„Mała Zagłada” – Anna Janko

Mała Zagłada - Anna JankoDzisiaj upływa siedemdziesiąta rocznica wyzwolenia Auschwitz. Na temat obozu powstało mnóstwo książek. Mamy do wyboru publikacje naukowe, wspomnienia, ale teraz powoli do głosu dochodzą następne pokolenia. Okazuje się, że rodzice przenoszą swoje rany wojenne na dzieci. Anna Janko w książce „Mała Zagłada” pisze o tym, jak jej matka nie dostała się do obozu – choć powinna. Jednak najwięcej skojarzeń, jeśli chodzi o literaturę przywołuje inna książka: „Krótki przystanek w drodze z Auschwitz”.

1 czerwca 1943 roku na Zamojszczyźnie, w miejscowości Sochy, naziści dokonali masowej egzekucji. W ciągu kilku godzin wioska przestała istnieć – jej mieszkańców zastrzelono, a samą wieś spalono. Nie wszyscy zginęli, przeżyła między innymi matka Anny Janko. Dziewięcioletnia Teresa Ferenc była w takim wieku, że obrazy które zobaczyła, naznaczyły ją na całe dalsze życie.

Jak bardzo drastyczne sceny widziała mała, Teresa trudno sobie wyobrazić. Z osiemdziesięciu domów w Sochach został tylko jeden. Płonąca wieś to tylko jeden z elementów tej traumatycznej układanki. Terenia zobaczyła jak giną jej rodzice. Pod wpływem tych obrazów jej życie się zatrzymało. Z jednej strony dziewczynka musiała natychmiast stać się dorosła, by przetrwać i pomóc przeżyć rodzeństwu. Z drugiej strony po latach wciąż zachowywała się, jakby miała dziewięć lat. Nikt przecież nie przejmował się przeżyciami sieroty, nikt nie potrafiłby też pomóc – takie były czasy, że albo o danym problemie się nie mówiło, albo się go bagatelizowało.

O pacyfikacjach wsi na Zamojszczyźnie wspomina się niewiele. Naziści palili wsie za karę, za to że wspierały partyzantów. Ponad sto wsi zostało doszczętnie zniszczonych, dokonywano rzezi mieszkańców, tych którzy przeżyli, wysiedlano, albo kierowano do obozów koncentracyjnych. Terenia Ferenc, która widziała te egzekucje na własne oczy, nie mogła o niej zapomnieć. To doświadczenie naznaczyło ją na zawsze.

Anna Janko również poznała tragiczne doświadczenia swojej matki – z jej opowiadań. Zbrodnie hitlerowców obciążyły psychicznie również ją – jako córkę Teresy Ferenc. Relacje między matką i córką została przez tragedię w Sochach w pewien sposób wypaczone. Anna niekiedy musiała się opiekować własną matką, kiedy dopadały ją demony przeszłości. Córka dziedziczy po matce tę traumę. Choroba sieroca zostaje w genach i dotyka nawet wnuki rodzeństwa Ferenców.

Napisałam, że książka „Mała Zagłada” przywołuje skojarzenie z książką „Krótki przystanek z Auschwitz” Görana Rosenberga. W jednym i drugim przypadku autorzy mówią o swoich doświadczeniach. Zostali naznaczeni wojną, choć kiedy trwała, nie było ich nawet na świecie. Rosenberg i Janko starają się też ocalić okruchy pamięci, nawet jeśli są tak bolesne i trudne do opisania.

Opowieść Anny Janko opiera się na emocjach. Przeciwstawia się też milczeniu. Wygodnie byłoby nie mówić o tych trudnych momentach w historii. Jednak autorka nie chce zapomnieć o przeszłości. To tak jakby stracić cząstkę siebie. Choć owe doświadczenia poprzednich pokoleń były naznaczone śmiercią, jednak muszą być w jakiś sposób zapisane, by umieć zrozumieć nie tylko te dzieci, które doświadczyły traum wojennych,ale też kolejne pokolenia.

Anna Janko pisze w sposób poetycki. Choć przecież mówi o zagładzie mieszkańców Soch, o apokalipsie, której doświadczyła Teresa Ferenc. Często zwraca się bezpośrednio do matki: „Stutthof gorszy od Birkenau. Birkenau gorsze od Auschwitz. Auschwitz gorszy od Dachau i Buchenwaldu. Są piekła jaśniejsze i ciemniejsze mamo. W jednym piekle strzelają ci w głowę, darowując ci śmierć jako moment metafizyczny, który łatwo przeoczyć podczas tak błyskawicznej transgresji, w innym wprasowują ci śmierć w żywe życie i godzinami wyjesz na granicy, a właściwie w otchłani swego ciała” (s.157). W ten sposób stajemy się świadkami intymnej relacji między matką i córką. Nie pojmiemy natury zła, ale zobaczymy, że może ono w każdej chwili wyjść na powierzchnię, jeśli zapomnimy o tym, co się wydarzyło w czasie drugiej wojny światowej.

 Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za książkę.

  1. Zapowiada się przejmująca i wstrząsająca lektura. To straszne, że jeszcze do niedawna niemal zupełnie lekceważono urazy psychiczne, tak jakby tylko ciało ludzkie było podatne na zranienie. Najgorsze, że takie niezaleczone traumy były przekazywane dalej, niejako darowane młodszemu pokoleniu.

  2. Trochę mam dość tego tematu, bo ostatnio jest jakaś moda na tego rodzaju literaturę, wychodzi tych książek cała masa. Niemniej tutaj akurat ciekawi mnie spojrzenie przenoszenia winy i urazów czasu wojny na dzieci. Temat nie nowy, poruszany choćby przez Sylwię Chutnik, ale być może warto poznać i książkę Janko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *