Niektórym najłatwiej się myśli w czasie pieszych przechadzek, tutaj doskonałym przykładem są perypatetycy. Inni wolą medytować na miejscu. Andrzej Stasiuk zabiera nas natomiast w wędrówkę, w której nie cel jest najważniejszy, a przemyślenia, jakie mu się nasuwają w trakcie podróży samochodem. Rusza na Wschód. Z Polski przez Ukrainę Rosję, Kazachstan. Zamierza dotrzeć do Tadżykistanu, ale czy pisarzowi się to uda? Dowiemy się tego z książki pt. „Osiołkiem”.
Pięćdziesięcioletni narrator postanawia udać się w podróż. Wybiera się samochodem, tytułowym Osiołkiem. Tym autem przejechał już trzysta tysięcy kilometrów, w ciągu dwunastu lat. Kiedy bohater postanawia ruszyć, musi się odpowiednio przygotować. To go zniechęca, ale czuje, że wkrótce taka podróż będzie jeszcze trudniejsza. Przygotowania to męka, ale dokąd jechać? Dlaczego nie tak jak większość do kurortów, czy tam gdzie podążają turyści w większości?
Zanim Andrzej Stasiuk wyruszy w podróż opowie o pierwszym aucie, którego był pasażerem. Warszawa M-20 wywołała w kilkuletnim dziecku tyle wrażeń, że w nocy po tej jeździe nie mógł zasnąć. Po tylu latach został mu w pamięci zapach auta, dźwięk jaki wydawał z siebie pracujący silnik, czy sposób w jaki przesuwała się strzałka szybkościomierza. Peanów na temat pojazdów będzie tu sporo. Zresztą na okładce z tyłu napisano, że książka jest „sowizdrzalską elegią na odejście silnika spalinowego” i rzeczywiście trudno nie zauważyć, jak ważne są pojazdy dla człowieka, który się wychował w cieniu FSO.
Podczas podróży w głowie narratora pojawiają się nowe myśli. Jak pisze Stasiuk: „Co z tym wirem w głowie? Co z tymi tysiącami metrów taśmy, która przewija się i wyświetla obrazy przyszłości? Nasączone słodkim lękiem niewiadomego. Leży się i ni to marzy, nie śni pyliste drogi znikające na horyzoncie.” (s. 19).Innym trudno pojąć, że liczy się sama jazda. Podejrzliwie przyjmują to celnicy, którzy decydują, czy Andrzej Stasiuk przekroczy granicę. Na wiadomość, że „Podróż i droga są celem!” (s. 40) zaczynają się komplikacje. Jak takiego dziwnego delikwenta puścić dalej?
Jazda na Wschód pozwala zachłysnąć się niczym nieograniczoną przestrzenią. Taką niezwykłą, bo zabierającą czytelników do innego czasu, do przeszłości. Do bezkresu niemal nietkniętego ludzką ręką, a przez to przywołującą skojarzenia z tym, co dawne. Przypadkowi ludzie spotkani na drodze, zmienny bądź nie pejzaż, to nie wszystko, co widzi pisarz. Azja trwa niezmiennie, w przeciwieństwie do narratora, który może to obserwować, choć jego samego czas się ima.
Właśnie na Wschodzie rodzą się dziwne idee, albo wizje, jak te które towarzyszą narratorowi w trakcie jazdy. Duchy i polskie groby prześladują podróżującego nawet tutaj. Nie sposób wyrwać się od polskości, nawet na dalekiej pustyni. Tak jakby historia wciąż nas prześladowała, a wolność była niemożliwa do osiągnięcia. Bohater dostrzega te wszystkie sprzeczności również w sobie, jako dziecko starego systemu wychowanemu w tęsknocie za tym, co dawał Zachód.
W książce „Osiołkiem” Andrzej Stasiuk podróżuje w głąb siebie. Żeby było to możliwie, musi przebyć tysiące kilometrów na Wschód. Bezkres otwiera umysł i możemy chociaż część tego wnętrza poznać. Przyjąć do wiadomości, jak wielu rzeczy nie jesteśmy w stanie pojąć, ale przecież liczą się też odczucia, jakie się pojawią podczas walki z przestrzenią. Autor będzie się rozliczał z naszą szarą i nieciekawą rzeczywistością, ale w trakcie fantasmagorycznych wizji. Może dzięki temu łatwiej się przyjąć do wiadomości to, co dzieje się na naszym lokalnym podwórku (nie oznacza to zgody na taki stan rzeczy). Podróż nadaje natomiast tej egzystencji tu i teraz jakiś sens, nawet jeśli nad niczym nie mamy kontroli. To wszystko opisuje Andrzej Stasiuk dając nam książkę, w której znajdziemy elementy reportażu, czy gonzo. Oprócz tego mamy do czynienia z humorem, autoironią oraz satyrą na rzeczywistość. Najwięcej będzie jednak refleksji dotyczących przemijania i pogodzenia się z tą częścią ludzkiej egzystencji.
U Stasiuka jak zawsze jest drugie dno 🙂 Nic nie jest do końca takie, jak się wydaje i to jest w jego prozie najfajniejsze.
Rzeczywiście, co ciekawe, kiedyś mi to przeszkadzało, ale teraz chyba bardziej dojrzałam to tej prozy. 🙂
Czytałam Stasiuka 'Wschód’ i jestem pod wrażeniem. On ma skojarzenia! Bardzo trafne i głębokie. W Horodle słyszał ciszę z Sobiboru…. Byłam w Horodle i cisza była, ale takie skojarzenie wymagalo wielkiej inteligencji. To i tutaj na pewno takie są. Będę szukać tej książki.
Niektórzy widzą ciemność, inni słyszą ciszę z Sobiboru – lubię takie skojarzenia. A skoro czytałaś „Wschód”, to pewnie i „Osiołkiem” Ci się spodoba (zwłaszcza jeśli masz sentyment do starej, dobrej motoryzacji).
Mnie chodzenie oczyszcza. Nie tyle sprzyja refleksji, co wyzbywaniu się myśli niepotrzebnych. Stasiuka nie znam, ale recenzja i komentarze zachęcają mocno.
Sięgnęłam po „Osiołkiem”, bo przekonały wywiady ze Stasiukiem. Po ich lekturze doszłam do wniosku, że ta książka powinna mi się spodobać i się nie zawiodłam.
Co do natłoku myśli, to najlepiej mi się je układa podczas jazdy na rowerze. 🙂
Lubię te Stasiukowe wędrowanie po obrzeżach….
Na pewno przeczytam 🙂