Kiedy dziesięć lat temu sięgnęłam po debiutancką powieść Leonie Swann „Sprawiedliwość owiec” byłam bardzo zaskoczona. Fakt, że tytuł zaskakiwał, to jednak nie odkrywał wszystkiego. Bohaterkami książki okazały się owce rozwiązujące zagadkę kryminalną. A wszystko jeszcze miało podtekst filozoficzny. Podobnie rzecz się miała w przypadku „Tryumfu owiec”. Drugi tom był jednocześnie thrillerem i komedią filozoficzną. Jeśli chodzi o powieść „Krocząc w ciemności” to nie stanowi ona kontynuacji poprzednich historii. Najnowsza książka Leonie Swann z owcami nie ma już nic wspólnego, ale książka została utrzymana w podobnej konwencji.
Autorka „Krocząc w ciemności” nie zapomniała o zwierzęcych bohaterach. Jednak cała akcja toczy się wokół ludzi (niezbyt zwyczajnych). Jedną z głównych postaci jest skromny złotnik, Julius Birdwell. Nieudacznik jakich mało, który miał robić karierę włamywacza, ale nic z tego nie wyszło. Marzy o rozwijaniu się jako dyrektor pchlego cyrku. Właśnie malutkie insekty są tymi bardzo istotnymi bohaterami ze świata zwierząt, które zastąpiły owce. Wprawdzie Julius chciałby prowadzić spokojną egzystencję, to szybko się okaże, że nici z tego. W pewnym momencie dyrektor pchlego cyrku uwikła się w dziwną sprawę. Ma uratować rusałkę. Tylko jak tego dokonać? Gdzie ją znaleźć?
Pomóc może detektyw. Tylko, że Julius trafia do człowieka, który w życiu chyba nie rozwiązał żadnej zagadki. Co więcej, ma kłopoty sam ze sobą, bo nie potrafi się skoncentrować. Kiedy otrzyma zlecenie, by odszukał starszą panią, która ukradła ciężarówkę i odjechała nią w siną dal, odnajdzie dziwne zielone stworzonko, przypominające legwana. Od tego momentu zaczyna się niezwykła przyjaźń tej dwójki i niesamowite kłopoty.
Okazuje się, że we współczesnym Londynie istnieje nieznany świat, osnuty mgiełką tajemnicy. Charakter mają nawet pchły i ślimaki, a pierścionki, które noszą na rękach bogate panie mogą zauroczyć. Magia istnieje w podziemiu, dostrzegalna tylko przez wybranych. Ci jednak się za bardzo nie chwalą swoimi umiejętnościami, bo szybko mogą trafić do ośrodka dla nerwowo chorych. Jeszcze bardziej niesamowity świat istnieje poza granicami Londynu. Tam można spotkać ślimaczą damę, kobietę z rogami, mężczyznę lisa, itp.
Za dużo nie można zdradzić z treści książki, ponieważ chodzi tu o rozwikłanie pewnej tajemnicy. Mimo, że powieść jest niezwykle zabawna, wręcz absurdalna, to sama zagadka została potraktowana w sposób poważny – trzyma czytelnika w napięciu, a zwrotów akcji nie brakuje. Co więcej: im bardziej historia robi się fantastyczna, tym mocniej wciąga. Do tego dochodzą wątki quasi-filozoficzne. Dla Juliusa ważne okaże się zadnienie ile pcheł mieści się na końcu szpilki. Inny bohater Green zastanawia się: „Najważniejszymi rzeczami są te, których nie widzimy (…). Nie widzimy ich, bo są ważne, czy może są ważne ponieważ ich nie widzimy????”. Tego typu problemów zamieszczonych na kartach książki jest oczywiście znacznie więcej.
Leonie Swann do swego stylu dołączyła coś nowego: w powieści „Krocząc w ciemności” nie brakuje elementów fantastycznych świata przedstawionego. Właściwie książce bliżej do stylu, który w filmach prezentuje Tim Burton, czy widocznego w książkach Jaspera Fforde, niż do poprzednich historii o owcach. Oczywiście nie zmieniło się to, czym do siebie autorka zjednała czytelników – owo niezwykłe połączenie elementów komediowych z kryminałem i thrillerem. Okazuje się, że można do tego dołączyć jeszcze magię. Powstaje ciekawy miszmasz, ale utrzymany w całkowitym porządku, bo w tym magicznym świecie rządzą prawa tego realistycznego. „Krocząc w ciemności” to powieść, którą czyta się dla rozrywki, nie mniej jednak trzeba się będzie zmierzyć z kilkoma problemami filozoficznymi. Myślę, że książkę można polecić już nastoletnim czytelnikom, którym fantastyka nie jest obca.
Z podobnych utworów, tj. dzieł, w których pierwsze skrzypce grają zwierzęta o stricte ludzkich cechach i charakterach, mogę polecić „Wykład profesora Mmaa” Stefana Themersona. W reklamowanej przeze mnie pozycji również nie brakuje poczucia humoru 🙂
Widzę, że proponujesz dzieło bardzo ambitnego artysty, ale niestety jeszcze nie miałam okazji poznać powieści „Wykład profesora Mmaa”.
„Sprawiedliwość owiec” średnio mi podeszła, więc na razie nie planuję powrotu do twórczości Swann.
Trzeba lubić ten specyficzny humor, ale „Krocząc w ciemności” mogłoby Cię zadowolić, jeśli lubisz fantasy.
Ja z kolei jestem zachwycona i oczarowana poprzednimi powieściami Swann, a „Krocząc w ciemnościach” już czeka na swoją kolej, mam nadzieję, ze mnie również się spodoba tak, jak na to liczę! ^^
Szkoda tylko, że na książki Leonie Swann trzeba tak długo czekać… Trzy w ciągu dziesięciu lat, to rzadki przypadek. Dzisiaj autorzy wydają częściej.
Ależ ten Twój kundek się prezentuje okazale na półce! Prawie jak rasowiec.
Ja mam Prestigio. Zdaje mi się, że czytnik był przeznaczony na rynek rosyjski, bo ma możliwość klawiatury rosyjskiej itd. I dobrze, bo odczytuje wiele formatów itp. Który ma możliwość odtwarzania filmów, słuchania muzyki i oglądania zdjęć. Ostatnio zaczęłam na nim oglądać filmy. Kundel też to potrafi?
A książka 'Krocząc w ciemności’ nie wiedziałam, ze może być tak ciekawa.
Kindle wart jest swojej ceny, a w moim przypadku sprawdził się podświetlany, ponieważ lubię czytać w nocy i dzięki niemu nikomu nie przeszkadzam. Tyle, że filmów na nim nie obejrzysz, bo wyświetlacz e-ink takich możliwości nie ma, za to nie męczy wzroku i wygląda jak kartka papieru.
Mój też ma podświetlany ekran. O Kindle’u marzyłam, ale w końcu kupiłam o połowę tańszy.
Z opcji – film korzystam od niedawna, bo kinoman ze mnie kiepski. Oglądam rzadko i filmy niszowe.
Na półce mam „Triumf owiec”, jestem zaintrygowany.