O prawie do inności i normalności? „ości” Ignacego Karpowicza

ościTytułowa bohaterka dramatu: „Iwona, Księżniczka Burgunda” Witolda Gombrowicza skończyła bardzo źle. Zadławiła się ością. Ale co to ma wspólnego z książką Ignacego Karpowicza? Otóż sztukę Gombrowicza i powieść „ości” łączy jedno – są świetne. Obie mnie zachwyciły, ale każda na swój sposób. Choć przyznać trzeba, że wymieniani przeze mnie twórcy mogą mieć jeszcze jeden wspólny mianownik – poczucie humoru.

W „ościach” zaskakuje już sama fabuła. Maja zostaje zwolniona z pracy. Jej mąż Szymon wplątuje się w nieromans, który polega na tym, że pomaga Ninel opiekować się zdychającym kotem. Ostatecznie to Maja zwiąże się uczuciowo z Frankiem, notabene synem Ninel. Ta ostatnia bohaterka przez wiele lat myślała, że ma na imię Kuba. Do tej pory tak nazywa jest przez matkę. Cały kraj widzi w Ninel wojującą feministkę, walczącą niegdyś z komunizmem. Kiedy zasiądzie w jury konkursu draq queens, poznaje bezwłosego Norberta, kochanka laureata tych zawodów –  Maksa. Norbert związany był kiedyś z Krzysiem Tyle, że o Krzysiu słuch zaginął. Martwi to jego partnera – Andrzeja. Dlatego zwraca się o pomoc do Norberta. Tajemnica zostanie jednak rozwiązana na koniec, więc nie będę zbyt zdradzała wszystkiego.

W powieści „ości” Ignacego Karpowicza dotykamy kilku ważnych kwestii. Poznajemy historie osób, które w żaden sposób nie mieszczą się w uwielbianych przez społeczeństwo stereotypach. Rasista Norbert ma kochanka z Wietnamu. Dewotka potrafi dogadać się z nastoletnim punkiem. Nawet jeździ z nim na pielgrzymki. Ninel Czeczot nie może znieść tego, że jej syn jest niezwykle poprawny pod każdym względem, więc wysyła go na terapię. Odskocznią od tej normalności stanie się dopiero jego romans z Mają. Tak powstanie związek poliamoryczny…

Książka Karpowicza bawi się z tradycyjnymi modelami wszelakich ości – zaczynając od miłości, wartości, na normalności kończąc. A pokazuje, że siła leży w poszukiwaniu własnej tożsamości – niekoniecznie płciowej. I choć w naszym współczesnym świecie nic nie jest tak proste, jak by się wydawało, to autor niczego nie ocenia, nie neguje. Daje czytelnikowi obraz pewnej tęczy, która staje się jeszcze bardziej barwna, niż niegdyś ta na Placu Zbawiciela w Warszawie.

Czym zatem zachwycają „ości”? Najpierw językiem. Potem rewelacyjnym tokiem narracyjnym. A sama fabuła to majstersztyk. Dzięki temu powieść czyta się szybko, mimo wielości bohaterów. Same postacie nie są opisane w sposób zdawkowy, czy schematyczny. Są bohaterami z krwi i kości. Karpowicz daje głos tym wszystkim, którzy zwyczajnie nie mają prawa na normalność i muszą ukrywać się w szafach. Tu ich inność staje się wartością, bez hipokryzji, czy uciekania w tani dydaktyzm.

Wyobrażam sobie, że „ości” mogą oburzać. Podobnie było z „Lalką” Bolesława Prusa. W XIX wieku liczne bywały głosy mówiące o nieobyczajności tej powieści. Karpowicz idzie o krok dalej, ponieważ i współczesny świat nie jest czarno-biały. Autor wykreował ciekawe postacie i dzięki temu napisał świetną powieść obyczajową, O społeczeństwie, ludziach, którzy choć różni, potrafią odnaleźć siebie i zaakceptować drugiego człowieka. Karpowicz nie ocenia, ale oddaje owej inności głos. Samotności spotykają się, czasami niezależnie od swoich poglądów, czy przyzwyczajeń, dotykają swojego bytu. Mimo wszystkich różnic bohaterowie znajdują coś, co ich łączy – nikt z nich nie może odmówić sobie bycia człowiekiem (no może za wyjątkiem tchórzofretki i umierającego kota). Karpowicz zdaje się odkrywać przed czytelnikiem pewne stałe i cenne wartości, takie jak empatia, przyjaźń, wierność – niezależnie od tożsamości. Warto posłuchać ciekawych głosów bohaterów, bo dzięki nim książka fascynuje.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za książkę.