Stanisław Grzesiuk wydał swoją autobiograficzną książkę „Boso, ale w ostrogach” pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. W czasach komunistycznych o wielu sprawach nie można było pisać, więc dopiero teraz po sześciu dekadach możemy poznać pełną wersję wspomnień warszawskiego barda, bez ingerencji cenzury. Do tej pory poznałam dwa tomy trylogii, w skład której wchodzą takie tytuły jak: „Pięć lat kacetu”, „Boso, ale w ostrogach” i „Na marginesie życia”.
Książka „Boso, ale w ostrogach” przenosi odbiorców do przedwojennej Warszawy. Zobaczymy, jak wyglądało życie codzienne w dzielnicy biedoty, na Czerniakowie. Poznamy to miejsce z perspektywy młodego chłopaka, cwaniaka, który właśnie tu dojrzewa i uczy się życia. Nawet o najtrudniejszych sprawach autor opowie nam w swoim specyficznym, gawędziarskim stylu.
Stanisław Grzesiuk ukazuje swoje awanturnicze życie, od czasów szkolnych. Już jako dziecko poznał prawa i zasady obowiązujące w jego dzielnicy i właśnie ich się trzymał. Ów czerniakowski kodeks nie zawsze szedł w parze z obowiązującym prawem, pozwalał jednak przetrwać w tej niebezpiecznej dżungli, a także dawał poczucie wolności tym, którzy się go trzymali.
Narrator opowiada w lekkim tonie o tym, w jakich uczestniczył awanturach, jak ścinał się z osobami uznającymi siebie za autorytety moralne, a w rzeczywistości byli obłudni, bo co innego głosili, a co innego robili. Nie potrafił dostosować się do tego, czego żądali wywyższający się przedstawiciele klasy średniej. Jakoś jednak trzeba było przeżyć, najlepiej w grupie takich ludzi, jak sam Grzesiuk. Autor opowiada o tym, jak zdobywał zawód i jak sobie radził w pierwszej pracy. Przede wszystkim skupia się na awanturach i burdach w których uczestniczył. Do bitki mogło doprowadzić choćby nietrzymanie się zasad obowiązujących na potańcówkach. Tutaj wszystkie te zasady mamy okazję poznać.
Bohater książki świetnie poznał honorowe reguły obowiązujące takich cwaniaków jak on. Trzymał się tego kodeksu, bo on pozwalał mu na utrzymanie wysokiej pozycji w społeczności, w której żył. Jako świadek i uczestnik burd, drobny złodziejaszek, wiedział komu wolno zabierać, a komu należy dawać. Opowiada o tym w żartobliwy sposób, przywołując kolejne anegdoty. Jednak te wesołe historie skrywają drugie dno. Widzimy przecież ubogich ludzi, bez perspektyw i szans na poprawę swojego bytu. Robotników, pracujących kilkanaście godzin dziennie. Bezrobotnych, którzy musieli sobie wiązać koniec z końcem, choćby kradnąc i kombinując, jak się da. Ludzi staczających się na dno, bo zabrakło im akurat tej odrobiny szczęścia, jaką miał narrator opowieści, czy ci z klasy uprzywilejowanej.
W książce zobaczymy również początek drugiej wojny światowej z perspektywy zwykłego mieszkańca Warszawy. Bohater książki choć przygotowywał się do obrony kraju, nie zdążył dołączyć do żadnego z oddziałów Wojska Polskiego i wrócił do miasta po jego kapitulacji. Jak radzili sobie młodzi ludzie z okupantem? Sam Grzesiuk działał w konspiracji i został aresztowany podczas łapanki, a potem trafił na przymusowe roboty do gospodarstwa w Niemczech. Spróbował ucieczki, ale został złapany i ostatecznie trafił do obozu koncentracyjnego. Tę historię można poznać dzięki książce „Pięć lat kacetu”.
„Boso, ale w ostrogach” jest opowieścią barwną o życiu młodych, ale biednych ludzi w przedwojennej Warszawie. Żartobliwy ton autora nie ukrywa jednak problemów, z którymi zmagali się najbiedniejsi mieszkańcy stolicy. Oni musieli szybko dojrzeć, by pomóc pozostałym członkom rodziny. Do cennych umiejętności należało posługiwanie się nożem, celne uderzanie z główki, czy szybkie posługiwanie się pięściami. Honor był dla młodych ludzi najważniejszy i walczyli zawzięcie o swoją wolność. Mottem Grzesiuka były słowa „Boso, ale w ostrogach”. One świetnie oddają jego charakter, a narrator tej opowieści zawsze się ich trzymał. Opowiedział o tym w gawędziarskim stylu, oddającym język i obyczaje jego dzielnicy. Dzisiaj w tej przeredagowanej na nowo książce, możemy poznać styl Grzesiuka, bez ograniczeń narzucanych przez cenzurę.
Od dawna planuję sięgnąć po tę książkę i ciągle o niej zapominam. Dziękuję za przypomnienie 🙂 Pozdrawiam!
A dodam tylko, że warto. Pozdrawiam 🙂
JA z chęcią sięgnę po tę książkę, widzę że w formie e booka też jest, tym lepiej dla mnie, pozdrawiam i zapraszam do siebie – jutro recenzja Drakuli.
Książka jest dosyć obszerna, więc na czas letnich podróży polecam e-booka. 🙂
Zamierzam czytać. Twoja recenzja kusi mnie jeszcze bardziej.
Ciekawa jestem, jakie będą Twoje wrażenia po lekturze tej ksiażki. 🙂