Książka Katarzyny Tubylewicz pt. „Ostatnia powieść Marcela” zaczyna się jak romans. Ona i on spotykają się w pociągu. Mężczyzna jest znanym i dojrzałym pisarzem, a kobieta wyróżnia się urodą oraz młodością. Czym może się skończyć taka znajomość? Jeśli trzymalibyśmy się schematu, byłoby pewnie mało zaskakująco. Jednak autorka daje czytelnikom coś zupełnie innego. W „Ostatniej powieści Marcela” mamy do czynienia z wieloznacznością, która otwiera nam kilka dróg interpretacyjnych.
Głównym bohaterem książki Katarzyny Tubylewicz jest pisarz, który właśnie przechodzi kryzys twórczy. Wkracza w pewien niebezpieczny wiek, kiedy to co najlepsze ma się już za sobą. Postanawia napisać ostatnią książkę, a do tej pory był autorem kryminałów. Powieść gatunkowa dała mu sławę, ale również stała się pewnym przekleństwem. Trudno bowiem wyjść poza tę formę literacką, ponieważ dzisiaj akurat ten gatunek cieszy się największym powodzeniem wśród czytelników. Jak pisać w kraju, w którym tak niewielu sięga po książki? Marcel nie potrafi wydostać się z tej pułapki, ale też za bardzo nie próbuje.
Kolejnym problemem jest własna tożsamość. Marcel nie potrafi się porozumieć z własną i jedyną córką. Wszystkie jego związki do tej pory kończyły się zbyt szybko. Mimo tych kłopotów bohater ma wysokie mniemanie o sobie, choć nie potrafi wydobyć się ze schematów, w które sam się uwikłał. Właśnie zaczyna nabierać świadomość, domyślać się ich istnienia, ale czy spróbuje coś w sobie zmienić? On, na pierwszy rzut oka człowiek sukcesu: mieszkaniec wielkiego miasta, inteligent, znany pisarz.
W pociągu spotyka Hannę. Zwykłą prowincjuszkę, a jednak wbrew temu co myśli o takich ludziach, kobietę niezwykle inteligentną. Spodziewa się łatwego i przelotnego romansu. Jednak jego stereotypowe myślenie o kobietach okazuje się błędne. Co takiego wydarzyło się w małej miejscowości, że Hanna Miszewska postanowiła uciekać do wielkiego miasta? Jaką przeszłość wiezie ze sobą?
Bohaterka jest kobietą silną, ale jej uroda sprawiła, że nikt nie zauważył jej intelektu. Jednak, czy z Marcelem Nowickim uda jej się nawiązać dialog, jak równy z równym? Hanna szybko musiała dojrzeć, ponieważ nie mogła liczyć na wsparcie dorosłych. Ojciec wycofał się do własnego wnętrza, więc matka postanowiła wyjechać za granicę, by utrzymać rodzinę. Widzimy pokolenie eurosierot, wychowywanych na dystans. Niby na miejscu mają babcie, ciocie, one jednak nie rozumieją młodego pokolenia i nie potrafią nawiązać z nim głębszej relacji. Również Marcel dorastał w dysfunkcyjnej rodzinie. Matka uważała, że należy podkreślać prawdziwą braterską miłość. Przyszły pisarz tylko obrywał od brata. Nie było między nimi bliskości, ale matka nie chciała tego dostrzec.
Spotkanie Marcela i Hanny będzie pretekstem do tego, by poznać przeszłość bohaterów. Zobaczymy, co ich ukształtowało i dokąd prowadzi ta znajomość. Ważna jest także kwestia płci. Katarzyna Tubylewicz w „Ostatniej powieści Marcela” konfrontuje stereotypowe myślenie pisarza, z tym jaka naprawdę jest Hanna. Okazuje się, że trudno wyjść poza pewne klisze. Czy chodzi o płeć, czy również spojrzenie na własną egzystencję. Marcel przeżywa kryzys twórczy, ale trudno mu wydobyć się z tej powieści gatunkowej. Natomiast kobiety ocenia po wyglądzie, więc spotkanie z Hanną otworzy mu oczy. Czy jednak uda mu się z tej znajomości wyciągnąć wnioski? Jak Marcel wpłynie na bohaterkę?
Katarzyna Tubylewicz w „Ostatniej powieści Marcela” pokazuje czytelnikom współczesną Polskę poprzez sportretowanie dwu, zupełnie różnych postaci. Narracja się zmienia, bo albo prowadzona jest z perspektywy Marcela (przez co wydaje się nam bliższy), albo staje się trzecioosobowa, gdy mowa o Hannie. Jak wygląda dzisiaj kwestia płci i czy udaje się uniknąć stereotypów w tej kwestii? Dla mnie najważniejsze okazało się spotkanie dwóch osób i to, do czego ono doprowadziło. Warto również zwrócić uwagę na żywy język, którym posługuje się autorka książki. Nie zabraknie emocji i ciekawej analizy dzisiejszego społeczeństwa.
Zapowiada się interesująca lektura. Ciekawią mnie spostrzeżenia zawarte w tej powieści i oczywiście finał podróży tych dwojga.
Finał jest bardzo ciekawy, choć można się domyślić w pewnym momencie dokąd to wszystko prowadzi. Marcel Nowicki wydaje się bardzo przekonujący – Katarzyna Tubylewicz poradziła sobie doskonale ze stworzeniem wiarygodnej, męskiej postaci.
Brzmi bardzo ciekawie i od razu skojarzyło mi się z rewelacyjnym „Przed wschodem słońca”.
Nie czytałam tej książki, ale czy chodzi o powieść Henryka Zbierzchowskiego?
Brzmi intrygująco. A poza tym, mam słabość do książek, w których można spotkać pisarza. 😛
Tu jest ciekawy i udany zabieg – pisarka tworzy opowieść z perspektywy mężczyzny, również pisarza.