„Maus. Opowieść ocalałego” – Art Spiegelman

Maus, Art Spiegelman„Maus. Opowieść ocalałego” to wydanie zbiorcze komiksu Arta Spiegelmana, w skład którego wchodzą dwa tomy: „Mój ojciec krwawi historią” oraz „I tu zaczęły się moje kłopoty”. Powinnam użyć sformułowania, że „Maus” jest powieścią graficzną, bo forma jaką wybrał autor spowodowała wiele słów krytyki. Znaleźli się ludzie, według których nie powinno się opowiadać o Holocauście poprzez komiks. Jeszcze parę lat temu postrzegano tę formę jako coś niepoważnego, bo dla dzieci. Jakby tego było mało wielu zbulwersował sposób przedstawienia bohaterów: Żydów jako myszy, Polacy są świniami, a Niemcy kotami. Z czasem autor zyskał uznanie, ponieważ właśnie za książkę „Maus” w 1992 roku otrzymał Pulitzera.

Na polską wersję musieliśmy czekać długo. Pierwszy tom został wydany w Stanach Zjednoczonych w 1986 roku. Polskiego tłumaczenia doczekaliśmy się dopiero w 2001 roku. Być może problemem było to, że w tej powieści graficznej nie zostaliśmy pokazani zbyt pozytywnie. Wielu nie podobał się nie tylko fakt, że Polaków przedstawiono jako świnie, ale też to, że pokazano nas również jako antysemitów wydających Żydów Niemcom.

Opowieść zaczyna się od sceny, kiedy mały Art upada podczas jazdy na wrotkach. Jego amerykańscy koledzy zostawiają go samego w parku. Kiedy wraca do domu i z płaczem opowiada co zrobili jego przyjaciele, jego oburzony ojciec odpowiada: „Ty ich zamknij razem na tydzień do jednego pokoju, bez żadnego jedzenia… To ty wtedy dopiero będziesz wiedzieć, jakie oni są przyjaciele!…”. Dziesięcioletni chłopiec mieszka z rodzicami w Nowym Jorku, ale wtedy jeszcze nie wie, jak bardzo jego rodzina różni się od typowej familii, należącej do klasy średniej.

Po latach dorosły Artie chce opowiedzieć historię ojca. Jak to się stało, że Władek Spiegelman przeżył Holocaust? Ojciec i syn spotykają się i rozmawiają o przeszłości. Młody Władek okazuje się przystojnym mężczyzną, próbującym radzić sobie w świecie biznesu. Zakochuje się w pięknej Andzi i z czasem udaje mu się przekonać do siebie i ją, i jej rodziców. Kiedy się poznają, mężczyzna ma już trzydzieści lat, a Anna jest dwudziestoczterolatką. Pobierają się, a wkrótce rodzi się ich syn – Rysiu. Kobieta cierpi na depresję, ale Władek dwoi się i troi, żeby jego żona poczuła się lepiej. W drugiej połowie lat trzydziestych narasta antysemityzm, a Żydzi z lękiem opowiadają sobie, co dzieje się w Niemczech.

Gdy wybucha wojna Władek znajdzie się w polskiej armii i walczy z Niemcami. Potem trafia do obozu jenieckiego, kiedy się z niego wydostaje, udaje się do żony do Sosnowca. Kombinuje, żeby przetrwać. Stara się nie rzucać w oczy, żeby nie wyglądać na Żyda. Dzięki temu udaje mu się wiele załatwić, a przede wszystkim szuka kryjówek. Niestety nie wszystkim może pomóc. W końcu i tak większość jego rodziny trafia do Auschwitz, ale i tu ma wiele szczęścia. W obozie koncentracyjnym sama inteligencja i wielka chęć przeżycia nie wystarczały, dużo zależało od ślepego losu.

Art Spiegielman kreśli dwie równoległe historie. W jednej poznamy opowieść ojca o jego przeżyciach z młodości. Z drugiej natomiast mamy do czynienia z współczesną narracją – widzimy kim się stał starzejący się Władek. Co ciekawe, autor pokazuje stereotypowy obraz Żyda. Człowieka skąpego, który lubi pieniądze, jednak dzięki lekturze zaczynamy rozumieć, co sprawiło, że główny bohater jest taki, a nie inny. Tłumacz, Piotr Bikont, miał trudne zadanie, ponieważ musiał oddać język jakim się posługuje Władek. We wstępie dowiadujemy się, że tłumacz posłużył się takim stylem, byśmy bez problemu rozpoznali, że mamy do czynienia z polskim Żydem.

Zachowanie ojca ma również wpływ na syna. W tej warstwie współczesnej widzimy jak trudna jest ta relacja. Jeszcze gorzej sprawy się mają, gdy syn dowiaduje się, iż ojciec spalił dzienniki matki. Kobiety, która popełniła samobójstwo, gdy jej syn stał się dorosły. Wojna złamała Andzię, utraciła wszystkich bliskich oraz najstarszego syna Rysia. Nie potrafiła się z tym pogodzić. Czytając tę powieść, czujemy to niewyobrażalne nagromadzenie bólu. Ma ono wpływ na kolejne pokolenie. Artie jest powojennym dzieckiem swoich rodziców. Dorasta słysząc opowieści o Holocauście, a nocą często budzą go krzyki rodziców (wywołane koszmarami sennymi). Po śmierci żony Władek poślubia dawną koleżankę Andzi. Jednak ciągle kłóci się z Malą. Trudny charakter mężczyzny sprawia, że para nie potrafi się porozumieć.

Trudna opowieść o Holocauście pokazana z perspektywy jednostki nie byłaby niczym nowym, gdyby nie jej forma. Przyzwyczailiśmy się do wspomnień ocalałych, ale to jak opisał to Art Spiegelman okazało się czymś, co już znaliśmy. Oprócz opowieści o Holocauście, otrzymujemy bardzo osobistą historię drugiego pokolenia po Zagładzie. Z komiksu „Maus” dowiadujemy się, że młody Art trafił do szpitala psychiatrycznego, a spisywanie wspomnień ojca stanowi jednocześnie próbę poukładania wzajemnych relacji. Powieść graficzna pozwala lepiej zrozumieć historię wojenną Władka, ale też to, jaki wpływ miały na niego te wszystkie wydarzenia.

Metaforyczne przedstawienie postaci, posłużenie się czarno-białymi kadrami, zastosowanie oszczędnych środków wyrazu okazało się  dobrą drogą. Spiegelman gra też ze stereotypami, posługuje się nimi, by uzyskać określony efekt. Celowo zastosował przejaskrawienia, by przekaz był czytelny dla każdego. Prostota rysunków wywołuje odwrotny efekt niż spodziewamy się na początku. Forma sprawia, że jeszcze mocniej uderza nas brutalność tej historii. Dotyczy to zarówno opowieści o Holocauście, jak i tego co dzieje się z kolejnym pokoleniem cierpiącym na traumę przeniesieniową. Po piętnastu latach po polskiej premierze otrzymujemy wznowione wydanie i pamiętam jakie kontrowersje wzbudzała ta książka. Wtedy nie udało mi się po nią sięgnąć, ale dzisiaj myślę, że czytelnicy skupią się na artyzmie dzieła. Nie będzie to łatwa lektura, bo zabierze nas do brutalnego świata i pokaże ludzkość od najgorszej strony.Maus, Art Spiegelman

  1. Pingback: Podsumowanie grudnia | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. Ha ha, ludziom przeszkadza tak wiele rzeczy, że w niektóre aż trudno jest uwierzyć. Wg mnie postrzeganie komiksu jako formy niestosownej do opowiadania o doświadczeniach traumatycznych to forma umysłowego ograniczenia. Dobrze, że są tacy twórcy jak Spiegelman, którzy nie boją się walczyć z konwenansami.

    A co do postawy Polaków to chyba należy pochodzić się z tym, że w trakcie wojny nasi rodacy, tak jak i w życiu, przyjmowali bardzo, bardzo różnorodne postawy. Nie brakowało konfidentów, ale niemało było też szlachetnych i odważnych, którzy z narażeniem życia chronili Żydów.

    • To co zrobił Spiegelman dało nam coś nowego, bo pokazało, że komiks to przecież dzieło sztuki i twórca może je kształtować na swój sposób.
      Co do postawy Polaków też podchodzę do tego, że jesteśmy ludźmi i mamy wady i zalety. Przecież już przed wojną nie brakowało u nas postaw antysemickich. A Niemcy to odpowiednio wykorzystali. Niektórzy chcieliby, żeby tych właściwych postaw było więcej, ale czy byłoby to zgodne z prawdą?

  3. Zawsze mnie to zadziwiało, że w obszarze tak różnorodnego zjawiska jakim jest sztuka, jest tyle patrzenia z góry i nietolerancji. Podział na kulturę wysoką i niską, niepoważne traktowanie komiksu czy fantastyki – przykłady można by mnożyć. Ale czego to ludzie nie zrobią, by poczuć się lepszymi od innych.

    A co do samego Mausa – czytam już o nim od dawna, ale nie wpadł mi jeszcze w rączki.

    • Też mnie to zawsze dziwi, choć przecież nie powinno. Ludzie lubią dzielić wszystko na dobre i złe, a siebie i swój gust oczywiście traktować jako jedyny poprawny oraz właściwy.
      Mnie „Maus” intrygował też od dawna, ale zauważyłam, że szybko przestałam widzieć w kadrach myszy, koty, czy świnie, a ludzi i ich historie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *