„Soroczka” – Angelika Kuźniak

Soroczka, Angelika KuźniakAngelika Kuźniak przyzwyczaiła nas, czytelników, do tego, że pisze opowieści biograficzno-reporterskie. Czytałam  „Papuszę” (2013), i napisaną razem z Eweliną Karpacz-Oboładze biografię „Czarny Anioł. O Ewie Demarczyk” (2014). Za książkę „Stryjeńska. Diabli nadali” dziennikarka była nominowana do Nagrody Nike w 2016 roku. Tymczasem najnowsza publikacja Angeliki Kuźniak pt. „Soroczka” nieco różni się od wymienionych wcześniej książek.

Mamy do czynienia ze zbiorem rozmów, jakie autorka przeprowadziła ze starszymi ludźmi. Był to artykuły do „Dużego Formatu”. W książce umieszczono dwanaście tekstów, do niektórych z nich dołączone są zdjęcia Anny Bedyńskiej.

Tematem przewodnim jest ubiór, który ludzie przygotowują sobie do trumny, jeszcze za życia. Właśnie tytułowa „soroczka” to taka koszula, którą zakładało się na Kresach na ślub, ale też po śmierci. Stanowiła coś w rodzaju klamry łączącej egzystencję na ziemi, z tym co czeka nas po odejściu z tego ziemskiego padołu.

Listopad jest miesiącem, kiedy tradycyjnie odwiedzamy groby naszych bliskich zmarłych. W tym roku nie było to możliwe, ale upamiętnianie ludzi, którzy odeszli powinno oswajać nas z nieuchronnością śmierci. Czy tak się dzieje? Współczesna popkultura, która sławi młodość, raczej nie przyjmuje takich rozważań. Tymczasem osoby, z którymi rozmawiała autorka książki, są na ten moment przygotowani. Pomyśleli już o wszystkim, choć nie potrafią powiedzieć, czy ich życzenia zostaną spełnione.

Angelika Kuźniak pozwala przemówić ludziom, którzy na co dzień nie są zauważani. Samotni, czekający na kontakt z drugim człowiekiem wreszcie mogą komuś zwierzyć się z bardzo intymnych spraw. Opowieść o ubraniach „na śmierć” stają się pretekstem do rozważań o życiu. Niekiedy słyszymy historie, które nigdy wcześniej nie zostały wypowiedziane na głos. Bywają zbyt trudne i bolesne, by zwierzyć się z nich bliskim. Niekiedy tych ukochanych ludzi już nie ma, bo odeszli z tego świata. Bywa tak, że żywi niezbyt często się kontaktują, ponieważ wolą na Boże Narodzenie wybrać się na Dominikanę, niż pojechać do starszej babci.

Nie bez powodu skupiłam się na zmyśle słuchu. W „Soroczce” mamy do czynienia z językiem, który kojarzy się z opowieściami ustnymi, jakie przekazywali sobie ludzie z pokolenia na pokolenie. Nie spisywali ich, więc istotna była umiejętność słuchania. Angelice Kuźniak tego nie brakuje, w książce pojawia się, właśnie jako ta osoba, która potrafi oraz chce wysłuchać. Mamy wrażenie, że wraz z nią jesteśmy ostatnimi ludźmi, którym dane jest poznanie historii osoby opowiadającej.

Tym, co łączy dwanaście opowieści jest jedna z pieśni pustonocnych. W dawnej Polsce obrzędy pogrzebowe miały złożoną oprawę, która nie polegała tylko i wyłącznie na złożeniu ciała do grobu. W tych ceremoniach brała udział cała wieś, śmierć nie była tematem tabu, jak dzisiaj. Angelika Kuźniak w „Soroczce” pozwala nam, odbiorcom, na chwilę chociaż zatrzymać się w pędzie życia, by zobaczyć innych ludzi. Tych, którzy każdego dnia po trochę znikają, ponieważ wszystko mają za sobą. Ich postawa i historie, jaki przekazują, uświadamiają nam, co jest tak naprawdę ważne. Przede wszystkim jednak poruszają, a także zmuszają do myślenia. Bohaterowie „Soroczki” są przygotowani do ostatniej drogi i potrafią o tym opowiadać w sposób niby prosty, a jakże piękny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *