Książka Anny Kańtoch pt. „Czarne” niedawno doczekała się wznowienia. Nie czytałam powieści w 2012 roku, ale miałam okazję poznać ją teraz. Zaintrygował mnie tytuł książki, a także fakt, że część powieści wydrukowana została na czarnych stronach. Chciałam wiedzieć, jaka opowieść skrywa się między okładkami, a sam opis z tyłu książki okazał się bardzo tajemniczy. Trudno było na jego podstawie coś konkretnego wywnioskować. W takiej sytuacji najlepiej poznać całą opowieść.
Główna bohaterka powieści jest młodą osobą. Dlaczego przebywa w sanatorium dla nerwowo chorych? Trudno coś wywnioskować na początku oprócz tego, że mamy do czynienia z kimś wyjątkowo wrażliwym. Myślami kobieta wraca do miejsca, które okazało się dla niej niezwykle ważne. Co wydarzyło się w Czarnym, że tak mocno odbiło się na bohaterce książki?
Pytanie, jakie pojawia się podczas lektury, prowadzi nas do określenia czasu akcji powieści. Czy główne wydarzenia miały miejsce w 1914 czy 1935 roku? W tle jeszcze przewija się powstanie styczniowe, które również jest istotne dla opowieści. Określenie czasu okazuje się trudne nie bez powodu. Anna Kańtoch celowo utrudnia nam to zadanie. Jeśli zagłębimy się w historię, w pewnym momencie zrozumiemy, że właśnie ów czas ma tu istotne znaczenie, wręcz jest kluczem do zrozumienia opowieści.
Piękna aktorka Jadwiga Rathe budzi podziw swoją urodą. Zachwyca się nią pewien malarz, który zaprasza ją do siebie na letnisko, by w pięknym miejscu namalować jej portret. W domu oprócz tej pary, są jeszcze dzieci malarza i jego żona. Między tymi postaciami dochodzi do różnego rodzaju interakcji. Każdy ma coś do powiedzenia i do ukrycia, inaczej reaguje na zachowanie domowników i pięknej kobiety. Również to, co robi Jadwiga, budzi liczne pytania.
Co się stało w Czarnym? Podczas lektury staramy się rozwikłać zagadkę. Czy mamy jednak do czynienia z powieścią kryminalną? Niezupełnie. Anna Kańtoch buduje w książce nastrój tajemniczości trochę jak w filmie „Piknik pod Wiszącą Skałą”. Napięcie narasta. Chwilami czujemy się nieco zgubieni. Musimy uważać, kto jest kim w tej historii. Narracja pierwszoosobowa niech nas nie zmyli. Czy mówi do nas Jadwiga, czy Irenka, a może jeszcze ktoś inny? Dlaczego chwilami zdaje się, że druga jest tą pierwszą i odwrotnie? A może historię opowiada ktoś szalony, komu mieszają się postacie oraz czas? Jak wyłonić z tej opowieści to, co wydarzyło się naprawdę?
Anna Kańtoch przenosi nas za sprawą swojej historii głównie do czasów międzywojnia. Buduje opowieść w klimacie tajemniczości, niesamowitości, rozbudzając w nas kolejne pytania. Czas, miejsce, bohaterowie przenikają się na różnych poziomach i trzeba bardzo uważać w trakcie czytania. W tle pojawia się urokliwe choć jednocześnie mroczne letnisko, sanatorium dla nerwowo chorych, ale zobaczymy również pewien seans spirytystyczny. Opowieść należy do takich, w których nie dostajemy gotowych odpowiedzi. Czarne strony wprowadzają nas w klimat znany z powieści gotyckich, choć można zatrzymać się na jasnych, tradycyjnych stronach, a wtedy otrzymamy nieco inną historię. Jak widać, książkę można poznawać na kilka sposobów, przynajmniej dwa razy. Wystarczy podjąć grę, do której zaprasza nas autorka, a przemyśleń nam nie zabraknie podczas tej niezwykłej literackiej podróży. Teraz już wiem, dlaczego z tyłu na okładce tak niewiele wyjaśniono. Sama obecnie nie mogę zdradzać fabuły, by za wiele nie odkryć przed potencjalnym odbiorcą i nie odebrać mu przyjemności z czytania powieści „Czarne”.