu widzi, kto ma niecne zamiary w stosunku do jego najdroższej (bo jasne jest, że każdy mężczyzna). Zmienne nastroje Pana Greya niepokoją nieco Anastasię, łatwo domyślić się, że przecież i to jej się uda zmienić.
Uważam, że „Ciemniejsza strona Greya” jest książką mało wiarygodną. Ot baśń dla troszkę starszych dziewczynek. Któż nie lubi marzyć? Jeśli na ten temat, to w porządku. Niestety nie należę do tej grupy. Czekałam na większą ilość wątków sensacyjnych, rozwinięcie akcji innej niż erotyczna. E. L. James dawała odbiorcy pewne elementy, jednak szybko z nich rezygnowała. Dopiero ostatni rozdział sugeruje, że trzecia część może być nieco inna od pozostałych.
Trudno mi powiedzieć, czy tłumaczka wzięła sobie do serca uwagi na temat zwrotów panny Steel typu „O święty Barnabo” – bo tym razem ich nie było. Nadal męczyła mnie „wewnętrzna bogini” głównej bohaterki, a zwłaszacza kiedy wykonywała arabeski, czy jakieś figury łyżwiarskie – tego mi było za dużo. Niestety, trudno czytać książki z zamkniętymi oczyma, bo taką reakcję wywoływały we mnie te wyrażenia. Zdania wypowiadane przez narratora i bohaterów są nazbyt poprawne. Wszyscy mówią pełnymi zdaniami i na temat – nawet jak się kłócą, to nie przerywają sobie. Prosty język, nieskomplikowana fabuła, sporo erotyki – i przepis na bestseller gotowy. Szkoda, że popularność nie idzie w parze z jakością…