„Historia błękitnej planety” – Andri Snær Magnason

Historia błękitnej planety Andri MabnasonLatem, podczas Literackiego Sopotu, zapoznawaliśmy się z książkami dla dzieci – również tymi z najwyższej półki. Córka i syn mieli okazję dowiedzieć się, że bardzo ciekawa jest „Historia błękitnej planety” islandzkiego pisarza Andri Snæra Magnasona. Opowieść tę polecili nam aktorzy z gdańskiego Teatru Miniatura, ponieważ na podstawie książki napisano sztukę, która miała prapremierę w 2014.

W opowieści o błękitnej planecie bohaterami są głównie dzieci. Tam gdzie żyły nie żadnych dorosłych. Dzieci cieszyły się pełnią wolności, robiły na co tylko miały ochotę, ponieważ nikt im niczego nie zakazywał, ani nie nakazywał. Raz do roku na błękitnej planecie odbywało się coś niezwykłego. Z jaskini w Górze Świateł wylatywały piękne motyle. Ich lot zachwycał wszystkich i był największym cudem. Zjawiskiem, na które czekało się cały rok.

Wszystko zaczęło się zmieniać za sprawą przybysza z kosmosu. Czaruś, dorosły mężczyzna, sprawił, że dzikie dzieci zaczęły latać. Od tego momentu nic innego ich nie interesowało. Chciały tylko doświadczać przyjemności. Jedynie Brimir i jego przyjaciółka Hulda poznały, jaki jest koszt życzeń, których kolejno domagają się mieszkańcy planety. Dzieci chcą mieć cały czas słońce tylko dla siebie. Nie życzą sobie chmur i deszczu. Czaruś im to daje, ale żąda zapłaty – kolejnych kropli młodości z ich serca.

W wyniku pewnego niefortunnego lotu, Boromir i Hulda trafiają na drugą stronę planety. Tam panuje zupełna ciemność, a niebo zasłaniają chmury. Czaruś zatrzymując słońce, spowodował, że na drugiej stronie świata, wciąż jest ciemno. Chłopiec i dziewczynka spotykają dzieci, które muszą żyć w zimnie i mroku. Para dzieci nie potrafi się przyznać do tego, że po części są winne tej sytuacji. Jednak chcą wrócić do domu i pomóc dzieciom ciemności. Okazuje się jednak, że nikt po słonecznej stronie nie ma zamiaru wysłuchać Brimira i Huldy. Czy parze dzieci uda się wpłynąć na pozostałych mieszkańców słonecznej wyspy?

„Historia błękitnej planety” przez chwilę przypomina inną opowieść o dzieciach, tyle że przeznaczoną dla dorosłych – „Władcę much” Williama Goldinga. W przypadku powieści Magnasona odbiorcami mogą być wszyscy. W „Historii błękitnej planety” zaskakuje spora  ilość poziomów interpretacyjnych. Z jednej strony mamy do czynienia z historią pary dzieci, które przeżywają przygody. Z drugiej: otrzymujemy parabolę i alegorię. Baśń, która zmusza odbiorcę do zadawania trudnych pytań natury etycznej. Dzieci zastanawiają się po lekturze książki, czy ważniejsza jest własna przyjemność, a może należy od czasu do czasu poświęcić się w imię dobra ogółu?

Bohaterowie powieści przechodzą metamorfozę. Stopniowo uczą się, co jest dla nich ważne. Choć na początku pragną tylko spełniać swe zachcianki, z czasem okaże się, że to wcale nie jest coś, co daje im szczęście. Dzięki swoim przeżyciom i doświadczeniom zrozumieją na czym polega przyjaźń, czym jest bliskość. Nauczą się również współpracować, by osiągnąć cel, do którego starają się dążyć.

Zaskakujące jest, jak wiele zagadnień porusza ta historia. Autor zwraca uwagę na współczesne zagrożenia takie jak wojny, czy zanieczyszczenie środowiska. Jednak oprócz ekologii, mowa w tej opowieści o wartościach etycznych. Dzieci z błękitnej planety mają szansę, by naprawić własny świat, tylko że muszą coś poświęcić. Uczą się stopniowo tego, jak zwracać uwagę na potrzeby innych. Popełniają błędy, by z czasem zacząć je naprawiać.

Baśń o błękitnej planecie okazała się historią, która zainteresowała i nasze dzieci. Choć opowieść jest tak wielopoziomowa, dzięki rozmowom zauważyłam, że młodzi odbiorcy zrozumieli sens tej historii, sporo problemów potrafili wychwycić. Widzieli, że skrajny egoizm jest czymś złym, ponieważ ważna jest bliskość, uczucia – a kiedy indziej trzeba się poświęcić, by chronić to co najważniejsze. Piękna i poruszająca opowieść zresztą została zauważona na świecie, ponieważ zdobyła liczne nagrody i została przetłumaczona na ponad dwadzieścia języków. Myślę, że choć niekiedy sceny w tej historii są bardzo poruszające i wpływają na emocje, to już siedmiolatki sporo z niej wyniosą. Przed nami jeszcze spektakl, ale mam nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli porównać sztukę z książką.

  1. Piękna historia. Nie wiem jak Ty, ale ja uważam, że dobrze, że powstają historie dla dzieci wzorowane na utworach klasycznych, dobrze napisanych. Poruszane problemy wydają się trochę infantylne, ale dzieci wyciągają wnioski i myślą. Próbują zrozumieć swój świat, też rzeczywistość dorosłych.
    Książka zwraca uwagę – genialna okładka. Szkoda, że nie ma zdjęć ilustracji – jeśli takie są? Z chęcią bym po podziwiała.

    • Uważam, że najważniejsze w książkach dla dzieci, jest traktowanie młodych odbiorców na poważnie – czyli dawanie im historii niebanalnych, napisanych na najwyższym poziomie. Jeśli natomiast chodzi o ilustracje, to są równie niepokojące i piękne, jak cała książka, ich autorką jest Áslaug Jónsdóttir (ach, te islandzkie nazwiska) 🙂

      • Zgadzam się w pełni! Bardzo nie lubię, kiedy dziecko traktowane jest jako potencjalny idiota czy osobnik niedorozwinięty – młodzi ludzie to bardzo bystrzy i inteligentni osobnicy. Być może nie potrafią jeszcze w pełni wyrażać własnych uczuć czy formułować swoich przemyśleń, ale to wcale nie oznacza, że wielu spraw nie rozumieją. Bardzo podoba mi się książka, o której piszesz. Przyjemność własna kontra dobro ogółu – lektura tego utworu przydałaby się wielu dorosłym ludziom : )

      • W tym przypadku mali odbiorcy są rzeczywiście traktowani bardzo poważnie. Treść, jak na wydawnictwo EneDueRabe przystało, znakomita. A ilustracje porażają.

  2. Pingback: „Błękitna planeta” – sztuka w Teatrze Miniatura | Czytam, bo chcę i już

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *