Shaun Tan jest australijskim twórcą, który w 2011 roku otrzymał nagrodę Astrid Lindgren Memorial Award. Został w ten sposób uhonorowany za dokonania w literaturze dziecięcej. Na podstawie opowiadania „The Lost Thing” zrealizowano film animowany, za który Shaun Tan otrzymał Oscara.
W książce „Zgubione, znalezione” umieszczono trzy opowieści. Pierwotnie historie były wydane jako oddzielne publikacje. „Czerwone drzewo” to opowieść o poczuciu wyobcowania. Uczucia są obrazowane, bo niekiedy trudno opisać emocje za pomocą słów. Tu dominują ilustracje, które przedstawiają te uczucia poprzez metafory. Pojawiają się obrazy potwornej ryby, burzy, przytłaczających krajobrazów. Kiedy sięgnęłam po tę historię, zawładnęły mną te emocje. Shaun Tan zilustrował pogrążanie się w depresji. Odniosłam wrażenie, że ta opowieść wcale nie jest dla dzieci. Jednak zaskoczyło mnie, że moje własne dzieciaki zauważały zupełnie coś innego niż ja. Historia kończy się dobrze, a dzieciaki szybko dostrzegły pojawiający się cień nadziei. Dla nich sens opowieści był jasny – po złym, przychodzi czas na dobre.
Druga historia „Zguba” to opowieść o dziwnym stworze, który został znaleziony przez chłopca. Nikt nie zwraca uwagi na zagubioną maszynę, choć posiada ona niemal ludzkie uczucia. Jednak to ludzie właściwie ich nie posiadają. Snują się jak roboty po mieście, niczego nie zauważając. Jak to się stało, że zatracamy ciekawość świata? Nie zauważamy tego, że wszyscy staliśmy się dokładnie tacy sami? Natomiast każda niepasująca rzecz jest spychana w niebyt, ponieważ jest niepotrzebna, najlepiej jej nie zauważać. W ten sposób ludzie zatracają swoją wolność, dopasowując się do reszty, zgadzając na to, by stopniowo tracić swą dziecięcą duszę.
Współtwórcą „Królików” jest John Mardsen, który napisał tekst historii. Shaun Tan wykonał do niej ilustracje. Tytułowymi królikami są kolonizatorzy, którzy zdobywają kontynent za pomocą swojej przewagi technologicznej. Natura przegrywa z cywilizacją, jednocześnie zniszczeniu ulega wszystko, co pierwotne. Jest to zarówno historia o kwestiach rasowych, jak i skutkach zmieniania środowiska. Swoją drogą króliki nie zostały wybrane przypadkowo. Przecież właśnie one w Australii stały się plagą, bo szybciej niż biali kolonizatorzy zalały tę ziemię.
W „Zgubione, znalezione” Shaun Tana na pierwszym miejscu jest obraz. Dlatego można powiedzieć, że mamy do czynienia z książką obrazkową (picture book). Słowa zostały podporządkowane ilustracjom, a sama historia niemal mogłaby się zamknąć w obrazach. Ilustracje, które stworzył Shaun Tan niepokoją, ale jednocześnie przyciągają wzrok. Przypominają nieco surrealistyczne obrazy Dalego, są poetyckie i pełne metafor. Co ciekawe, książka trafia zarówno do młodszego czytelnika, jak i dorosłego. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie. I choć obrazów tu nie brakuje, wciąż jest mnóstwo miejsca dla wyobraźni. Musze przyznać, że dziesięciolatka nie tylko skupiała się na treści i przekazie, ale także ta przepiękna książka zapraszała ją do zastanowienia się nad technikami plastycznymi, które zastosował Shaun Tan. Zresztą, kiedy dzieciaki zobaczyły „Zgubione, znalezione”, wręcz zmusiły nas do nabycia tej książki…
Ha, jeśli chodzi o australijskich twórców, to nie znam ich zbyt wielu, ale tych, których dzieła czytałem wspominam naprawdę miło. Dla nieco starszych czytelników polecam szczególnie „Jaspera Jones’a” Craiga Silveya. Taka trochę uwspółcześniona wersja Tomka Sawyera, która przy okazji obnaża obłudę świata ludzi dorosłych.
Jakoś nie docierają do nas za często książki, które powstają spod pióra Australijczyków. O Silveyu nie słyszałam, za to przyszedł mi do głowy współczesny pisarz – Markus Zusak, który napisał bestsellerową powieść „Złodziejka książek”.