„Zwycięski koń” to trzecia część przygód przygód aniołków kota Cagliostro. Helenka, Mary, Marta, Rita, Patricia oraz Olga są dziewczętami, które zajmują się rozwiązywaniem zagadek. Przewodzi im niezwykły, bo magiczny kot. Nie dość, że potrafi mówić, to jeszcze sprawia, że czas płynie inaczej, a bohaterki choć mieszkają w różnych krajach doskonale się rozumieją.
Tym razem dziewczynki zostają wezwane do przepięknej Sieny. Miasta leżącego czterdzieści kilometrów od Florencji – miejsca zamieszkania Rity. Właśnie ta bohaterka będzie najwięcej wiedziała na temat historii Sieny oraz panujących w niej zwyczajów. A samo zadanie wydaje się być bardzo trudne. Kot otrzymał następującą wiadomość: „Contradzie Jeżozwierza ktoś ukradł konia”.
Dziewczęta mają odnaleźć rumaka, który miał wziąć udział w tradycyjnym wyścigu, ale zaginął w tajemniczych okolicznościach. W Sienie, każda dzielnica zwana contradą wystawia jednego konia do Palio, czyli wielkiej gonitwy wokół Plazza Publico. Wydarzenie to jest niezwykle ważne dla wszystkich mieszkańców miasta. Jednak czy dla wyścigu, ktoś potrafiłby posunąć się do kradzieży?
Aniołki wyruszają w podróż, by odnaleźć zwierzę. Jego istnienie było owiane wielką tajemnicą, dlatego nawet nie wiadomo dokładnie jak wyglądał rumak. Podpowiedzią może być słynny „Portret konny Guidoriccia da Fogliano” Simone Martini. Tyle, że na obrazie rumak, na którym siedzi kondotier, jest zakryty Widoczne są jedynie nogi i pysk zwierzęcia.
Oczywiście dziewczynki poradzą sobie nawet z najtrudniejszą zagadką. Jednak samo jej rozwiązanie nie jest jedynym problemem, o którym mowa w tej serii. Ważna jest motywacja osoby, która postąpiła źle. W „Aniołkach kota Cagliostro” Jarosława Mikołajewskiego złoczyńcy nie są naprawdę źli, tylko w którymś momencie dokonują niewłaściwego wyboru. Kiedy to sobie uświadamiają może być już za późno. Na szczęście aniołki – jak sama nazwa wskazuje – nie są po to, by karać, ale by rozwiązywać problemy i przy okazji je naprawiać.
Za sprawą „Zwycięskiego konia” moje dzieci odbyły podróż do Włoch. Malownicza Siena została wprawdzie przedstawiona na czarno-białych ilustracjach autorstwa Marcina Bruchnalskiego, ale od czego jest wyobraźnia? Bohaterki zwiedzają miasto przy okazji, a nie tak jak turyści, bo przecież muszą rozwiązać zagadkę. Nie będą świadome, że dowiedzą się znacznie więcej, niż gdyby sięgnęły do przewodnika turystycznego.
Jarosław Mikołajewski napisał książkę, która łączy przyjemne z pożytecznym. Tak wiele się mówi o tym, że dzieciaki nie znają geografii, choć mają znacznie więcej możliwości, by ją poznawać niż choćby dwie dekady temu. Tu młodzi czytelnicy świetnie się bawią, a jednocześnie poznają wiele ciekawostek na temat Sieny. Aż chciałoby się wyruszyć w prawdziwą podróż. Tylko wtedy moje dzieci pewnie by szukały rudego kota…
Ja sama bym przeczytała
Najlepiej byłoby przeczytać w samej Sienie. 🙂