Już pod koniec lata czytelnicy będą mieli okazję sięgnąć po debiutancką powieść Jolanty Wrońskiej pt. „Fanaberie”. Z okładki patrzy na nas różowa babeczka – ciastko owinięte wstążką, ale ważniejszy jest dopisek: Bywają babeczki, na których rekiny łamią sobie zęby.
Dałam się zwieść okładce sądząc, że będzie to może jakiś romans, albo historia w stylu „Brzydula”, czy „Bridget Jones” po polsku. A tu guzik z pętelką.
Główną bohaterką jest Klara Werner, właścicielka dobrze prosperującej sieci cukierni o wdzięcznej nazwie – „Fanaberie”. Wszystko do czego doszła zawdzięcza ciężkiej pracy. Z tym, że poznajemy ją jak dostaje w kość od czarnego bohatera tej powieści, który chce ją wygryźć z interesu. Arnold Lejman za pomocą drobnych firm ma zamiar prać brudne pieniądze. Tylko, że trafia na kobietę, która nie da sobie dmuchać w kaszę. Jej dorastające dzieci stoją murem za matką i również bedą ją wspierać w trudnych momentach. W „Fanaberiach” mamy do czynienia z rekinami biznesu. Świat nie jest słodki jak babeczki Klary i chce jej dać w kość. Jednak pani Werner ma wsparcie w potomstwie. Tylko, czy one będą w stanie pomóc? Czy Dawid może wygrać z Goliatem?
Klara pochodzi ze Śląska. Wychowywali ją dziadkowie, bo rodzice ją porzucili. Przy okazji możemy dowiedzieć się czegoś na temat historii tamtych terenów. Autorka posługuje się regionalizmami i wkłada w usta dziadków głównej bohaterki słownictwo gwarowe. Na szczególną uwagę zasługuje właśnie język książki. Jolanta Wrońska zaskoczyła mnie znajomością nie tylko gwary, ale i żywego potocznego języka. Dzieci Klary wypowiadają się niemal slangiem młodzieżowym, ale oczywiście jest to podane w sposób zrozumiały dla każdego. Główna bohaterka posiada cięty język i jej riposty są godne pozazdroszczenia. Zresztą nie tylko w tej dziedzinie daje sobie radę. Wychowuje samotnie trójkę dzieci, prowadzi firmę, jest atrakcyjna, a nawet posiada licznych i oddanych przyjaciół. Tylko brakuje jej drugiej połowy do szczęścia osobistego.
Powieść została tak napisana, abyśmy poznali historię Klary Werner po kawałku. Całość trzeba sobie złożyć. Autorka co jakiś czas pokazuje nam opowieść z innej strony. Raz obserwujemy Klarę, potem któreś z jej dzieci, albo śledzimy Lejmana. Przy okazji też odkrywamy losy rodziny Wernerów. Wszystko oczywiście się później składa w całość.
Zaskoczyła mnie ogromna ilość fachowych informacji na temat giełdy. Autorka nie tylko opisuje zasady jej działania, ale również poprzez historie bohaterów dostajemy wykład na temat funkcjonowania biznesu. Do tego całość przyprawiona jest ciekawym obrazem współczesnej Polski. Wartka akcja książki sprawia, że w kilka chwil chce się ją dosłownie połknąć.
Można wysnuć twierdzenie, że Wrońska miała w swym pisarstwie dwie mentorki: Małgorzatę Musierowicz i Joannę Chmielewską, chociaż książka nie jest ani kryminałem, ani powieścią dla młodzieży. Te trzy pisarki łączy nie tylko płeć, ale właśnie umiejętne posługiwanie się językiem – na korzyść komizmu słownego oraz ciekawe widzenie współczesnego świata. Warto poznać debiutancką powieść Jolanty Wrońskiej. Myślę, że będzie jeszcze o niej głośno.
Dziękuję wydawnictwu Świat Książki za możliwość przeczytania „Fanaberii” .
Czekam na tę książkę – może chciałabyś ją wymienić?