Dzieci od dawna domagały się kolejnej części książki Moni Nilsson. Zając spełnił ich prośby, dlatego mogliśmy sięgnąć po czwartą część – „Tsatsiki i miłość”. Został nam już tylko jeden tom przygód tego sympatycznego bohatera literackiego, a chciałoby się więcej…
Tym razem Tsatsiki wyjeżdża do Grecji, by pożegnać się z umierającym dziadkiem. W Agios Ammos prócz dorosłych, jest też ulubiona kuzynka chłopca – Elena. Ona właśnie sprawi, że ten smutny czas stanie się bardziej znośny dla Tsatsikiego. Chłopiec poznaje co to śmierć i żałoba. Dostrzega też pewne różnice kulturowe, gdyż w Grecji ludzie zachowują się nieco inaczej niż w Szwecji. Po tym, że ktoś zmarł można się dowiedzieć dzięki temu, że przed drzwiami wejściowymi stoi wieko od trumny. Natomiast pogrzeb odbywa się już następnego dnia. Żałobnicy nie kryją uczuć, a podczas ceremonii pojawiają się płaczki.
Mimo tych smutnych chwil, Tsatsiki przeżywa również mnóstwo szalonych przygód. Czasami ma wyrzuty sumienia, że tak świetnie się bawi, ponieważ powinien czuć się cały czas smutny. Ale Elena ma tak niesamowite pomysły, że przez chwilę chłopiec zapomina o żałobie.
Po wakacjach Tsatsiki rozpoczyna czwartą klasę. Teraz już ma nieco inne problemy niż wcześniej. No właśnie – miłość. Per Hammar nigdy się nie całował, więc Tsatsiki chce mu w tym pomóc. Jako, że chłopcy są już starsi, czas na prawdziwe pocałunki. Rozterek miłosnych również nie zabraknie. Tym razem bohater rozsmakuje się w pisaniu listów. Moni Nilsson opowiadała podczas Literackiego Sopotu, że miała problem z tym, jak je sformułować. Poprosiła więc syna, by jej pokazał taki list miłosny. Tylko, że chłopiec za nic się nie chciał zgodzić. Pomogło dopiero przekupstwo. Okazało się, że styl pisania dziesięciolatek mocno odbiegał od tego, co wymyśliła Moni Nilsson.
Jak widać autorka zadbała o to, by być autentyczną. Właśnie na tym polega urok serii o Tsatsikim. Bohater chodzi do czwartej klasy, więc jego problemy i rozterki są odpowiednie dla osoby w tym wieku. Chłopiec przestaje powoli być niewiniątkiem, ale wciąż nie traci swego wyjątkowego uroku.
Książka „Tsatsiki i miłość” zaczyna się od umierania. Bohater musi pogodzić się z istnieniem śmierci. Moni Nilsson pisze bez owijania w bawełnę, nie stosuje tabu. Dzięki temu dzieciom łatwiej jest pogodzić się z tym faktem. Na koniec powieści na świat przychodzi siostrzyczka Tsatsikiego – Retzina. Pojawia się nowe życie, zapełniając pustkę po dziadku Dimitrisie.
Moni Nilsson choć często pisze o poważnych sprawach, zapewnia jednak odbiorcom sporą dawkę dobrego humoru. Czytając tę książkę czujemy, że mamy do czynienia z prawdziwymi problemami czwartoklasistów. A autorka niczego nie zamiata pod dywan, żeby ukryć to, co niewygodne. Nawet jeśli nam trudno się pogodzić z szalonymi pomysłami dziesięciolatków, to przecież wiemy, że życie potrafi pisać różne scenariusze.
Dzieciaki słuchały historii Tsatsikiego z zapartym tchem. Kiedy pojawiły się trudne tematy, to wystarczyło chwilę z nimi porozmawiać. Przygody chłopca ze Szwecji są dla nas niesamowitą przygodą. Oprócz tego, że książka ma wartką akcję, świetnie się ją czyta, to bawi i pozwala lepiej zrozumieć świat. Jednego czego się obawiam to tego, co będziemy czytali po ostatniej części – „Tsatsiki i Retzina”?