Pierwsza książka z serii o Amelii Bedelii została wydana w Stanach Zjednoczonych w 1963 roku. Napisała ją Peggy Parish, wtedy nauczycielka w szkole podstawowej. Szybko okazało się, że historie jej autorstwa cieszą się wielkim powodzeniem. W USA odniosły ogromny sukces, a oprócz tego przetłumaczono je na ponad dwadzieścia języków. Po śmierci pisarki w 1988 roku, jej dzieło kontynuuje bratanek, Herman. W Polsce mamy okazję poznać Amelię, niezwykłą gosposię, po raz pierwszy. Na zachętę dodam, że książkę przetłumaczył Wojciech Mann.
Kim jest Amelia Bedelia? Ot, niby zwyczajna pomoc domowa, jakich wiele. Jest tak tylko na pierwszy rzut oka. Amelia różni się od innych osób, wykonujących tego typu prace. Wcale nie potrafi czarować, nie lata na miotle, nawet nie zagląda pod dywan gospodarzy. Za to rozumie wszystkie polecenia w sposób dosłowny. Pierwszego dnia pracy, państwo Rogers wychodzą z domu. Amelia otrzymuje listę zadań do wykonania i takie polecenie od pani domu: „Zrób dokładnie to, co napisałam”. Gosposia zatem wykonuje wszystko nadzwyczaj skrupulatnie.
Zaczyna od ciasta, którego jednak nie ma na liście zadań od pani Rogers. Pierwszy punkt dotyczy zmiany ręczników. Amelia potrzebuje do tego nożyczek. Zamiast przynieść inne ręczniki, nożyczkami zmienia ich kształt. By odświeżyć meble używa… pudru. Kiedy ma zająć się ładnym kawałkiem mięsa, ubiera kurczaka w elegancki kubraczek, a stek przyozdabia kokardkami. Natomiast żarówkom pozwala „odpocząć” na sznurze, na dworze. Łatwo sobie wyobrazić, jak zdziwieni są państwo Rogers, gdy wracają do domu. Pierwszym i oczywistym odruchem jest zwolnienie Amelii z pracy. Wtedy jednak kluczowe staje się ciasto, które upiekła tytułowa bohaterka na początku swej pracy…
Peggy Parish napisała krótką historię, pełną zabawnych potknięć językowych. Amelia Bedelia rozumie wszystko, co się do niej mówi w sposób dosłowny, stąd biorą się wszystkie komiczne sytuacje. Bohaterka ma umysł małego dziecka i nie pojmuje przenośni. Pomyłki Amelii zmuszają do myślenia, ponieważ pokazują świat z nieco innej perspektywy, właśnie z punktu widzenia najmłodszych. Książkę ze względu na duże litery warto polecić odbiorcom, którzy zaczynają naukę samodzielnego czytania. Sama historia zachęca do sięgania po książki, bo naprawdę bawi. „Amelia Bedelia” nie jest długa, a zdania są proste i nieskomplikowane. Podczas takiej lektury mali czytelnicy co chwilę się śmieją, ponieważ perypetie Amelii nie pozwalają na bycie poważnym. Ciekawa jestem, jak trudne zadanie miał tłumacz, żeby przełożyć te wszystkie gry językowe na język polski?