„Pasażer“ i „Stella Maris“ – Cormac McCarthy

Stella Maris, Pasażer, Cormac McCarthyCzy trzeba przedstawiać Cormaca McCarthy’ego? Myślę, że każdy miłośnik literatury rozpoznaje to nazwisko. Niestety w czerwcu tego roku pożegnaliśmy pisarza, co niemal zbiegło się z premierą dwóch książek tego autora. „Pasażer” i „Stella Maris” są jego najnowszymi dziełami, choć McCarthy kazał nam na nie długo czekać. Warto wziąć pod uwagę, że oba tytuły są zależne od siebie. Zaczęłam od sięgnięcia po „Pasażera”, gdyż nie sugerowałam się żadnymi opiniami, ale najlepiej byłoby czytać obie książki równorzędnie, albo zacząć od „Stelli Maris”.

Akcja obu powieści rozgrywa się w Ameryce drugiej połowy XX wieku. Główni bohaterowie dylogii to rodzeństwo Westernów. W książce „Stella Maris” poznajemy najpierw siostrę Bobby’ego. Na początku lat siedemdziesiątych Alicia trafia do zakładu psychiatrycznego. Robi to na własne życzenie. Powieść czyta się jak dramat, czy gotowy scenariusz filmowy, gdyż otrzymujemy zapiski rozmowy młodej kobiety z terapeutą. Podczas codziennych sesji dowiadujemy się sporo o dziewczynie oraz o jej rodzinie.

Alicia i Bobby dorastali we wschodnim Tennessee, a ich rodzice pracowali w Oak Ridge przy projekcie Manhattan. Każdy, kto był tego lata na filmie pt. „Oppenheimer” doskonale wie, o co chodzi. Rozmowa, którą prowadzi dziewczyna ze swoim lekarzem, okazuje się bardzo wymagająca zarówno dla psychiatry, jak i dla czytelników. Alicia jest genialną matematyczką, która z jakiegoś powodu porzuciła naukę. Jej inteligencja powoduje, że lekarz musi mieć się cały czas na baczności. Każda niekonsekwencja, brak logiki w jego wypowiedziach zostaną natychmiast wyłapane.

Młoda kobieta posiada świetny słuch muzyczny, grała na skrzypcach, ale również i tę pasję z jakiegoś powodu porzuciła. Dziewczyna świetnie zna się na matematyce, liczby widzi kolorami, ale podczas sesji rozważa też kwestie moralne związane z budową bomby atomowej, co oczywiście wiąże się z projektem Manhattan, ale nie tylko. Bohaterka zastanawia się nad samą rzeczywistością, czym ona jest, mechaniką kwantową, nad filozoficznymi problemami od Schopenhauera zaczynając na pytaniach dotyczących Boga. Alicia myśli o śmierci, ale ma też problem z nieproszonymi gośćmi, których widzi tylko ona. Dla lekarza są oni objawem choroby psychicznej.

Podczas lektury powieści „Pasażer” dowiemy się, że Bobby nie może pogodzić się ze śmiercią siostry. Jest 1985 rok, a mężczyzna, były kierowcy rajdowy i fizyk, próbuje odkryć prawdę o śmierci  Alicii. Pracuje jako nurek, ale kiedy pod wodą odnajduje samolot, w którym brakuje jednego z pasażerów, zaczyna mieć kłopoty. Jest stale nękany przez agentów federalnych. Próbuje im umknąć, odbywając podróż po Stanach Zjednoczonych.

Podczas lektury szybko zauważymy, jak mocno różnią się te powieści od tego, do czego się przyzwyczailiśmy. Zwłaszcza „Stella Maris”, podczas lektury której nieustannie trzeba pilnować, kto akurat mówi. Nie znajdziemy w niej żadnych myślników, czy określeń dotyczących tego co czują bohaterowie. Pozostaje nam tylko zapis rozmowy. Sami musimy domyślić się, co kryje się między słowami. Cormac McCarthy niczego nie ułatwia, a wręcz stawia poprzeczkę coraz wyżej, gdy tylko posłuchamy tego, co ma do powiedzenia Alicia na temat fizyki kwantowej, czy też kwestii natury filozoficznej. Trudno za nią nadążyć, trzeba wracać do jej słów, a często przyjąć, że jej rozważania leżą poza naszymi możliwościami zrozumienia. Warto tutaj dodać, że McCarthy był stypendystą Fundacji MacArthurów nazywanej grantem dla geniuszy, a następnie został zaproszony do świata nauki: jako jedyny pisarz na świecie należał do słynnej niezależnej interdyscyplinarnej instytucji badawczej Santa Fe Institute.

W dylogii Cormaca McCarthy”ego zaskoczyć może nas forma, w jakiej napisane są obie książki. Wspomniałam o nietypowym zapisie dialogów, dzięki którym „Stellę Maris” czyta się niemal jak dramat. Z kolei w „Pasażerze” główna oś fabularna przeplatana jest z historią Alicii. Tu jest miejsce na rozmowy z Talidomidowym Dzieciakiem, który w „Stelli Maris” jest tylko przywoływany w opowieściach Alicii. W tej części bohaterka rozmawia z Dzieciakiem, co w odróżnieniu od głównej historii Bobby’ego zapisane jest kursywą. Cormac McCarthy obie książki pisze nieco inaczej, choć dotyczą postaci związanych ze sobą. Okaże się, że relacja rodzeństwa jest pod niezwykła pod wieloma względami. Są to ludzie, którzy zostali naznaczeni moralnie w jakimś stopniu tym, co działo się w związku z operacją Manhattan. Jeśli chodzi o formę „Pasażera” pisarz korzysta nawet z konwencji thrillera, gdyż to co dzieje się na początku „Pasażera” zaczyna się w sensacyjny sposób, ale potem zmierza w innym kierunku. McCarthy poprzez dylogię przede wszystkim naprowadza nas na złożone kwestie filozoficzne. Czym jest dobro i zło, czym jest rzeczywistość, czy istnieje Bóg? „Stella Maris” oraz „Pasażer” nie są łatwymi lekturami, wymagają od czytelnika pełnego skupienia i uwagi, ale jest nad czym się zastanawiać. Dylematy i rozważania bohaterów, a także ich emocje z pewnością zostaną z odbiorcą na dłużej.

„Stellę Maris” i „Pasażera” przetłumaczył Robert Sudół

  1. Dzięki za recenzję. Ja w tym roku robię sobie retrospektywę Cormaca (jestem na „W ciemność”), chcę zobaczyć jak się go czyta po dekadzie. Dyptyk będzie kropką, czy właściwie dwukropkiem nad „i” 😉 Ale z recenzjami CMC zawsze miałem kłopot, poza Trylogią Pogranicza (western, czyli moje rejony) nie poddaje się łatwej analizie. Robię notatki na bloga, ale raczej lakoniczne.

    • Widzę, ze nie jestem sama. Trudno wyrazić słowami wszystko to, co przebiega przez umysł w trakcie lektury i pojawia się po niej. Również mam taki plan, by przypomnieć sobie twórczość McCarthy’ego po latach. Właśnie zabieram się za „Drogę”. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *