O Agnieszce Osieckiej co jakiś czas bywa głośno. Tym razem za sprawą telewizji, która emituje serial o tej wybitnej postaci. Jako miłośniczka słowa pisanego wolę sięgać po biografie interesujących mnie osób. Dlatego, kiedy zaraz na początku tego roku Wydawnictwo Marginesy wydało książkę Zofii Turowskiej „Osiecka. Nikomu nie żal pięknych kobiet”, postanowiłam po nią sięgnąć. Nie mogłam przejść obojętnie obok tego tytułu. Okazało się, że nie mam do czynienia z typową biografią.
Książka zaczyna się od słów Agnieszki Osieckiej. Opowiada ona powrocie z Zakopanego do Warszawy oraz rozpoczynającej się okupacji niemieckiej. Wojenne lata wspomina dziewięcioletnia dziewczynka. Wychowywała się w domu z surowym ojcem, muzykiem. Między rodzicami a Agnieszką panował dystans. Wiele oczekiwano od dziewczynki, a ona chciała zaspokoić ambicje rodziców. Brakowało jej codziennej czułości, ciepła, miało to ogromny wpływ na jej dalsze życie. Do tego domu mimo wszystko chętnie wracała. Saska Kępa była tym miejscem, które stanowiło to, co można nazwać gniazdem i traktowała z uczuciem. Te emocje odzwierciedla jedna z najsłynniejszych piosenek Agnieszki Osieckiej pt. „Małgośka”.
Przyszła artystka od początku pisała. Świetnie radziła sobie w nauce. Nie oznacza to, że musiała spędzać dużo czasu nad książkami. Wchłanianie wiedzy przychodziło jej naturalnie. Wolała spędzać czas z ludźmi. Sporo dały jej praktyki dziennikarskie w Gdańsku w redakcji „Głosu Wybrzeża”. Tam pracowali tacy wybitni ludzie jak Stanisław Dygat, Maciej Słomczyński, Mieczysław Jastrun, Arkady Fiedler. Agnieszka Osiecka wyróżniała się od samego początku.
W książce zobaczymy, jak wyglądały relacje poetki z Hłaską, Frykowskim, Przyborą, Passentem, czy ostatnim mężczyzną jej życia. Dlaczego nie udawały się te związki? Czy Osiecka szukała stałego partnera, czy była zmienna w uczuciach? Odpowiedzi na te pytania okażą się złożone. Autorka książki pokaże jak wyglądały te relacje, czego oczekiwał mężczyzna, a czego Agnieszka Osiecka. Zofia Turowska pozostaje jednak na tyle dyskretna, że nie podaje nawet nazwiska ostatniego partnera artystki. Nie chodzi jej o szukanie sensacji, co o rzetelny opis ukazany z wyczuciem.
Wiele osób ma wrażenie, że świetnie zna Agnieszkę Osiecką. Wszystko za sprawą jej twórczości. Piosenkami poetki żyła cała Polska. Do dzisiaj okazują się aktualne, choć nie pamiętamy, kto był twórcą muzyki, znamy autorkę słów. Mistrzowskie żonglowanie słowem, zaskakujące zestawienia wyrazowe to również podkreśla autorka książki. W biografii pojawia się sporo fragmentów utworów, nie tylko tych, które wciąż potrafimy zanucić i powtórzyć parę słów refrenu. Zofia Turowska opowiada, jak doszło do powstania tych najbardziej popularnych szlagierów, ale również tych mniej znanych tekstów. Właśnie przez pryzmat twórczości odkrywamy Osiecką. Choć obracała się w kręgu elity kulturalnej, rozrywkowej czasów PRL-u, to mimo, że wielu ją znało, mało kto wiedział, jaka jest naprawdę. Czasy w których żyła artystka też zostały odpowiednio zaprezentowane, więc nawet osoby nie pamiętające poprzedniej epoki, świetnie wszystko zrozumieją.
Książkę „Osiecka. Nikomu nie żal pięknych kobiet” zaliczyłam do kategorii biografia. Zofia Turowska portretuje wybitną artystkę, ale w sposób subtelny, bez doszukiwania się taniej sensacji. Nie tylko nie odkrywa przed czytelnikiem wszystkiego, nie stawia kropki nad i, ale zmusza nas odbiorców, byśmy sami zastanowili się, jaki wykreowaliśmy sobie obraz Agnieszki Osieckiej, a następnie zmienili swoją dotychczasową wizję. Za sprawą książki otrzymujemy podwójną ucztę literacką. Z jednej strony dzięki umieszczonym tu tekstom poetki, jak i dzięki temu, w jaki sposób Agnieszkę Osiecką opisuje Zofia Turowska.