Kiedy Szczepan Twardoch ogłosił publicznie, ze pisze książkę, której głównym bohaterem będzie bokser, zaskoczył wszystkich. Najnowsza powieść tego pisarza pt. „Król” oczywiście nie ma nic wspólnego z biografią autentycznej postaci. Zabierze nas natomiast do Warszawy, w lata trzydziestych ubiegłego wieku. Zobaczymy świat biednych Żydów, mieszkających w okolicy Nalewek, miejsca zakazane, gdzie kwitnie przemoc, a rządzi prawo pięści.
Tytułowym królem jest Jakub Szapiro. Opowiada o nim siedemnastoletni Mojżesz Bernsztajn. Chłopak właśnie stracił ojca, który został zamordowany za to, że nie zapłacił haraczu gangsterom. Mojżesz wie, że zrobił to Szapiro, ale tak bardzo podziwia pięściarza, że nie potrafi patrzeć na boksera inaczej niż z podziwem. Mówi o sobie: „Nazywam się Mojżesz Bernsztajn, mam siedemnaście lat i nie jestem człowiekiem, jestem nikim, nie ma mnie, nie istnieję, jestem chudym, ubogim synem nikogo i patrzę na tego, który zabił mojego ojca, patrzę, jak stoi w ringu, piękny i silny.” (s.7) Potem zmienia się perspektywa czasowa i narracja, bo dowiadujemy się, kim naprawdę jest opowiadający.
Już pierwsze zdania książki zdradzają nam styl Szczepana Twardocha. Tym razem jednak nie trafimy na Śląsk, ale właśnie do stolicy Drugiej Rzeczpospolitej. W tym mieście jedną trzecią mieszkańców stanowili Żydzi. Nie mogło więc zabraknąć języka jakim się posługiwali, czyli jidysz. Z tego świata pochodzi Jakub Szapiro, który choć zdobył sławę i pieniądze, nie odszedł ze swojej dzielnicy. Postanowił zostać, a jednocześnie z tego miejsca łatwiej mu kontrolować własne królestwo.
Warszawa dzieli się na dwa obozy. Tak jak podczas meczu bokserskiego trzeba wybrać swojego faworyta, tak tutaj mamy do czynienia z walczącymi ze sobą obozami. Pierwszy dotyczy Polaków i Żydów. Widzimy nienawiść do Żydów, getto ławkowe, polskie pomysły na to, by wysyłać ludzi wyznania mojżeszowego do obozów, ewentualnie na Madagaskar. Nacjonaliści i faszyści chcieliby też przejąć władzę w kraju. Tu mamy do czynienia z kolejnymi konfliktami natury politycznej. A to dopiero początek, bo przecież zobaczymy też świat gangsterów. Okazuje się, że przestępcy i politycy niewiele się od siebie różnią. Sceny przemocy, które widzimy w Berezie Kartuskiej, czy morderstwa dokonywane przez gangsterów są równie mocne i bezwzględne.
Bohaterowie powieści żyją na styku Warszawy żydowskiej i polskiej. Polska część była tą lepszą, bo bardziej czystą i bogatszą. Jakub Szapiro i Kum Kaplica, czyli działacz PPS-owski oraz szycha przestępczej Warszawy trzymają wszystkich w swoich rękach. Jakiś czas temu czytałam powieść „Śmierć frajerom”, której akcja rozgrywała się w tamtych czasach i Kum Kaplica przypomina jednego z bohaterów książki Grzegorza Kalinowskiego: Tatę Tasiemkę, czyli Łukasza Siemiątkowskiego.
W powieści Szczepana Twardocha nie brakuje brutalizmu. Ferajna Kuma Kaplicy nie zna litości, ale czasami pokazuje również swoje pozytywne oblicze. Gangsterzy zwalczają antysemityzm, a Jakub Szapiro jest bokserem, który od czasu do czasu okazuje serce. Bohaterowie przypominają współczesnych przestępców rozbijających się najlepszymi autami oraz używających narkotyków. Nie zabraknie też przemocy o charakterze seksualnym, lecz nie tylko kobiety są tutaj jej ofiarami. Znajdziemy w „Królu” trzy żeńskie postacie związane z Jakubem: burdelmamę Ryfkę, zakochaną w bokserze, jego żonę Emilię (choć żyją bez ślubu) oraz kochankę Annę, Polkę, córkę największego wroga. Okaże się, że kobiety choć upokarzane, również potrafią być silne.
Książka „Król” Szczepana Twardocha należy do tego typu literatury, którą pochłania się w kilka chwil. Trudno się od niej oderwać, nawet jeśli będą raziły nas sceny przemocy, w których krew płynie szeroką strugą. Autor dba o szczegóły w opisywaniu świata przedstawionego. Samochody, czy broń nie są zwykłymi przedmiotami, tutaj mają szczególny status i Szczepan Twardoch traktuje je niezwykle poważnie. Skoro głównym bohaterem jest bokser, nie zabraknie scen walki na ringu, a ich opis stanowi literacki majstersztyk. W powieści widzimy, jak rodzi się przemoc. Pisarz nie daje nadziei na lepsze jutro, groza narasta, a struna na szyi się zaciska. W końcu mamy rok 1937 i, choć wydaje się to niemożliwe, wszystko co najgorsze dopiero ma nadejść.
Dodałaś mi smaku na tę książkę. Jeszcze nie miałam okazji czytać książek Twardocha i sama nie wiem czy zacząć od 'Dracha’ czy od 'Króla’? Jak sądzisz?
Myślę, że jeśli jedna z nich Ci się spodoba, to i druga będzie Ci odpowiadała. „Drach” może być trudniejszy w odbiorze, bo są fragmenty po niemiecku i śląsku. Dlatego jeśli chcesz zacząć od książki nieco łatwiejszej, to polecam „Króla”.
Bardzo ciekawi mnie ta książka – dwudziestolecie to interesujący okres w historii Polski. Sporo się wtedy działo, a sama II RP była niesamowitym tyglem kulturowym. Twardocha nie czytałem już dawno, więc tym bardziej chętnie po niego sięgnę 🙂
Dwudziestolecie często pokazywane jest jako okres sielski i rajski. Tutaj tego nie ma – Twardoch ukazuje kraj objęty kryzysem politycznym. Widzimy biedne dzielnice Warszawy, ale coś z tego sentymentu do tamtych czasów zostaje, ponieważ takiego tygla języków, na taką skalę już nigdy tu nie zobaczymy.
Twardocha czytałam jedynie „Morfinę” i książka ta ogromnie zmęczyła mnie, a jednocześnie denerwowała. Początkowo styl i narracja bardzo mnie wciągnęły, wręcz zachwycałam się nimi, jednakże z każdą kolejną stroną okazywało się, iż to jednak za mało. Że brakuje historii, która całą powieść wzniosłaby na wyżyny, bo ta proponowana nam przez autora niestety jest słaba, zbyt prosta i oczywista.
Oby „Król” się obronił 🙂
„Król” został napisany w podobnym stylu, co „Morfina”, ale myślę, że sama historia wciąga i trzyma w napięciu, więc mam nadzieję, że najnowsza książka Twardocha pod tym względem się obroni (i będzie trzymała gardę). 🙂
Czemu wybór boksera na głównego bohatera tak wszystkich zaskoczył?
U mnie na razie dwudziestolecie nie ma zbyt dobrej passy, ale Twardoch wydaje się na tyle solidny, by to zmienić.
Z tego powodu, że pisarz zwracający tak wielką uwagę na modę i urodę do tego nie pasował. Tym bardziej, że Twardoch się przyznał, że zaczął ćwiczyć boks, w czasie, kiedy pisał tę książkę.