Ignacy Karpowicz należy do tej grupy polskich pisarzy, którzy mają wiele ciekawego do powiedzenia. Czytając jego kolejne książki miałam wrażenie, że już niczym nie jest w stanie mnie zaskoczyć, a dzięki „Sońce” osiągnął literacki parnas. Niebezpieczeństwo polega na tym, że w takiej sytuacji trudno napisać równie dobrą książkę, dorównującą tej poprzedniej. Być może właśnie dlatego tak długo musieliśmy czekać na kolejną powieść Ignacego Karpowicza pt. „Miłość”. Tym razem niespodzianką będzie zarówno forma i temat, którymi zajął się pisarz. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Ignacy Karpowicz
„Książki. Magazyn do czytania” – nie tylko na Święta
Jeśli uważacie się za miłośników słowa drukowanego, to nie jest Wam obojętne, po jakie książki sięgacie. Każdy chce czytać te godne uwagi. Gdzie znaleźć podpowiedź? Między innymi w magazynie „Książki”, poświęconemu literaturze. Pismo jest kwartalnikiem i kiedy zobaczyłam wiadomość, że dzieje się tak po raz ostatni, to przyznam, że się wystraszyłam. Przez kilka lat istnienia magazynu, zdążyłam się do niego przyzwyczaić. Na szczęście wiadomość należała do tych pozytywnych, bo od przyszłego roku pismo „Książki” wydawane będzie jako dwumiesięcznik. Przyznam, że kamień spadł mi z serca. Obawiałam się, że taki magazyn nie utrzyma się na rynku. W końcu niby Polacy nie czytają książek, więc dlaczego mieliby zaglądać do czasopism poświęconych literaturze? Moim zdaniem warto śledzić teksty, które pojawiają się w magazynie. Zwłaszcza jeśli książki nie są nam obce. Czytaj dalej
„Księgi Jakubowe” – Nagroda Nike 2015
Kiedy w mediach pojawiły się informacje na temat finałowej siódemki do Nagrody Nike, doszłam do wniosku, że jury ma przed sobą niezwykle trudne zadanie. Nie chciałabym być tą osobą, która musi decydować, która z nominowanych książek jest najlepsza. W finale znalazły się: „Matka Makryna” Jacka Dehnela, „Guguły” Wioletty Grzegorzewskiej, „Sońka” Ignacego Karpowicza, „Przez sen” Jacka Podsiadły, „Szum” Magdaleny Tulli i „Drach” Szczepana Twardocha. Zwyciężyły „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk. Czytaj dalej
Nagroda Literacka Nike 2014
Dzisiaj przyznano Nagrodę Literacką Nike 2014. Zwycięzcą okazał się Karol Modzelewski, który napisał autobiografię: „Zajeździmy kobyłę historii. Wspomnienia poobijanego jeźdźca”. W tym roku było sporo kontrowersji, ponieważ do finałowej siódemki nie dostał się Wiesław Myśliwski, choć jego „Ostatnie rozdanie” zakwalifikowało się do innej prestiżowej nagrody – Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus”.
Za to w finale Nike znalazły się następujące pozycje:
1. „Niebko”, Brygidy Helbig, W.A.B., Warszawa.
2. „ości”, Ignacego Karpowicza, Wydawnictwo Literackie Kraków.
3. „Zajeździmy kobyłę historii. Wspomnienia poobijanego jeźdźca”, Karola Modzelewskiego, Iskry, Warszawa.
4. „Wiele demonów”, Jerzego Pilcha, Wielka Litera Warszawa.
5. „Nocne zwierzęta”, Patrycji Pustkowiak, W.A.B., Warszawa.
6. „Nadjeżdża”, Szymona Słomczyńskego, Biuro Literackie Wrocław.
7. „Jeden”, Marcina Świetlickiego, EMG, Kraków.
Podczas ceremonii, która odbyła się w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, wręczono również nagrodę czytelników. Zwyciężyły „ości” Ignacego Karpowicza. Ciekawe, co jury powie w przyszłym roku o „Sońce”? Przyznam się, że trzymałam kciuki za Karpowicza, choć najbardziej zaskoczyło mnie, ze Wiesław Myśliwski nie dostał się do finału. A Wy, mieliście swoje typy?
Deszczowa wersja Literackiego Sopotu
Niedziela postanowiła popsuć plany organizatorom Literackiego Sopotu. W związku z tym, że padał deszcz, trzeba było nieco zmieniać lokalizację, a zwłaszcza mieć baczne oko na książki, które nie lubią wody. Na szczęście te, które kupiliśmy, były zafoliowane, więc nic złego im się nie stało.
Na warsztatach „Emocje od Z do A” jeszcze udało nie zmoknąć. Dzieci posłuchały książki Tove Jansson, „Niebezpieczna podróż”. Sam tytuł nie wskazuje na to, że ma coś wspólnego z nudą – bo właśnie taki był temat niedzielnego spotkania. Okazuje się, że nudząc się, można przeżyć coś niesamowitego. Tak stało się z Zuzą, która po założeniu okularów, nagle trafia do świata Muminków. Sporo w nim grozy, ale też wiele się dzieje, no i dobrze się kończy. Dzieciakom najbardziej podobał się śnieg (czyli ścinki papieru), którym szczodrze sypali aktorzy. Joanna Trzaska tłumaczyła dorosłym, dlaczego warto się nudzić, bo przecież właśnie wtedy można się lepiej zrozumieć. Natomiast maluchy dowiedziały się podczas spotkania z Anną Uzarczyk, że nuda może być początkiem wielkiej przygody.
Po warsztatach udałam się na Kulturalną Plażę Trójki, na spotkanie z Mariuszem Szczygłem. Obfite opady deszczu sprawiły, że trzeba było się przenieść do pobliskiego Klubu Atelier. Tłum zaskoczył wszystkich. Część osób nawet nie próbowała dostać się do środka, tak byliśmy stłoczeni. Sama przyszłam na pół godziny przed rozpoczęciem, a już było dużo osób. Jednak po chwili zapanował tu olbrzymi ścisk. Mimo to warto było się pojawić, ponieważ Mariusz Szczygieł opowiadał niezwykle zabawnie i z polotem. Nawet wzbogacał nasze słownictwo o zapomniane wyrazy (jak dobrze pamiętam: hecny – robiący hecę, zadziorny). Michał Nogaś pytał dziennikarza przede wszystkim o antologię reportażu „100/XX”, bo przecież Szczygieł jest ekspertem w tej dziedzinie, ale wszystko odbywało się w żartobliwej atmosferze.
Nie mogłam też pominąć spotkania z Ignacym Karpowiczem. Odbywało się ono w Zatoce Sztuki, a prowadził je Juliusz Kurkiewicz. Za sprawą książki „ości” Karpowicz został nominowany do Literackiej Nagrody Nike. I od tego tytułu zaczęła się rozmowa – o serialach i poliamorii. Oczywiście prowadzący nie zapomniał zapytać o pierwowzory bohaterów tej powieści, bo nie jest tajemnicą, że autor oparł swą historię na żywych ludziach. Na szczęście dziennikarz nie pominął „Sońki”. Dowiedziałam się, że praca nad nią trwała aż siedem lat. Ignacy Karpowicz napisał kilka wersji, pierwsza miała aż 500 stron, ostateczna tylko 208. Padły pytania o możliwość wystawienia adaptacji „Sońki”. Autor stwierdził, że są takie plany, choć nie wiadomo, kiedy nastąpi ich ostateczna realizacja.
Żałuję, że Festiwal Literacki Sopot dobiegł końca. Na szczęście dzięki spotkaniom z moimi ulubionymi autorami, naładowałam baterie. Teraz mogę ruszać do pracy. Widzę też że impreza cieszy się sporym powodzeniem. Pewnie w przyszłym roku organizatorzy wezmą to pod uwagę, że może być spory tłum. Na przykład na warsztaty „Emocje od Z do A” cieszyły się w niedzielę takim powodzeniem (mimo niepewnej pogody), że dzieci zwyczajnie w świecie się nie mieściły na przygotowanym dla nich miejscu. Zaś dzięki Michałowi Nogasiowi nie jest już tajemnicą, że za rok można się spodziewać w Sopocie literatury czeskiej. Ciekawe, kto zostanie zaproszony?
„Sońka” – Ignacy Karpowicz
Twórczość Ignacego Karpowicza nie jest mi obca. Bardzo wysoko cenię jego „Balladyny i romanse”, „Cud”, czy do „ości”. Teraz jednak muszę stwierdzić, że „Sońka” jest książką zupełnie inną, niż tytuły wymienione przeze mnie powyżej. Już sama szata graficzna sugeruje, że mamy do czynienia z czymś nowym. Jednak, czy takie ryzykowne zerwanie z czymś, co ugruntowało pozycję tego pisarza to dobry zabieg? Moim zdaniem tak, gdyż Karpowicz doskonale sobie poradził z tą historią.
Tytułowa bohaterka jest staruszką mieszkającą na Podlasiu. Pewnego dnia los zetknie ją przypadkowo z Igorem, znanym reżyserem, któremu psuje się samochód. Na tym odludziu nie może nawet wezwać pomocy, jego telefon nie ma zasięgu, będzie miał więc sporo czasu, by posłuchać historii starej kobiety. Sońka zaprasza mężczyznę do siebie, czuje, że to osoba przed którą może się wyspowiadać u kresu życia. Z usłyszanej historii Igor Grycowski stworzy sztukę teatralną. Jednak w domu kobiety z miejskiego reżysera staje się na powrót Ignacym, człowiekiem pochodzącym z Podlasia. Dopada go prowincjonalna tożsamość i przez chwilę odnajdzie w niej coś wartościowego.
Historia Sońki zaczęła się jak baśń, od słów: „Dawno, dawno temu…”. Przemawiają w niej zwierzęta, pies i kot, ale nie ma w niej ani magicznej różdżki, ani szczęśliwego zakończenia. Główna bohaterka została osierocona przez matkę, ojciec winił córkę za śmierć żony. Sprawił, że życie Sońki od początku było piekłem na ziemi. Nauczył ją nienawidzić tak bardzo, że nie będzie potrafiła mu wybaczyć, nawet kiedy ojciec spróbuje uratować jej życie. Wtedy Sonia będzie okrutna i bezwzględna w swej nienawiści.
Równie mocna będzie miłość, której doświadczy tytułowa bohaterka. W 1941 roku zakocha się w Joachimie. Uczucie nie ma racji bytu, gdyż wybranek jest najeźdźcą, esesmanem. Mimo wszystkich różnic, nawet braku porozumienia za pomocą słów, Sonia i niemiecki oficer zakochują się w sobie. Dziewczyna otrzymuje prezent od pięknego Joachima – szczeniaka, który potem kilka razy ocali Sońce życie.
Głowna bohaterka o swoim uczuciu opowiada Igorowi w sposób bardzo liryczny, ale też po swojemu, czyli używając języka białoruskiego. Jej miłość do Niemca jest jak pochodnia w mroku. Wokoło giną ludzie, Joachim może być jednym z dokonujących masowych egzekucji, ale nawet z taką świadomością Sońka nie potrafi wyrzec się tego uczucia. Niesamowita jest scena w której Niemiec mówi do Soni o zagładzie Żydów, a ona wyobraża sobie, że ukochany się jej oświadcza i roztacza wizję przyszłego życia. Każde z nich wypowiada się w swoim języku, a całość na polski oraz język teatru przekłada Igor.
Kresy, opisywane przez Ignacego Karpowicza nie są sielską krainą. Tak jak w „Malowanym ptaku” Kosińskiego nie można być innym. Należy dostosować się do społeczności i niczym się od niej nie różnić. Oprócz tego dochodzi doświadczenie wojny. Wszędzie czai się śmierć, a Sonia odważyła się na miłość. Co będzie musiała za karę złożyć w ofierze ?
Książka Ignacego Karpowicza jest bardzo oszczędna w słowach. Nie ma tu żadnych ozdób, a każde zdanie jest bardzo istotne. Ta lakoniczność nie zmienia jednak faktu, że powieść porusza czytelnika do głębi. Poznajemy tę historię przez pryzmat Ignacego, który przekłada ją na język teatru, zaznaczając jednocześnie, że sztuka musi zawierać w sobie sporą dawkę kiczu, by była zrozumiałą dla współczesnych odbiorców. Widzimy zabiegi reżysera, który twierdzi, że „autentyczność to jednak potworna klisza” (s.108). Nie jesteśmy pewni na ile ta historia została przeredagowana przez Igora, na ile jest prawdziwa. Mimo tego cudzysłowu, świadomości, że historia Soni została wykorzystana przez reżysera, wciąż jesteśmy w stanie w nią uwierzyć – interpretacja zależy wyłącznie od nas.
Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za książkę.