„Marsjanin” – Andy Weir

MarsjaninDzisiaj premierę ma książka pt. „Marsjanin”. Jej autorem jest Andy Weir, który do tej pory pracował jako programista i inżynier oprogramowania. Tytuł ten zainteresował mnie z powodu zdania, które pojawia się na okładce: „Kilka dni temu był jednym z pierwszych ludzi, którzy stanęli na Marsie. Teraz jest pewien, że będzie pierwszym, który tam umrze”. Nie miałam pojęcia czego spodziewać się po tej książce. Czy dostanę fantastykę z Marsjanami w roli głównej, czy raczej sporą dawkę science-fiction?

Jako dziecko uwielbiałam powieści Juliusza Verne’a. Przeczytałam wszystkie, które tylko wpadły mi w ręce. Moim ulubionym tytułem była książka: „Z Ziemi na Księżyc”. W dziewiętnastym wieku spodziewano się, że na Księżycu można zastać Selenitów, a w kosmos chciano wysyłać ludzi w wielkim pocisku. Na szczęście Andy Weir darował nam Marsjan . Autor bowiem w oparciu o współczesną naukową wiedzę, stworzył historię, której akcja dzieje się na Marsie.

Główny bohater, Mark Watney – czyli tytułowy „Marsjanin” – w wyniku niefortunnego wypadku zostaje sam na Czerwonej Planecie. Pozostali członkowie załogi odlatują, by uciec przed potężną burzą piaskową. Uznano, że Mark nie żyje. Bohater, choć uległ wypadkowi, został ranny, podejmuje walkę o przetrwanie. Jego determinacja jest olbrzymia, ale jeszcze bardziej zaskakuje intelekt Watneya. Marsjanin użyje wszystkich swoich szarych komórek, by zdobyć wszystko, co jest tak naturalne na Ziemi: wodę, powietrze i pożywienie. Każde swoje działanie zapisze w pamiętniku. Czy jednak mu się uda przeżyć?

Andy Weir wiele zrobił, by wzmocnić dramaturgię w tej historii. Samo czytanie zapisków z walki o przetrwanie, byłoby może mniej emocjonujące, gdyby nie opisano tego, co robi NASA i inni mieszkańcy Ziemi, by uratować Marka. Kiedy okazuje się, że członek ekipy Ares 3 przeżył, akcja zostaje napięta do granic wytrzymałości. Jak się zakończy ta nierówna walka człowieka z Marsem?

Chociaż czytałam powieść, która dotyczy misji na Czerwonej Planecie, poczułam się tak, jakbym cofnęła się w czasie. Do tego momentu, kiedy zapominałam o całym świecie, bo wciągała mnie akcja powieści przywoływanego już wcześniej Juliusza Verne’a, czy Daniela Defoe. „Marsjanin” przywołuje skojarzenie z „Robinsonem Crusoe”. Obu bohaterów wiele łączy – zarówno chęć przetrwania, niezwykła pomysłowość, ale też samotność.

Nie czytam zbyt często literatury science-fiction. Nie potrafię też wiele powiedzieć o lotach kosmicznych. Andy Weir sprawił, że uwierzyłam w każde jego słowo. „Marsjanina” czyta się tak, jakby wyprawy na inne planety były na porządku dziennym. Według mnie jest tak wiarygodny, że dałabym się przekonać, że autor parę razy był na Marsie, tak wielką wiedzę ma na jego temat. Zresztą autor imponuje znajomością licznych dziedzin naukowych. Czytając „Marsjanina” okazuje się, że opisywanie sposobów uzdatniania wody może być ekscytujące, bo wiedza i umiejętność jej wykorzystywania jest elementem kluczowym w walce o przetrwanie. Gdybym to samo miała przeczytać w podręczniku do chemii, pewnie bym tego nie doceniła.

Główny bohater powieści świetnie radzi sobie na Marsie. Nieprzypadkowo został wybrany na członka załogi Ares 3. W „Marsjaninie” widzimy typowego Amerykanina pozytywnie nastawionego do świata (Marsa?). Z każdą stroną powieści czekamy jednak, kiedy skończy się jego optymizm. Okazuje się jednak, że determinacja i instynkt przetrwania są u tego bohatera bardzo silne. Andy Weir pokazuje nam pozytywną stronę człowieczeństwa, w której ludzkość potrafi się zjednoczyć, by zawalczyć o jednostkę.

„Marsjanin” ma szansę na sukces również dzięki temu, że powstaje jego ekranizacja. Dodam tylko, że reżyserem jest Ridley Scott, a w roli głównej wystąpi Matt Damon… Dla mnie jednak największym atutem tej powieści jest trzymająca w napięciu akcja, połączona z wiarygodną fikcją naukową. Dzięki tej powieści loty na Marsa wydają się być niemal na wyciągnięcie ręki.

Powieść przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Akurat.

  1. O rany, zapowiada się fascynująca lektura! Na Marsie, literacko, gościłem już kilka razy. Polecam przede wszystkim niezwykłą trylogię Kima Stanleya Robinsona – „Czerwony Mars”, „Zielony Mars” oraz „Błękitny Mars”. Ciekawa jest także powieść naszego polskiego pisarza, Rafała Kosika zatytułowana „Mars”. Do tej kolekcji z chęcią dorzucę „Marsjanina” : )

  2. Już Agnieszka z Czytam, bo lubię zachęciła mnie do tej książki – choć fantastyka to nie moja bajka. Niby nie, ale niektóre filmy tego gatunku i o podobnej tematyce, bardzo mi w głowie utkwiły, jak np. „W stronę słońca”, czy chociażby niedawno „Grawitacja”

  3. Również w wieku dziecięcym poznałam książki Verne’a, a w podróż na Marsa wybrałabym się nawet już jutro (jeśli byłaby taka możliwość). 😉

  4. Właśnie kończę swoją marsjańską przygodę i przyznam, że będę tęsknić za Markiem i jego chilloutowym podejściem do wszystkiego. A jego rozmowy przeprowadzane z NASA, tudzież ich parafrazy – cudeńko. Autentycznie się głośno śmiałam i czytałam Ulubionemu fragmenty (:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *