Czy należysz do osób, które mają słabość do kotów? A może co rano budzi Cię kot domagający się karmy? Należę do tej grupy osób, która ma słabość do tych stworzeń. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu towarzyszą nam aż trzy koty. Dokładnie tak jak w książce Stefanii Gander „Chyba nie jestem Bogiem”. Powieść jest debiutem włoskiej autorki, ale doczekała się statusu fenomenu literackiego, gdyż pokochało ją wielu czytelników. Polska premiera tego tytułu, wydanego nakładem wydawnictwa Znak JednymSłowem, miała miejsce niedawno, bo w czerwcu tego roku. Książka przetłumaczona została przez Julię Ratajczak-Jeziorską, ponadto wzbogacono ją ilustracjami Marty Róży Żak.
Głównym bohaterem i narratorem opowieści jest Puszek. Widzimy go jako kociaka, który uznaje, że został porwany. Zabrano go od mamy w nowe miejsce. Wprawdzie otrzymał świetne warunki, ale początkowo nie ufa ludziom, którzy go trzymają z daleka od najbliższej mu rodzicielki. Z czasem kociak oswaja się z sytuacją i poznaje nowy dom. Są w nim jeszcze dwa koty i dwoje dwunogich.
Jak wygląda świat oczyma Puszka? Oglądamy zabawne sytuacje, które zupełnie inaczej wyglądają z perspektywy kota, a inaczej wyobrażamy sobie je z ludzkiego punktu widzenia. Przede wszystkim kociak nie bardzo wie, jak ma na imię. Często słyszy słowa „nie”, albo „Boże”, więc przypuszcza, że może któreś z nich go dotyczy. Dwunodzy zachowują się dziwnie, a nasz narrator opowiada o nich na swój koci sposób.
Mimi, Felek i Puszek stanowią trio indywidualistów. Ich przyjaźń nie jest łatwa, ale najmłodszy kocurek nawiązuje bliską relację z Mimi, którą wręcz nazywa mamą. Niestety kotka ma swoje lata i widzimy, jak staje się coraz słabsza. Z kolei Felek będzie gorzej sobie radził, gdy pojawi się trzeci domownik. Rodzina (niemal) bezwłosych istot się powiększy, a nasz bohater dojdzie do wniosku, że ludzie mają coś wspólnego ze sfinksami.
W tej historii będzie wiele chwil wywołujących uśmiech na twarzy. Poznajemy różne kocie rozważana. Puszek z pewnością nie raz rozbawi czytelników, choć nie zabraknie momentów trzymających w napięciu, np. w sytuacji gdy kot będzie spacerował po balustradzie balkonu. Zobaczymy, jak się skończy ta zabawa. Oczywiście stanowi to pewnego rodzaju przestrogę dla właścicieli kotów, którzy nie zabezpieczają tego typu miejsc.
Książka „Chyba nie jestem Bogiem” jest niewielka objętościowo. Składa się z krótkich rozdziałów przedstawiających jakąś sytuację z życia kocio-ludzkiej rodziny. Puszek szybko skrada nam serce i trudno się z tą historią rozstawać. Okaże się też, że podstawą tej opowieści wcale nie jest humor, a właśnie kocia relacja z najbliższymi mu osobami. Będzie wiele emocji, wzruszeń i z czasem okaże się również, że w książce mowa nie tylko o kotach, ale także historia o stracie.
Stefania Gander zaskoczyła mnie trafnymi opisami kocich zachowań, w wyjątkowej, bo kociej perspektywie. Kiedyś czytałam „Dziennik Edwarda Chomika” i z tym tytułem skojarzyła mi się opowieść „Chyba nie jestem Bogiem” ze względu właśnie na przemyślenia głównych bohaterów, którzy stają się jednocześnie narratorami całej historii. Rozważania Puszka bywają naiwne, ale w swej prostocie skłaniają do refleksji. Trzeba również podkreślić język, jakim posłużyła się Stefania Gander. Kocur mówi nam, co słyszy od ludzi. Nazywa rzeczy na swój sposób, np. płacz, tu nazywany będzie „niepłacz”, bo w ten sposób wszyscy mówią, gdy ktoś wylewa łzy. Takich zabawnych przejęzyczeń będzie sporo, choć z drugiej strony znajdziemy tu wiele wzruszających momentów, dlatego chusteczki podczas lektury tej historii okażą się konieczne.
PS Książkę na język polski przełożyła Julia Ratajczak-Jeziorska. 