Poznawanie literatury współczesnej jest dla mnie czymś naturalnym, jak oddychanie. Jednak, żeby do tego mogło dojść, starałam się poznawać klasykę. Lubię też do niej powracać, żeby sobie przypomnieć ulubione dzieła. Czasem mam ochotę porównać jak odbieram danego klasyka teraz teraz, a co wyniosłam z danej książki kilkanaście lat temu.
Właśnie takim klasykiem do którego chciałam wrócić jest „Kubuś Fatalista i jego pan”. Denis Diderot napisał książkę w czasach oświecenia, kiedy na pierwszym miejscu stawiano rozum. Właśnie wtedy powstały nowe doktryny filozoficzne. Wolter i Diderot dali podstawy istnienia racjonalizmu oświeceniowego. Ach, chciałoby się, żeby i dziś z takim entuzjazmem dążono do poznawania rzeczywistości, jak w epoce rozumu.
„Kubuś Fatalista i jego pan” został wydany dopiero dwanaście lat po śmierci Diderota, w 1796 roku. Co ciekawe, jego dzieła docenili… romantycy. Głównymi bohaterami tej powiastki filozoficznej są mężczyźni, którzy odbywają podróż. Nie wiadomo dokąd zmierzają, ale podczas tej wyprawy niemal cały czas rozmawiają, albo słuchają wypowiedzi innych bohaterów, z którymi zetknie ich los.
Akcja tej historii rozgrywa się w czasach współczesnych Diderotowi, czyli w drugiej połowie XVII wieku. Nie dziwi mnie, że powiastka została wydana pośmiertnie, ponieważ tematy, które podejmują bohaterowie, musiały być w tamtych czasach mało obyczajne – delikatnie mówiąc. Jednak nie tylko chodzi mi o opowieści na temat relacji damsko-męskich przywoływanch w tej historii. W „Kubusiu Fataliście” jeszcze bardziej kontrowersyjna mogła być krytyka stosunków społecznych. Dziś nie razi nikogo poddany, który rozmawia ze swoim panem, jak równy z równym. Tu sługa jest mądrzejszy od swego pana, góruje nad nim pod każdym względem.
Dlaczego Kubuś jest fatalistą? Ponieważ wierzy w fatum (nie mylić ze słowem: fatalny). Uważa, że „wszystko jest zapisane w górze”. Wymienione przeze mnie zdanie pada z ust sługi kilkadziesiąt razy. Czy zatem jednostka ma wpływ na swój los? Jednak Kubuś nie popada w pesymizm, a nawet potrafi odnaleźć szczęście. Uważa, że najważniejsze to żyć w zgodzie z samym sobą i swoimi obowiązkami.
Pod względem formy „Kubuś Fatalista” zaskakuje nowoczesnością. Bohaterowie stale prowadzą między sobą zabawne dialogi, wciąż są jakieś dygresje. Chodzi o to, by trzymać czytelnika cały czas w napięciu. Widać, jak istotne jest budowanie historii, by była ciekawa, a jednocześnie coś wnosiła. Diderot wodzi nas cały czas za nos – nie odkrywa wszystkich kart, ponieważ nie wiemy nawet skąd zmierzają bohaterowie. Przez całą powiastkę próbujemy poznać historię miłosną, która spotkała Kubusia. Co chwilę jednak opowieść jest przerywana, albo tytułowy bohater nie ma ochoty, by mówić o przygodach sercowych, albo jego pan nie chce o nich słuchać, bo akurat coś innego się dzieje.
Dzięki komentarzom odautorskim na temat samej powieści, dygresjom narratora, mieszaniu historii, powiastka staje się czymś niespójnym. Jednak ten celowy zabieg sprawił, że powstało dzieło niezwykle nowoczesne, jak na osiemnasty wiek. Po ponad dwustu latach od wydania „Kubusia Fatalisty” nadal możemy się bawić, czytając zabawne dialogi bohaterów. Widzimy świat, którego normy społeczne za chwilę runą (wprawdzie książkę wydano po rewolucji francuskiej, ale akcja powiastki rozgrywa się przed jej wybuchem). Możemy też odebrać tę historię jako powieść drogi. Widać, że bitnicy nie byli pierwsi. Natomiast podróż dawała w efekcie możliwość poznania samego siebie. W końcu, czyż nie jest tak jak mówił Kerouac? „Droga to życie”…
Dziękuję Wydawnictwu MG za książkę.
W czyim tłumaczeniu jest to wydanie? Klasycznie, Boya?
No ja mam z klasyką, a właściwie to ona ze mną na pieńku. Z „Wolnych Lektur” załadowałem na czytnik około dwustu pozycji i czekają w kolejce. Obiecałem sobie, że wreszcie Balzaca przeczytam na poważnie, przypomnę sobie Stendhala, Prousta to w ogóle nie wspominam, bo głupio.
Tylko ich jest coraz więcej i jestem lekko przerażony. A znać wypada i tyle!
Jakby nie patrzeć, to sam Boy też się prosi o kolejne czytanie, ale tu się boję, bo przerażająco aktualny się stał 😉
„Kubuś” jest w tłumaczeniu Boya, więc w tym przypadku można połączyć dwie pieczenie na jednym ogniu…
Wydawnictwo MG sukcesywnie imponuje mi swoją konsekwencją we wznawianiu klasyki. Ogromnie cieszę się, że na rynku książkowym jest oficyna, która nie boi się stawiać na Prousta, Kafkę, siostry Brontë, udowadniając, że popyt na klasykę cały czas jest 🙂 Ja cały czas czekam jeszcze na Zolę. Wtedy będę wręcz wniebowzięty 🙂
Czytałam. Jednak to wydanie zachęca do kupna. Okładka nadaje się idealnie do postawienia na półce…
Słuchałam fragmentów codziennie w Radiu Katowice i całkiem podobała mi się lektura 🙂