„Moje życie jako… książka” – Janet Tashjian

Moje życie jako... książka, Janet TashjianPróbowaliście namówić te dzieci, które nie lubią czytać do sięgnięcia po jakąś książkę? Można odnieść wrażenie, że to są dla nich tortury, a co najmniej straszna kara. Taki jest właśnie główny bohater powieści „Moje życie jako… książka” Janet Tashjian. Uważa, że skoro zaczynają się wakacje, to z pewnością nadchodzi czas bez obowiązkowych lektur szkolnych. Jednak Derek strasznie się dziwi, kiedy jego klasa dostaje zadanie domowe na lato. Mają przeczytać trzy pozycje z podanej przez nauczycielkę listy książek i oprócz tego napisać wypracowania na ich temat.

Dla głównego bohatera powieści, dwunastoletniego Dereka Fallona, takie zadanie to katastrofa. Tym większa, że chłopak dowiaduje się, że latem będzie chodził do… szkoły. A przecież to ostatnia rzecz, o jakiej marzy nastolatek. Dlaczego koledzy wyjeżdżają w ciekawe miejsca, a on ma czytać „prawdziwe” książki i się uczyć? Oczywiście dla dorosłych odpowiedź jest prosta: rodzice chodzą do pracy, a nastolatek potrzebuje konkretnego zajęcia, żeby nie zrobił sobie krzywdy.

Derek woli czytanie komiksów i artykułów z gazet schowanych przed nim na strychu. Z jednego takiego wycinka dowiaduje się o tajemniczej śmierci nastoletniej dziewczyny. Dlaczego matka nie chce mu powiedzieć, co wydarzyło się dekadę temu na plaży na jednej z wysp Martha’s Vineyard w stanie Massachusetts? Jaki to ma związek z Derekiem i jego rodziną? Chłopak postanawia rozwiązać tę zagadkę.

Bohater przeżywa sporo zabawnych przygód, np. postanawia zrobić granaty z awokado. Buntuje się przed czytaniem książek, bo okazuje się, że to wcale nie jest takie łatwe, nawet jeśli podejmie się próbę. Derek stwierdza, że jego życie jest czymś takim jak powieść, ale bardziej atrakcyjnej od lektur, bo z nim w roli głównej. Postanawia nawet do tej księgi życia stworzyć ilustracje, a nawet nauczy się robić animacje. Bohater notuje trudne słowa, a oprócz tego stara się oddać ich sens za pomocą rysunków. Roli ilustratora podjął się syn autorki, Jake Tashjian.

Tom „Moje życie jako… książka” otwiera nową serię. Na razie możemy sięgnąć po pierwszy tytuł, natomiast w USA wydano już pięć części. Ostatnio sporym powodzeniem cieszą się książki typu „Dziennik Cwaniaczka”, w bibliotekach szkolnych są wręcz rozchwytywane. W powieści Janet Tashjian również otrzymujemy zabawne ilustracje, jednak mają one wymiar edukacyjny, bo poszerzają zakres słownictwa i pozwalają dzieciakom zrozumieć trudne słowa.

W książce Janet Tashjian poruszane są również trudne tematy. Po wspólnej lekturze nie zabraknie pretekstów do rozmowy, choćby o śmierci. O tym, jak ludzie chcąc pozostawić po zmarłym dobre wrażenia, czasem zakłamują rzeczywistość, by lepiej znosić stratę. Czy takie „drobne” kłamstwo jest dozwolone? Dzieciom bardzo odpowiadała ta historia, ponieważ dylematy Dereka nie są im obce. Przede wszystkim przekonał je humor zawarty w tej opowieści. Bo choć nie pomija się spraw poważnych, to i powodów do śmiechu nie zabraknie. A dorośli mogą się po cichutku cieszyć, gdyż „Moje życie jako… książka” zachęca właśnie do samego czytania i pozwala dzieciakom poznać wiele trudnych słów. Dlatego niecierpliwie czekamy na kolejne części.Moje życie jako... książka, Janet Tashjian

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *