Nadeszła zima…

Starcie królówPochłonąwszy kilkaset (bliżej tysiąca niż dwustu) stron Gry o tron, a teraz po dzięwięciuset kolejnych, już zacieram dłonie z niecierpliwością czekając na kolejne tomy sagi R.R. Martina. Koło zaczęło się toczyć przy pierwszym tomie, teraz rozpędza się i nabiera słusznej prędkości.

Starciu królów autor dodaje nam parę kolejnych smaczków – które połykamy z apetytem. Większość bohaterów już znamy, pojawiają się kolejni – nie mniej ciekawi. Ciągle jest wiele tajemnic do rozwikłania i sporo bohaterów za których trzymam kciuki, choć już wiem, że nadzieje i modlitwy o pozostanie przy życiu moich ulubieńców mogą okazać się płonne.

Choć książka odnosi się do zasad i morałów rycerskich, tu nikt nie jest biały, albo czarny. Na dodatek zostaje to często okraszone barwą krwi, śmierci i seksu. Brutalność może spotkać postaci na każdym kroku. Ktoś, kogo chcielibyśmy uznać za zwykłego prostaczka, może się okazać brutalem, intrygantem, mordercą i bezmyślnym uzurpatorem – mam akrat na myśli Theona, który z przyjaciela Robba staje się zdrajcą, myślącym głównie o swojej wyższości nad innymi. On trochę nagmatwa – warto poznać ten wątek.

W dalszym ciągu nie wiemy do czego los doprowadzi Daenerys. Ma trzy smoki, pojawiają się elementy magii. Co będzie dalej przeczytam jak najszybciej się da.

W tej części dochodzi do wojny. Lannisterowie walczą ze Starkami, do tego występują przeciwko sobie bracia króla Roberta. Wszyscy stają przeciwko sobie. Potyczki przypominją walki średniowiecznych rycerzy, jednak pojawiają się też drobne elementy magiczne. Może razić ogromna rzeka przelanej krwi, ale czarów akurat jest niewiele.

Rody w powieści mają swoje hasła. Nadchodzi zima to zdanie rozpoznawcze Starków. Teraz niebezpieczeństwo pojawia się nie tylko wewnątrz królestwa targanego wojną, ale zaczyna nadciągać od północy. Zbliża się do granicy muru strzeżonego przez Nocną Straż.

Mam nadzieję, że po emisji drugiej serii Gry o tron w HBO pojawią się równiez ciekawsze wydania powieści. Okładka z którą się zetknęłam pozostawia wiele do życzenia. Raczej nikt nie kupi tej książki kusząc się obrazkiem z okładki.