Do sięgnięcia po książkę „Zły Kocurek. Szkoła” Nicka Bruela w ogóle nie musiałam namawiać dzieci. Jak tylko zobaczyły ten tytuł, natychmiast zaczęły się go domagać. Dlaczego? Bo kochają koty, a tak się przypadkowo złożyło, że mieszka z nami dokładnie taki sam czarny kociak, jak bohater serii autorstwa Nicka Bruela. Wydawnictwo Mamania opublikowało cały cykl książek o „Złym Kocurku”. Tak właściwie mamy do czynienia z komiksem, rysunki swą formą przypominaj klasycznego „Garfielda” Jima Daviesa, czy „Fistaszki” Charlesa Schulza.
Nietrudno o kłopoty, kiedy spotkają się ze sobą szczeniak i kot. Małe dziecko już sobie nie pośpi, a na dodatek w ferworze zabawy zwierzaków nietrudno o wypadek. Cierpliwość dorosłych w kwestii zachowania Szczeniaczka i Kocurka właśnie się skończyła. Pierwszy się ślini, a drugi prycha i syczy. Razem ciągle prowadzą zażarte boje. Dlatego trafiają do szkoły.
Zwierzaki otrzymują plecaki, przybory szkolne i udają się na autobus. Jego kierowcą jest wujek Muniek, który uwielbia odpowiadać na trudne pytania. Dlatego wyjaśnia dlaczego koty uganiają się za kotami i czy mogą się zaprzyjaźniać. Do Szkoły dla Krnąbrnych Pupili trafia królik złoczyńca i bardzo groźny pies, który nienawidzi kotów. Na szczęście uważa, że Kocurek jest krową.
Jak będzie wyglądała nauka w szkole prowadzonej przez Diablę Ponurą? Okazuje się, że za tym groźnym imieniem i nazwiskiem kryje się niezwykle przemiła osoba. Pokaże zwierzętom o co chodzi z zasadami i jak one działają. Czy jednak sprawi to, że Kocurek wejdzie na właściwą drogę i zacznie się odpowiednio zachowywać? Kot jest charakterny, ale okazuje się, że posiada bardzo dobre serce. Pomaga innym zwierzętom, ale nie stara się nikomu przypodobać. Dzięki temu pozostaje sobą.
Komiks „Zły Kocurek. Szkoła” został wydany w twardej oprawie, więc jest odporny na kocie pazury. Okazał się bardzo zabawny, moim zdaniem, ale też według ośmiolatka i jedenastolatki. Każde z nas bawiło pewnie co innego, ponieważ w tej historii nie brakuje aluzji zrozumiałych dla nieco starszych czytelników, ale też sporo w tym komiksie żartów sytuacyjnych. Spodziewałam się czystej rozrywki, ale młodzi odbiorcy sporo się też dowiadują. Wykłady na temat zachowań zwierząt zawdzięczamy wujkowi Muńkowi. Natomiast nauczycielka mówi, że nie istnieją złe zwierzęta. Trzeba przyznać, że po Diabli Ponurej, która ma szkołę przypominającą Nawiedzony Dwór, nie spodziewałam się tak dobrego pedagogicznego podejścia. Okazuje się, że i zwierzęta mogą mieć doskonałych nauczycieli.
Komiks Nicka Bruela jest naprawdę zabawny. Czarno-biała kreska nie męczy oka, a przypomina klasyczne komiksy zamieszczane w gazetach codziennych. Bawią również postacie: zwłaszcza królik, który uważa się za superzłoczyńcę. Tekstu otrzymujemy niewiele, dzięki czemu już najmłodsi mogą samodzielnie przeglądać ilustracje, a początkujący czytelnicy się nie zmęczą odczytywaniem słów. Nie zdążyłam odczytać dzieciom tego komiksu na głos, ponieważ same się za nią zabrały i choć otrzymujemy ponad 150 stron, to pochłonęły go w krótkim czasie (z przerwami na lawiny gromkiego śmiechu). Ten typ humoru im odpowiada, ponieważ domagają się kolejnych książek z serii o „Złym Kocurku”.