„Mysie przysmaki” – Arnold Lobel

Mysie przysmaki, Arnold LobelPo historiach o Żabku i Ropuchu w roli głównej, przyszedł czas na mysie opowieści. Bajeczki Arnolda Lobela poznajemy dzięki świetnym przekładom Wojciecha Manna. Choć moje dzieci już nieco wyrosły z takich opowieści, okazuje się, że wcale nie trzeba namawiać ich do sięgnięcia po kolejne tytuły tego autora, jak tylko pojawiają się w księgarniach. Co innego wyniesie z tych opowiastek trzylatek, co innego trochę starszy czytelnik. Pewne jest to, że każdy z nich otrzymuje literaturę najwyższych lotów.

Najmłodsi lubią podczas lektury świetnie się bawić. Opowieść „Mysie przysmaki” wprowadzi je w nieco inny świat, bo podszyty grozą. Kiedy pewna myszka ma trafić do garnka łasicy, przekonuje drapieżnika, że do każdego apetycznego dania potrzebna jest jeszcze lepsza opowieść. Proponuje łasicy cztery historie, dzięki którym zupa ma stać się smaczniejsza.

Groźny drapieżnik daje się zwieść. Być może robi to z łapczywości, albo uwielbia ciekawe historie. Z zapartym tchem słucha bajeczek. Pierwsz jest o myszce, której na głowę spadło gniazdo os. Rezolutne stworzonko musiało odnaleźć sposób, by uwolnić się od niebezpiecznych owadów. Zastosowała pewien błotny fortel i tym sposobem pozbyła się nieproszonych gości. Z kolejnej historii dowiemy się, co mogą czuć dwa kamienie, które przez wieki trawi ciekawość, co znajduje się po drugiej stronie wzgórza. Trzecia opowieść dotyczy pewnego nieporozumienia między panią myszką a świerszczem. Co może być gorsze dla gryzonia, gdy pod oknem koncertuje owad? Kolejne grające świerszcze… W ostatniej historii zaskoczyć może to, w jaki sposób  starsza mysz potraktowała krzak, który wyrósł na jej fotelu. W co się zamienia ciernisty krzew, gdy zostanie podlany?

Z każdej z tych czterech opowieści płynie subtelne przesłanie. Zmusza ono młodych odbiorców do myślenia. Najpierw trudno im przewidzieć, co będzie dalej, a potem zobaczą, że działania myszy dały pewien skutek. Malutkie stworzonka zachwycają swym sprytem, a także mądrością. To jednak dopiero początek, bo jeszcze istotny jest finał całej historii. Jak potoczą się losy myszki złapanej przez łasicę? Czy zostanie przysmakiem drapieżcy?

„Mysie przysmaki” zaskakują prostotą. Arnold Lobel tak skonstruował historie, że zaciekawią one nawet trzylatka. Dzięki bajeczkom rośnie apetyt… na kolejne historie. Jestem przekonana, że maluchy pokochają uroczą myszkę zwłaszcza za umiejętność snucia pięknych opowieści, nawet gdy jej życiu zagraża niebezpieczeństwo. „Mysie przysmaki” dla wielu dzieci będą książeczką do przeczytania w jeden wieczór, choć z pewnością będą do niej wracały. Nic dziwnego, że opowieści Arnolda Lobela trafiły do klasyki. Myślę, że przekład Wojciecha Manna świetnie oddaje wartość literacką tekstów tego bajkopisarza. Natomiast powiększona czcionka ułatwi naukę czytania początkującym czytelnikom. Cieszę, że jest coraz więcej książek Arnolda Lobela i niecierpliwie czekam na kolejne. Dzięki nim mogę proponować maluszkom wartościowe, interesujące i zabawne historie z ilustracjami w stylu, który doskonale rozpoznają wszyscy sięgający po książki tego autora.Mysie przysmaki, Arnold Lobel

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *