Jeśli ktoś kocha książki, z tym samym kojarzy Justynę Sobolewską. Dziennikarkę, autorkę licznych biografii, twórczynię podcastu „Polityka o książkach”. Czternaście lat temu opublikowała „Książkę o czytaniu”, a teraz przyszedł czas na pewną zmianę, gdyż najnowszy tytuł jest bardzo zbliżony, a jednak nie całkiem taki sam. „Książka o (nie)czytaniu” opublikowana została jesienią 2025 roku nakładem Wydawnictwa Iskry, w innym świecie, niż ponad dekadę temu. Choć nie czytałam pierwszej „Książki o czytaniu”, zdaję sobie sprawę, że obecnie potrzebujemy pewnych aktualizacji, gdyż nasze poznawanie książek przez ten czas nieco się zmieniło.
Jak łatwo domyślić, będziemy mieli do czynienia z opowieścią o człowieku zajmującym się czynnością zwaną czytaniem. Łatwo powiedzieć, choć trudniej wykonać. Czytanie wymaga oddania się jednemu zadaniu. Trudno robić coś jednocześnie w trakcie lektury. A przecież wiele osób w zasięgu ręki posiada wiele rozpraszaczy. Powiadomienia, wiadomości w telefonie, scrollowanie, a nawet zwykła rozmowa z drugim człowiekiem wyciągają nas ze świata przedstawionego w książce. O tym trudno nie wspomnieć w „Książce o (nie)czytaniu”.
Znajdziemy w niej znacznie więcej. Dowiemy się również, kim jest „typowa czytelniczka”, czy nadal czytamy w toalecie, a jeśli poza nią, to gdzie i w jakiej pozycji. Skąd znamy te wszystkie sposoby czytania? Oczywiście z literatury i dzięki jej badaczom. Nie każdy wie, jakie były przyzwyczajenia Georgesa Pereca, czy Marcela Prousta w tej kwestii. Sama Justyna Sobolewska wspomina o swoim czytaniu na szafie, gdy była dzieckiem i choć osobiście nigdy nie czytałam książek w wodzie czy w wannie, jak niektórzy, ale nad morzem już mi się zdarzało.
Kiedy przyjrzymy się zwyczajom czytelniczym innych ludzi, dowiemy się, jak traktują książki. Odkryjemy tym samym, że jedni zaginają rogi, inni podkreślają i notują na marginesie. „Tego nie robi się książce”, taki jest tytuł rozdziału poświęconego temu, co robimy różnym publikacjom. Ciarki pojawiają się na skórze, kiedy autorka opowiada o ludziach wyrywających i zjadających przeczytane strony. Taką książkę zapamiętałabym chyba na zawsze i miałabym nadzieję, że jakoś ją strawię bez wielkiego bólu brzucha.
Justyna Sobolewska pozwala czytelnikowi znaleźć odpowiednie dla siebie miejsce czy grupę ludzi o podobnych przyzwyczajeniach okołoksiążkowych. Nie muszą być prawdziwi, mogą być postaciami literackimi, z którymi się utożsamimy. W „Książce o (nie)czytaniu” autorka opowiada w sposób zaskakujący, często zabawny. Bywają też sytuacje przerażające związane z przyzwyczajeniami, procesem czytania, czy gromadzenia księgozbiorów. Przykłady przywoływane przez Justynę Sobolewską popierane są odwołaniami do literatury i tego, co wiemy z biografii pisarzy. Łatwo się domyślić, że autorka musiała przeczytać stosy książek, by móc w tym świecie tak świetnie się przemieszczać.
Nie wiem, czy książki nas zmieniają, ale z pewnością inaczej odbieramy te same tytuły czytane ponownie po latach. W zależności od tego, co z nami się dzieje w życiu, również inaczej poznajemy różne historie. Wystarczy przypomnieć sobie, jak nam się czytało, gdy byliśmy zamknięci w domach w czasie pandemii, albo gdy zaczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę. Również zmieniająca się rzeczywistość wpływa na to, czy jesteśmy się w stanie skupić na lekturze i jakie książki będziemy wybierali i kupowali do swoich domowych bibliotek.
Justyna Sobolewska daje nam swoją opowieścią nadzieję, że pisarze będą mieli dla kogo tworzyć i mimo kryzysów książki przetrwają. Dopóki są tacy czytelnicy, jak autorka „Książki o (nie)czytaniu”, z pewnością nic nie zagraża czytelnictwu. Zdarza mi się po przeczytaniu jakiejś powieści, że sięgam po tytuł z nią powiązany, albo wspomniany w tekście. W przypadku książki Justyny Sobolewskiej będzie to bardziej złożone, ponieważ odniesień jest naprawdę wiele. Autorka nieustannie cytuje, przywołuje pisarzy, odwołuje się do własnych doświadczeń czytelniczych. Jej „Książka o (nie)czytaniu” na zewnątrz może być niepozorna (choć wcale tak nie jest, wystarczy zerknąć na okładkę), jednak już po pierwszych zdaniach widzimy, że ten esej o miłości do słowa pisanego skłoni nas do głębszych rozważań. Wyobrażam sobie „Książkę o (nie)czytaniu” jako niewidoczną na zewnątrz grzybnię, która prowadzi mnie rozbudowaną siecią powiązań do innych literackich światów. W ten sposób połączona została czynność pozornie samotnicza w pewną wspólnotowość. Justyna Sobolewska wiedzie nas do innych książek, pisarzy, ale również do tych, dla których czytanie jest ważne. Uwielbiam taki styl pisania, a także podejmowana tematykę, więc nie potrafiłam się oderwać od tej wspaniałej opowieści. Pochłonęłam ją bardzo szybko i żadne rozpraszacze nie potrafiły mnie odciągnąć od książki.