„The Wonderful Wizard of Oz. Czarnoksiężnik z Krainy Oz” – Lyman Frank Baum

The Wonderful Wizard of Oz, Czarnoksiężnik z Krainy Oz, Lyman Frank BaumMinęło już sporo czasu odkąd ukończyłam szkolną naukę języka angielskiego. Brak praktyki spowodował, że trudno mi było ocenić, co umiem. By to sprawdzić, pomocna okazała się książka wydawnictwa [ze słownikiem], która została wydana w oryginale. Postanowiłam odświeżyć znajomość języka angielskiego. Zaczęłam od powieści dla dzieci: „The Wizard of Oz”, czyli „Czarnoksiężnika z Krainy Oz” Lymana Franka Bauma. Oczywiście dzisiaj nie brakuje obcojęzycznych publikacji. Czym więc różni się to wydanie od innych?

Powieść „Czarnoksiężnik z Krainy Oz” polecana jest przez wydawnictwo [ze słownikiem] dla początkujących. Na początku książki umieszczono słowniczek najczęściej używanych wyrazów. Potem zaczyna się tekst autorstwa Lymana Franka Bauma. Żeby czytelnikowi ułatwić zadanie, trudne słowa są pogrubione i przetłumaczone na język polski na marginesie. Na początku jest ich całe mnóstwo, ale stopniowo, w miarę oswajania się z historią oraz ze słownictwem w niej zawartym, owych skomplikowanych wyrazów jest coraz mniej. Jeśli jednak nie utrwaliły się w naszej pamięci na dłużej, to na końcu książki znajduje się kolejny słownik. W nim umieszczono wszystkie słowa użyte w powieści. Czcionka słów zapisanych na marginesie mogłaby być nieco większa, choć rozumiem, że inaczej wyrazy nie mieściłyby się na marginesie. Ciekawe też, czy w języku angielskim częsta jest tendencja do zapisywania dialogów bohaterów nie od myślnika, a z użyciem cudzysłowu?

Dlaczego wybrałam „Czarnoksiężnika z Krainy Oz”? Z prostego powodu. Nigdy nie czytałam tej historii w języku polskim. Dlatego w żaden sposób nie narzucały mi się polskojęzyczne wersje. Miałam za to w pamięci chyba najbardziej znaną ekranizację książki, tę z 1939 roku z Judy Garland w roli Dorotki.

Książka Lymana Franka Bauma została wydana po raz pierwszy w 1900 roku i obecnie zalicza się ją do klasyki literatury dziecięcej. Oprócz tego warto wspomnieć, że mamy do czynienia z pierwszą amerykańską powieścią fantasy dla dzieci. Mowa w niej o sierocie wychowywanej przez wujostwo, dwunastoletniej Dorotce, którą tornado przenosi z Kansas do Krainy Oz. Dziewczynka trafia do niezwykle pięknego, choć obcego miejsca wraz ze swoim ukochanym pieskiem Toto.

Dorotka znalazła się w kraju Manczkinów i przez przypadek jej dom unoszony przez tornado trafił w siedzibę Złej Czarownicy ze Wschodu. Wiedźma zginęła na miejscu. Bohaterka pragnie wrócić do domu, ale zanim jej się to uda, przeżyje mnóstwo niebezpiecznych przygód. Po drodze pozna i zaprzyjaźni się ze Strachem na Wróble, Blaszanym Drwalem i Tchórzliwym Lwem. Mają zamiar dotrzeć do potężnego Oza, który posiada moc i może spełnić wszystkie ich życzenia.

Dziewczynka dzięki dobremu sercu pokonuje wszelkie przeciwności losu. Pomagają jej przyjaciele i łut szczęścia. Opowieść o Dorotce, choć przeznaczona jest dla dzieci, posiada przesłanie, które dotrze również do dorosłych. Pokazano w tej fantastycznej powieści zarówno siłę dobra, zasad moralnych, jak i moc przyjaźni. Bohaterka posiada nieskażone złem serce, dlatego udaje jej się osiągnąć wszystko w sposób naturalny. Osiąga cel również dzięki nadziei. Wierzy, że uda jej się wrócić do domu, a wszystkie napotkane kłody usuwa spod nóg i nigdy się nie poddaje. Choć wydaje się to naiwne, jednak okazuje się, że posiadanie w sobie wewnętrznego dziecka, jest czymś, co warto w sobie mieć, bo daje człowiekowi wielką siłę.

„The Wonderful Wizard of Oz” okazało się ciekawą i satysfakcjonującą lekturą. PO raz pierwszy czytałam całą książkę po angielsku, ale moje wcześniejsze obawy okazały się niepotrzebne. Udało mi się poznać historię o Dorotce. Dzięki podręcznym słownikom nie musiałam sięgać do tych wielotomowych, które posiadam we własnej biblioteczce, więc nic nie odrywało mnie od lektury. Wystarczyło tylko co jakiś czas zerknąć na margines, by zrozumieć, co oznacza dane sformułowanie. Z czasem nabrałam większej pewności siebie i coraz rzadziej sięgałam do podręcznego słownika. Dlatego teraz zdecyduję się na nieco trudniejszą powieść anglojęzyczną. Zobaczymy, czy sobie poradzę…

  1. Lubię tego publikacje. Kiedyś czytałem „Psa Baskerville’ów” A.C. Doyle’a wydanego z podobnym założeniem – na jednej stronie czytelnik raczył się polskim przykładem, a na stronie obok miał angielski oryginał.

    Pozycja, o której piszesz wydaje się jeszcze bardziej pomysłowa, bowiem tłumaczone są tylko trudniejsze fragmenty.

    • Spotkałam się z podobnymi wydaniami poezji. Jedna strona książki została przedstawiona w oryginale, a na drugiej znajdował się wiersz przetłumaczony na język polski.
      Propozycja wydawnictwa [ze słownikiem] jest ciekawa ze względu na to, że nie trzeba posiłkować się podczas lektury dodatkowymi książkami. Wszystkie słowniki są na miejscu.

    • Co do okładek – cała seria ma taki minimalistyczny wygląd. Kojarzy się nieco technicznie, ale prawdopodobnie wydawnictwo chce zwrócić uwagę na to, że mamy do czynienia z książką o charakterze edukacyjnym.
      Wersje „Czarnoksiężnika z Krainy Oz” są naprawdę liczne i w tym zalewie przeróżnych książeczek, warto zwrócić uwagę na tekst Bauma. Dzisiaj jednak autor byłby posądzany za zbytnie okrucieństwo – wszak złe postacie często tu giną.

  2. Taki zapis dialogów to po prostu poprawna forma w języku angielskim. Ja sam zaś nie miałem pojęcia, że te ludki zwane były Munchkinami. Teraz znam źródłosłów karciany.

    Jeśli zaś chodzi o samą opowieść, to oglądałem tylko film, ale bardzo miło mi się kojarzy, bo puszczany był na TCM w każdą Wigilię.

    • Nie czytałam nigdy wcześniej książek w języku angielskim, więc zastanawiała mnie ta forma zapisu. Na początku trudno było mi się przestawić, bo wciąż się spodziewałam, że ktoś kogoś będzie cytował, ale po jakimś czasie się przyzwyczaiłam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *