„To się da!” – Anna Sakowicz

To się da! Anna Sakowicz10 lutego obchodzimy Światowy Dzień Kociewia. Oczywiście mało kto o tym wie, pewnie tylko wtajemniczeni Kociewiacy. O tej malutkiej krainie, położonej na Pomorzu, a sąsiadującej z Kaszubami, nie jest zbyt głośno. Choć przecież tereny zachęcają do turystyki. Nie brakuje nam pięknych jezior, lasów i rzek. Kociewie nieczęsto pojawia się w literaturze. Pamiętam, że jako dziecko byłam pod wielkim wrażeniem, kiedy przeczytałam, że przez moje okolice swym autem pędził Pan Samochodzik. Dzięki Annie Sakowicz już raz mogłam odbyć literacką podróż w rodzinne strony, za sprawą „Złodziejki marzeń”. Teraz miałam okazję poznać drugą część: „To się da!”, choć książki można czytać niezależnie.

Główna bohaterka powieści, Joanna, przyjechała na rok do Starogardu Gdańskiego ze Stargardu Szczecińskiego. Jako nauczycielka języka polskiego mogła wziąć urlop na poratowanie zdrowia. Miała pomóc osiemdziesięciopięcioletniej cioci Zosi, ale okazało się, że cała akcja była intrygą, zorganizowaną przez matkę Asi – by ta znalazła drugą połowę. Okazało się, że mężczyzna, z którym chciano ją zeswatać, jest gejem. Natomiast Joanna, kobieta po przejściach, poznała na Kociewiu Artura.

W „To się da!” wszystko zaczyna się od pogrzebu. Główna bohaterka pomaga w hospicjum. Uczy chore dzieci, pisze dla nich bajki. Stara się dawać cierpiącym pozytywną energię (a posiada jej naprawdę wiele), by miały siłę walczyć o zdrowie. Niekiedy sama wola to za mało. Dlatego dla jednej z pacjentek Asia organizuje akcję, która ma pomóc w znalezieniu dawcy szpiku. Wydaje też książkę dla dzieci, by wesprzeć finansowo leczenie Szpilki. Niestety nie wszystko układa się idealnie, bo: a to pojawią się kłopoty z ilustratorem, a to z zawistną koleżanką z pracy.

Powieść Anny Sakowicz przede wszystkim jednak jest bardzo zabawną historią. Choć autorka pisze o sprawach poważnych, potrafi rozładować napięcie sporą dawką humoru. Joanna ściąga na siebie mnóstwo katastrof. Jest jak chmura gradowa, która gdy się pojawia, natychmiast ściąga kłopoty. Bohaterka udaje się na rozmowę o pracę, więc ubiera się elegancko. Jedzie pociągiem w pięknych butach, ale do domu wróci boso, mimo zimnego i mokrego marca. Okaże się, że przemoczone obuwie, po zdjęciu go w wagonie, nie pozwoli się już założyć na stopy.Takich zabawnych sytuacji jest znacznie więcej.

Joanna szuka swojego miejsca na świecie, ale czy znajdzie go w stolicy Kociewia? Starogard jest małym miasteczkiem, w którym każdy się zna. Trudno być anonimowym, zwłaszcza, jeśli bohaterka umawia się z najlepszą partią w mieście – z chirurgiem Arturem, mężczyzną bez wad. Czy związek okaże się czymś głębszym i przerodzi w miłość? Asia ma nastoletnią córkę, są sobie bliskie, ale w pewnym momencie pojawi się problem. Najwięcej kłopotów sprawia matka Joasi, ale im jest dalej od Starogardu, tym lepiej – chociaż nigdy nie przestaje wtykać nosa w nie swoje sprawy.

Powieść „To się da!” pokazuje Kociewiaków w sposób pozytywny, choć wad też nam nie brakuje, jak to w małych społecznościach. Widzimy nietolerancję dla inności – choć ten problem występuje chyba w każdej wspólnocie. Autorka oddała klimat i urok tej okolicy. Z drugiej strony jej sugestywny opis dworca w Starogardzie może wreszcie poruszy kogoś, kto coś zmieni w tej sprawie?

Anna Sakowicz w książce „To się da!” zabiera czytelników na Kociewie i zapewnia sporą dawkę humoru. Jednak nie zbraknie refleksji oraz uniwersalnych problemów, które mogą dotyczyć każdego, niezależnie od miejsca w którym się znajdzie. Bardzo ciekawy jest wątek dotyczący cioci Zosi i czasów powojennych. Powieść nastraja czytelnika pozytywnie, dodaje mu energii. Dzięki niej ulubione sformułowanie Kociewiaków – „To się da!” może częściej gościć na naszych ustach. Autorka okazuje się świetną obserwatorką, która z powieści na powieść jest coraz lepsza. Ciekawe, czym nas zaskoczy w trzeciej części?

    • Dziękuję za możliwość poznania książki. 🙂 Widać, że Kociewie na tym bardzo korzysta, bo bardzo rzadko pojawia się na łamach powieści. A mi jako rodowitej Kociewiaczce miło zobaczyć swoje okolice, przez pryzmat literatury. 🙂

  1. Kociewie znam, bo jest związane z WC, poza tym lubię Kaszuby:) A że książka jest z humorem i dodająca energii, to chyba dlatego, że wypływa z tego właśnie miejsca.

    • Mam nadzieję, że z Kociewia wypływa taka energia. Jak się tu mieszka przez całe życie, to tego tak nie widać 🙂

  2. Ach, to wspaniała sprawa mieć możliwość czytania książek, których akcja rozgrywa się w naszych rodzinnych stronach – mnie niestety jeszcze nie spotkała taka przyjemność. Zdarzało mi się obcować z utworami, których bohaterowie przemierzali znane mi miasta, ale to chyba jednak nie to samo, co czytanie o „swoim” mieście czy „swojej” miejscowości 🙂

  3. Pingback: „To się da!”- doskonała książka na wakacje | Kobiece Prawobrzeże

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *