„Dziesięć bram świata” – Tadeusz Biedzki

Dziesięć bram świata - Tadeusz Biedzki Najnowsza książka Tadeusza Biedzkiego, „Dziesięć bram świata” zabrała mnie w podróż do miejsc, które nie pojawiają się zbyt często w ofercie biur turystycznych. Autor, znany podróżnik, pisarz, dawniej reporter „Polityki” czy „Przeglądu Tygodniowego”, już w „Zabawce Boga” starał się opowiedzieć o świecie, który zwiedził, ale posłużył się fikcją literacką. Tym razem jednak otrzymujemy zapiski z podróży, w których ważniejsi niż miejsca, są ludzie, których autor napotyka na swojej drodze.

Co może łączyć Izrael, Mali, Etiopię, czy Indie? Wszędzie tam żyją ludzie, których nie zobaczymy w telewizji, czy innych mediach. Ich historie nigdy do nas docierają, a przecież pochodzą z krańców świata, w których zderzają się różne kultury, religie – jednak z jakiegoś powodu są uznane za mało atrakcyjne.

Tadeusz Biedzki wraz z żoną już od ćwierćwiecza podróżuje. W swojej książce „Dziesięć bram świata” opowiada o swoich dziesięciu najbardziej dramatycznych wyprawach. Poznajemy w nich czarnoskórego przyjaciela Biedzkiego, który pragnie założyć swój własny interes. W pewnym momencie nagle ginie po nim ślad, gdyż w Mali wybuchają walki Tuaregów o wolność. Allaye mógł zostać schwytany przez dżihadystów – do dziś podróżnik czeka na telefon, w którym usłyszy znajomy głos przyjaciela.

W pierwszej historii autor opowiada o sytuacji Palestyńczyków w Betlejem, ponieważ staje się świadkiem demonstracji młodzieży palestyńskiej, która kończy się oddaniem strzałów przez izraelskich żołnierzy. Raniona zostaje młoda dziewczyna, później Biedzcy poznają jej ojca, terrorystę, który mści się za doznane krzywdy.

Podróżnicy nie tylko podążają śladem zamieszek politycznych. W Indonezji obserwują ludzi wydobywających siarkę z wulkanu. Jak niebezpieczna jest ta praca okaże się po kilku latach – w tym samym miejscu nie spotykają już poznanych wcześniej ludzi, gdyż większość z nich straciła życie. Niebezpieczeństwo czai się wszędzie, choćby w Kurdystanie, gdzie podróżnicy doświadczają silnego trzęsienia ziemi. Jednak tu więcej cierpień rodzi konflikt między Kurdami i Turkami. Ci pierwsi chcieliby wolności, ale nie mają ani niezależności, ani własnego kraju.

Piękny i egzotyczny świat nie zawsze staje się bramą do raju. Dzieje się tak za sprawą ludzi, którzy nie potrafią żyć ze sobą w zgodzie. Mogłoby się wydawać, że natura może łączyć, jednak tak się nie dzieje. Ludzie w wielu zakątkach świata wyrządzają sobie krzywdę, nie zadając sobie trudu, by wysłuchać swojego sąsiada. Tadeusz Biedzki stara się być właśnie takim przekaźnikiem, który uświadamia nam, jak niewiele wiemy o ludziach z tych dziesięciu zakątków świata, do których nas z sobą zabiera. Pokazuje nam ową niewygodną prawdę o człowieku, zainteresować nas sytuacją ludzi tam żyjących. Nie otrzymamy jednak ocen, ani komentarzy odautorskich – bohaterowie sami opowiadają swoje jakże skomplikowane historie.

Przy okazji podziwiamy piękno miejsc, które są egzotyczne inaczej niż w stereotypowym znaczeniu tego słowa. Przecież w każdej chwili możemy zobaczyć niemal wszystkie zakątki świata. Wystarczy zasiąść przed komputerem i w kilka sekund zaczynamy podziwiać przyrodę i osiągnięcia dawnych cywilizacji. Tadeusz Biedzki pokazuje jednak coś więcej niż sztampowe pocztówki. Udowadnia, że za każdym obrazem kryje się człowiek ze swoją historią i on tu jest najważniejszy.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Bernardinum.

  1. Bardzo cenię sobie reporterów, którzy decydują się przedstawić czytelnikowi społeczność mniej znaną, nie do końca medialną, udowadniając, że celem podróży jest mimo wszystko człowiek, a nie, jak słusznie zauważyłaś, obrazki z widokówki – szczególnie interesująca wydaje mi się historia Kurdów oraz portret indonezyjskich zbieraczy siarki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *